Proszę wchodźcie na niego i komentujcie. Dziękuję!
________________________________________________________
Wyszłyśmy z pokoju z fortepianem i poszliśmy do pokoju na przeciwko. Co było w środku bardzo mnie zszokowało. W pokoju było mnóstwo zdjęć różnych osób większość to mężczyźni. Podeszłam bliżej ściany by się przyjrzeć wszystkim zdjęciom. Pezz była w takim samym szoku jak ja.
-Co to jest?-szepnęła Perrie.
-Nie mam pojęcia, ale te osoby na zdjęciach wyglądają na bogate-zauważyłam Perri pokiwała głową w zadumie. Nagle jedna twarz... O Boże ja znam tego człowieka to on mnie porwał to on mi to wszystko zrobił. W moich oczach pojawiły się łzy. Jego zdjęcie było otoczone czerwoną kreską. Zakręciło mi się w głowie przez co musiałam chwycić się jedną ręką Perrie, a drugą ściany. Pezz trochę się przestraszyła ale pomogła mi złapać równowagę.
-zabierz mnie stąd, proszę.- jak poprosiłam tak zrobiła. Już po chwili schodziłyśmy po schodach do kuchni. Sięgnęłam do szafki z lekarstwami i wyjęłam z niej aspirynę. Sięgnęłam po szklankę i wodę z lodówki połknęłam tabletkę i popiłam ja wodą. Pezz nadal się nie odzywała.
-Pezz wszystko ok?- zapytałam nieco zdenerwowana.
- znasz tego kolesia ze zdjęcia?
- można by tak powiedzieć. A co?
- dziwnie się zachowałaś. Masz z nim jakieś złe skojarzenia?
Zawahałam się nad odpowiedzią ale zdecydowałam się na szczerość.
-Tak.
Dziewczyna na chwilę wyłączyła się z rzeczywistości, w jej oczach dostrzegłam łzy, więc szybko ją przytuliłam.
-Perrie na pewno wszystko w porządku?
- Nie, ten koleś ze zdjęcia to...-zawiesiła się na chwilę- to mój ojciec.
To mnie zszokowała. Jej ojciec jest taki zły? Ja swojego nie znałam przez całe życie i wolałam takiego ojca niż takiego jak ma Pezz. Współczuję jej z całego serca.
- jak to?
-on miał się zmienić- zaczęła krążyć to w jedną tą drugą stronę- on już nie miał tagi być, obiecał to nam, obiecał to MI.
Po jej policzku spłynęła łza, która natychmiast starła gniewnym ruchem.
- spokojnie Perrie, wszystko będzie w porządku. Przynajmniej powinno.
- wybacz Maddie, muszę iść. Dzięki tobie dowiedziałam się ze nad oszukuje.
- ok. Jak uważasz, pamiętaj że na mnie możesz zawsze liczyć. Tak samo na Zaynie.
-wiem, dziękuję. Pójdę się pożegnać.-oznajmiła wchodząc do salonu do chłopców. Słyszałam jak się z każdym żegna, potem przyszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Odprowadziłam ja razem z chłopcami do drzwi.
-do zobaczenia!-krzyknęliśmy to równocześnie na co się zaśmialiśmy.
- do zobaczenia.
_________________________
Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam że tyle musieliście czekać. Nie miałam weny. Szczerze- zawaliłam to opowiadanie. Źle to zrobiłam. Och nienawidzę się za to. I przepraszam że taki krótki ale jak już pisałam wyżej nie, miałam weny. To wszystko jest takie chaotyczne.
-zabierz mnie stąd, proszę.- jak poprosiłam tak zrobiła. Już po chwili schodziłyśmy po schodach do kuchni. Sięgnęłam do szafki z lekarstwami i wyjęłam z niej aspirynę. Sięgnęłam po szklankę i wodę z lodówki połknęłam tabletkę i popiłam ja wodą. Pezz nadal się nie odzywała.
-Pezz wszystko ok?- zapytałam nieco zdenerwowana.
- znasz tego kolesia ze zdjęcia?
- można by tak powiedzieć. A co?
- dziwnie się zachowałaś. Masz z nim jakieś złe skojarzenia?
Zawahałam się nad odpowiedzią ale zdecydowałam się na szczerość.
-Tak.
Dziewczyna na chwilę wyłączyła się z rzeczywistości, w jej oczach dostrzegłam łzy, więc szybko ją przytuliłam.
-Perrie na pewno wszystko w porządku?
- Nie, ten koleś ze zdjęcia to...-zawiesiła się na chwilę- to mój ojciec.
To mnie zszokowała. Jej ojciec jest taki zły? Ja swojego nie znałam przez całe życie i wolałam takiego ojca niż takiego jak ma Pezz. Współczuję jej z całego serca.
- jak to?
-on miał się zmienić- zaczęła krążyć to w jedną tą drugą stronę- on już nie miał tagi być, obiecał to nam, obiecał to MI.
Po jej policzku spłynęła łza, która natychmiast starła gniewnym ruchem.
- spokojnie Perrie, wszystko będzie w porządku. Przynajmniej powinno.
- wybacz Maddie, muszę iść. Dzięki tobie dowiedziałam się ze nad oszukuje.
- ok. Jak uważasz, pamiętaj że na mnie możesz zawsze liczyć. Tak samo na Zaynie.
-wiem, dziękuję. Pójdę się pożegnać.-oznajmiła wchodząc do salonu do chłopców. Słyszałam jak się z każdym żegna, potem przyszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Odprowadziłam ja razem z chłopcami do drzwi.
-do zobaczenia!-krzyknęliśmy to równocześnie na co się zaśmialiśmy.
- do zobaczenia.
_________________________
Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam że tyle musieliście czekać. Nie miałam weny. Szczerze- zawaliłam to opowiadanie. Źle to zrobiłam. Och nienawidzę się za to. I przepraszam że taki krótki ale jak już pisałam wyżej nie, miałam weny. To wszystko jest takie chaotyczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz