wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 6 część I
1 lipca. Jezu dziś 1 lipca! Chyba zaraz zwymiotuję z nerwów. Ja na miejscu tych sportowców to bym się chyba pochorowała , jak oni znoszą te nerwy? Może są jakoś przyzwyczajeni. Dzisiaj postanowiłam że nie będę biegać po parku, bo dzisiaj na meczu się nabiegam. Wyszłam z ciepłego łóżka, z którego wolałabym nie wychodzić i skierowałam się do garderoby. Wyjęłam z szafy torbę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy. Każdy chyba spał bo nie słyszałam kroków. Po spakowaniu się zeszłam na dół w piżamie. Podeszłam do lodówki, wyjęłam butelkę wody i zamierzałam wejść na górę gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postawiłam butelkę na blacie i poszłam otworzyć. w drzwiach stał jakiś mężczyzna a za nim jakiś chłopak. Chyba Robbie i Greg, ale pewności nie miałam.
-cześć jestem, Robbie, ty jesteś Madeline?- zaczął starszy. A jednak miałam rację że to Robbie.
-Tak, ale proszę mówić do mnie Maddie- zaznaczyłam, uchylając drzwi tak żeby mogli wejść-proszę wejść.
-Dziękuję, ale widzę że chyba cię obudziliśmy- powiedział i skwitował mnie wzrokiem.
-Ohh, nie po prostu nie zdążyłam się ubrać- wytłumaczyłam- Czyli od śmierci mojej mamy jesteś moim tatą, a ty- spojrzałam w stronę chłopaka który siedział obok mojego'taty' -moim bratem.
-Tak, przepraszam że się nie przedstawiłem po prostu zapomniałem. Jestem Greg-wytłumaczył się Greg.
-Spoko. Cieszę się że mam dwóch starszych braci i tatę.-oznajmiłam.
-A ja się cieszę że mam młodszą siostrę...
-A ja się cieszę że mam dwóch synów i córkę, tak w ogóle to ile masz lat?-zapytał tata.
-Mam 17 ale 19 lipca kończę 18- wyjaśniłam.
- To dobrze, Niall nam dużo o tobie mówił przez telefon, mówił że jesteś wyjątkowa; śliczna, mądra, wysportowana, utalentowana. Już pierwszego dnia go zaskoczyłaś graniem na gitarze.
   Na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec, tata chyba to zauważył bo powiedział:
- chyba miał rację mówiąc że, jesteś skromna i delikatna.
-Chyba mówił o mnie same plusy.
-Nie mówił że jesteś też zadziorna, uparta i czasami złośliwa na swój sposób.
-Uff...
-Niall mówił że masz jakiś mecz tak?-wtrącił Greg.
-O dzięki że mi przypomniałeś- spojrzałam na zegarek 9:30 za godzinę muszę być na boisku mam jeszcze trochę czasu-Tak mam dzisiaj półfinały, za godzinę mam być na boisku, chcecie iść?
-Co za pytanie, oczywiście że tak.- powiedział Robbie tak jakby to było oczywiste. To raczej jest oczywiste że ojciec chce iść zobaczyć mecz swojego dziecka. Muszę się przyzwyczaić, bo moja mama nie chciała oglądać meczów bo nie lubiła piłki nożnej, ale mówiła że zawsze mnie dopingowała.
- To fajne. Może pójdę obudzić Niall'a i poinformować go że przyjechaliście i przy okazji się ubiorę?
-Dobry pomysł.-potwierdził Greg.
   Bez słowa weszłam na górę i poszłam do pokoju Niall'a. Najpierw zaczęłam na spokojnie, ale nie reagował, więc poszłam do łazienki i wlałam do pistoletu na wodę(który miał pod łóżkiem) i poszłam go napełnić wodą. Weszłam z powrotem do jego pokoju i zlałam go wodą. Przestraszony wstał i rzucił na mnie groźne spojrzenie.
-Co ty wyprawiasz?
zapytał podchodząc do mnie teraz z uśmiechem.
-Tata przyjechał- oznajmiłam i wyszłam- idź do nich a ja się ubiorę.
   Poszłam do pokoju, ubrałam się w to. Związałam włosy w niedbałego koczka i zeszłam na dół. Nagle mój telefon zadzwonił, Beronika. Jezu jak ja dawno z nią nie gadałam.  Przeprosiłam wszystkich i poszłam odebrać na taras.
-Cześć kochana. Mogę do ciebie wpaść jeżeli nie masz nic przeciwko?- zapytała jak tylko odebrałam.
- No jasne, Mieszkamy niecałe 5 kilometrów od centrum Londynu.
-Ok dzięki, to do zobaczenia.
Rozłączyła się. Weszłam do domu i  zapytałam Niall'a czy ma coś w sprzeciwie. A on powiedział:
-Nie, nie mam to przecież i twój dom.

Po 10 minutach przyszła Berka i weszłam do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest w 2 częściach bo szłam na sylwestra więc nie miałam czasu.
Życzę wam  wesołego i bezpiecznego sylwestra. I szczęśliwego Nowego Roku.

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 5
włącz to
***12 dni później (czyli 30 czerwca)***
Znowu nerwy, czy kiedyś mi to minie? Już od początku dnia musi mi to niszczyć dzień? W mojej głowie rodzą się pytania takie jak: Co jeśli się spóźnię?, Co jeśli trener znalazł nową na moje miejsce? i jeszcze wiele innych pytań. Wstałam i uznałam że dzisiaj sobie odpuszczę bieganie z Harrym, ostatnio też zaczął biegać. Poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic i umyłam włosy moim ulubionym szamponem o zapachu arbuzowym. Wyszłam z kabiny owinęłam się ciepłym ręcznikiem, wysuszyłam włosy (są teraz jak grzywa lwa) i skierowałam się do garderoby. Po 5 minutach wybrałam to(ten środkowy zestaw).  Zeszłam na dół, podeszłam do wysepki i wzięłam jabłko z miski i zaczęłam je jeść. Po chwili do kuchni zjawił się Niall, podszedł do mnie i usiadł obok mnie.
-Niall, chcesz herbaty?-zapytałam odwracając głowę w jego stronę.
-Tak-odpowiedział bez dłuższego namysły.
-To mi też zrób- powiedziałam i poszłam do salonu. Usłyszałam jego chichot i głośne westchnięcie. Jak ja lubię go irytować. Włączyłam telewizję i włączyłam poranne wiadomości. Było pokazane zdjęcie jakiejś dziewczyny. Usłyszałam głos prezenterki:
- Wczoraj rano w okolicach granic Londynu doszło do porwania dziewczyny w wieku 18 lat. Według światków porwania dziewczyna biegała po parku, sprawca jest poszukiwany od miesięcy.
  Dalej nie słuchałam, wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni po moją herbatkę. Niall najwyraźniej mnie nie słyszał bo zaczął krzyczeć słodząc swoją herbatę:
-Maddie ile łyżek cukru?
-Niall, idioto, nie krzycz stoję zaraz obok ciebie- krzyknęłam zatykając prawe ucho. Przez debila chyba ogłuchłam na prawe ucho.
-Sorki nie zauważyłem cię- przeprosił.
-Zauważyłam to- wypowiedziałam te słowa przekręcając głowę w jego stronę- tak w ogóle to 2.
  Pokręcił głową, wsypał cukier do kubka i podał mi go. Od rana jest jakiś taki przybity, jeżeli coś mu zrobiłam ta małpa (Emma) to ją zabiję gołymi rękami. Usiadłam przy stoliku i pociągnęłam łyk płynu. Ale ciepłe aż mnie ciarki przeszły. Zaczęłam się zastanawiać o informacji z telewizji ciekawe co to za dziewczyna? Ale raczej jej nie znam.
-Przychodzicie dzisiaj na mecz?-zapytałam po chwili ciszy.
-No oczywiście, przecież i tak mieliśmy się wybrać na ten mecz, ale jak dowiedzieliśmy się że ty grasz to wszystko było ustalone na bank.-oznajmił z wymuszonym uśmiechem.
-Niallerku coś się stało, że taki przybity jesteś?- wzięłąm kubek do rąk i upiłam kolejny łyk.
-Nic po prostu pokłóciłem się z Emmą i tyle?
-A o co?
-Widziałem jak flirtowała z kolesiem a potem jak się zapytałem co ona odwala ona powiedziała że spotkała przyjaciela z dzieciństwa i chciała z nim pogadać.
   Aż zrobiło mi się nie dobrze jak o niej wspomina. Ale z niej małpa najpierw flirtuje z jakimś przypadkowym kolesiem a potem wmawia mu że to kolega z dzieciństwa.
-Przykro mi- powiedział odłożyłam kubek podeszłam do Niall'a i go przytuliłam. Wydaje się że teraz się rozluźnił. Tą piękną chwilę przerwał Louis który wparował do kuchni gwizdając jakąś piosenkę. Odkleiliśmy się od sibie, ja poszłam na swoje miejsce gdzie stoi moja herbata.
-Co tam?- zapytał jakby nigdy nic się nie stało Louis- Maddie masz nerwy?
-Nooo. Prawie całą noc nie zmrużyłam oka z nerwów.
-Nie masz się czym martwić jesteś wspaniała.-pocieszył mnie. Na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec.
-Oooo. dziękuję-podziękowałam. Wypiłam swoją herbatę i poszłam do swojego pokoju. Weszłam i podeszłam do mojej torebki. Wyjęłam z niej książkę którą kupiłam, jest dość gruba ale za to bardzo ciekawa. Wyjęłam z pokrowca okulary i wyszłam z pokoju. Skierowałam się w stronę tarasu, pogoda dziś dopisuje więc nie mam powodu by nie czytać na tarasie. Usiadłam na huśtawce i zaczęłam czytać.


Po godzinie czytania ktoś wszedł na taras, podszedł do mnie i usiadł obok mnie ale to było by trudne bo leżę więc jest mało miejsca żeby ktoś usiadł. odłożyłam książkę na swoją klatkę piersiową. Harry. Gdy na mnie spojrzał zdziwienie malowało się na jego twarzy. Jeszcze nikt nie widział mnie w okularach.
-Nosisz okulary?- zapytał po chwili. Skoro je mam na nosie to chyba tak.
-Jak widać-powiedziałam bez namiętnie.
-Spoko tylko pytałem.-powiedział to i podniósł ręce jako znak ze się poddaje.
-Przepraszam ale mam taki moment w książce że lepiej nie mówić.
-Spoko.-po tych słowach zniknął za szklanymi drzwiami do domu. Po chwili przyszedł z powrotem z książką. Usiadł obok mnie a raczej się położył tak że on miał swoje nogi obok mnie a moje koło niego. Jak dobrze że ta huśtawka jest taka szeroka by pomieścić nas dwojga.

Po czytaniu chyba z 3 lub 4 godziny skończyłam książkę ze łzami w oczach, to taka wzruszająca książka... Harry chyba też skończył swoją bo rzucił ją obok huśtawki. Spuściłam nogi na ziemię i wstałam, nie trwało to długo bo nogi się pode mną ugięły i prawie upadłam ale na szczęście się przytrzymałam huśtawki.
-Wszystko dobrze?- zapytał Harry ze zmartwieniem w głosie, spuścił nogi z huśtawki aj próbowałm powoli wstać i choćby usiąść na huśtawce.
-Tak, tylko nogi mi zdrętwiały- odpowiedziałam patrząc mu w oczy, pierwszy raz zobaczyłam jego zielone oczy od mojego przyjazdu. Jakoś nie miałam czasu, zawsze się mijaliśmy bez większego kontaktu wzrokowego. Utonęłam w jego oczach, a najwyraźniej on w moich. Czuję jak ciepły wiatr przeszedł po moim karku. Czuję się jakbym zaraz miała odlecieć. W pewnej chwili odwrócił wzrok jakby czegoś się bał. Momentalnie spadłam  na ziemię. Podniosłam książkę i ponowiłam próbę wstania tym razem z pozytywnym wynikiem. Wyprostowałam się i podałam rękę Harry'emu. Podał mi swoją i już po chwili by leżał na ziemi ale ja go przytrzymałam z trudem ale przytrzymałam.
-Dzięki-wymamrotał i odszedł. Co mam o tym myśleć najpierw takie głębokie spojrzenie a teraz takie coś? Nigdy nie zrozumiem tego chłopaka. Mówi się trudno i płynie się dalej...
  Spojrzałam na ziemię i zobaczyła książkę Hazzy, podniosłam ją i postanowiłam mu ją zanieść. Weszłam do domu w salonie go nie było, poszłam na górę do jego pokoju, zobaczyłam jak siedzi  na łóżku i patrzy w sufit.
-Przyniosłam ci książkę- powiedziałam i położyłam ją na biurku. W podziękowaniu wymruczał ciche ,,dzięki". Wyszłam z jego pokoju poszłam do mojego pokoju. spojrzałam przez okno, słońce grzeje, normalnie nie lubię się opalać ale teraz tak jakoś naszła mnie ochota. Poszłam do garderoby i założyłam to bikini. Owinęłam się ręcznikiem, wzięłam mp3 i wyszłam na taras. rozłożyłam ręcznik na trawie i się na nim położyłam. Wybrałam  piosenkę. Zamknęłam oczy i się wsłuchałam w piosenkę.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 4
Dedykuję jak obiecałam mojej przyjaciółce Ali.
włącz to
Obudziłam się w salonie na kanapie, z głową na kolanach Harry'ego, a nogami u Louisa. Podniosłam ostrożnie głowę by nie obudzić Harry'ego który słodko spał i by nie obudzić Louisa który też śpi. Rozejrzałam się po pokoju. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam Niall'a z twarzą w misce pop cornu , Liam'a który śpi wygodnie rozłożony na fotelu ale nigdzie nie mogłam znalęźć wzrokiem Zayn'a. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy pewnie śpi w swoim pokoju w łóżku. Chciałam się odświeżyć więc wyszłam na taras, pierwszy raz widzę tak piękny widok: małe jeziorko, zielony trawnik, ławeczki pod drzewami, huśtawka kilkuosobowa, stoliki pod baldachimem normalnie żyć nie umierać. Jeszcze słonko grzeje to normalnie cud, miód i marchewki. Wyszłam na trawę, moje stopy łaskoczą źdźbła trawy, wiatr wieje mnie przyjemnie łaskocze w skórę. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się w cieple słońca, które mnie grzeje. Poczułam się  nie zwyciężona, szkoda że nie może być tak łatwo w życiu jak teraz. Odchyliłam głowę do tyłu i wypuściłam powietrze z ust. Nagle usłyszałam odchrząknięcie, przestraszyłam się, odwróciłam się i zobaczyłam Zayn'a z założonymi rękami na piersiach.
-O, hej. Nie widziałam cię- wytłumaczyłam.
-Co tu robisz?-zapytał z udawaną obojętnością.
-Chciałam się przewietrzyć i zobaczyłam że jest tak ładnie to postanowiłam tu wyjść i popatrzeć trochę na Londyn- oznajmiłam odwracają się w stronę krajobrazu.
-Aha-mruknął prawie niesłyszalnie.
-Czemu taki jesteś?
-Ale jaki?-zapytał podchodząc do mnie.
-No taki oschły wobec mnie, taki obojętny nic się nie odzywasz. Nie lubisz mnie?
-Nie, po prostu, nie mam nic do powiedzenia i tyle. Nie przejmuj się mną.- powiedział i poszedł w stronę jeziorka. Jak mam się nim nie przejmować skoro będę z nim mieszkała przez większą część życia. Nie mogę tego tak zostawić. Poszłam w jego ślady, weszłam na pomost i usiadłam na nim tak że nogi mi zwisały z pomostu. Zanurzyłam stopy w wodzie, nie jest taka zimna. Przypomina mi jak byłam z moją mamą nad morzem świętować jej awans w pracy. Byłyśmy takie wesołe razem, one mnie rozśmieszała a ja ją. Dla takich chwil warto żyć. W tej chwili usłyszałam plusk. Wstałam i zaczęłam się rozglądać, nigdzie nie widziałam Zayn'a. Spojrzałam na jeziorko i zobaczyłam nieprzytomnego Zayn'a który dryfował na wodzie. Wskoczyłam do wody, jednak się myliłam nie jest ciepła. Przeszłą mnie gęsia skórka. Chwyciłam go za ramię i wyciągnęłam na brzeg.
-Zayn słyszysz mnie?!- zapytałam szturchając jego ramię. Nie odpowiadał. Przyłożyłam policzek do twarzy chłopaka sprawdzić czy oddycha. Nie nie poczułam. Zaczęłam reanimacje.
-Chłopaki!! Chodźcie tu!!-krzyknęłam robiąc Zayn'owi masaż serca. -Chłopaki!!!- krzyknęłam bardziej przerażona. Do oczu napłynęły mi łzy -musisz żyć. Nie możesz umrzeć-tym razem szeptałam. Liam stanął w progu drzwi, szybko pobiegł do domu po chłopaków jak myślę. Nagle Zayn zaczął kaszleć. Czułam się taka radosna, że nic mu nie jest. Podniósł się na lokciach a ja go przytuliłam.
-Boże. Tak się cieszę że nic ci nie jest!
-Uratowałaś mnie?- odsunęłam się od niego i zaczęłam nerwowo bawić się swoimi palcami.
-Tak jakby- powiedziałam ze spuszczoną głową. Wstał podał mi rękę nie pewnie podałam mu swoją. Pociągnął mnie za nią tak że wstałam. Przytulił mnie.
-Dziękuję- szepnął- jestem twoim dłużnikiem.
   Ooooo. jak miło.
-Nie ma za co.
   Wreszcie przyszli chłopaki, co oni tam robili?
-Co tak długo? Wy nie wyobrażacie co się tutaj działo...- zaśmiałam się, spoglądając na Zayn'a który też się zaśmiał.
-Wiesz jak ich się trudno budzi, musiałem wziąć dwie patelnie i uderzać nimi jak talerzami w perkusji- powiedział Liam śmiesznie gestykulując.- A tak w ogóle to co się stało? Czemu jesteście mokrzy?
-Może niech wejdą, przebiorą się bo się jeszcze przeziębią- zauważył Harry.
-Dobry pomysł, przecież Maddie nie chciałaby się rozchorować na mecz.- rzekł Niall. Każdy wytrzeszczył oczy, no tak przecież nikt o tym nie wiedział. Zaczęłam trząść się z zimna.
- Wytłumaczę później, bo zaraz zamarznę- powiedziałam, mimo że już prawie lato i dzisiaj jest dość ciepło to i tak jest wiatr.
-Mhm-powiedzieli razem. Przewróciłam oczami i skierowałam się do domu.
     Weszłam pod prysznic, umyłam ciało żelem po prysznic o zapach truskawki, a włosy szamponem o zapachu arbuzów. Wysuszyłam włosy, nałożyłam makijaż, i ubrałam się w to.
Zeszłam na dół do salonu gdzie chłopaki już siedzieli łącznie z suchym Zayn'em. Usiadłam na fotelu i zaczęłam tłumaczyć, z jakiej drużyny pochodzę, kiedy mam mecz itp. Wszyscy słuchali z zaciekawieniem, nikt ani razu mi nie przerwał, chyba że zadać pytanie.  Po skończonym monologu zaproponowałam śniadanie bo od wczorajszego obiadu nic nie jadłam, a jadłam jabłko i i jogurt naturalny z kukurydzianymi płatkami.
-To wy się idźcie ubrać, a ja się tu zajmę omletami- oznajmiłam wyjmując z szafki patelnię. Niall, Zayn, Liam i Louis poszli na górę się przebrać, chociaż nie wiem czemu Zayn poszedł się przebrać. Harry został ze mną w kuchni, on już wcześniej był ubrany.
-Pomóc ci?-zaproponował, w jego oczach było można zobaczyć nadzieję.
-No jasne- jak mogłabym mu odmówić. Na moją odpowiedź się uśmiechnął, ale miło...
-Wyjmiesz jajka, mąkę, mleko, i nutellę lub co chcesz na naleśniki?
-Ja chcę dżem truskawkowy a ty?-zapytał chowając głowę w lodówce w poszukiwaniu składników.
- Ja też dżem truskawkowy.
  Wyjął wszystkie potrzebne składniki i wsypał do miski mąkę. Uklęknęłam przed szafką i zaczęłam szukać oleju. Mam... Wstałam, odwróciłam się w stronę Hazzy a on mi dmuchnął mąką w twarz.
-Tak się bawisz?-zapytałam zadziornie, to raczej brzmiało jak pytanie retoryczne. Wzięłam miskę z proszkiem i wyrzuciłam całą jej zawartość na czuprynę Hazzy. Zaczęłam się śmiać nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Spojrzał na mnie z miną typu ,, I po co ci to było? Tylko kłopotów narobiłaś". Wziął całą torebkę z mąką i wysypał mi ją całą na głowę, byłam cała w mące. Wyglądałam jak biała dama. Nagle mnie olśniło.
-Zabawne, zabawne. Koń by się uśmiał.
-To od dzisiaj jestem koniem w takim razie.-zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
-Haroldzie, uważaj bo chyba mąka wejdzie ci bardzeij we włosy- powiedziałam i poczochrałam ręką włosy Loczka. Gdy skończyłam a nasypałam trochę mąki wokoło niego, przechylił głowę i założył ręce na piersiach.
-Oj, nie gniewaj się tak, teraz nikt nie zauważy twoich siwych włosów.-zażartowałam. Znowu zaczęłam się śmiać. W jednej chwili straciłam grunt pod nogami, Harry przewiesił mnie przez ramię i zaczął biegać po całym domu. Krzyczałam chłopaków, ale żaden nie raczył ruszyć swoich tyłeczków by mnie "uratować". Wbiegliśmy do hali z basenem (on wbiegł).  Wystawił mnie nad basenem jak małe dziecko.
-Przeproś, bo będziesz dziś pływała po raz kolejny- zagroził a raczej zaszantażował mnie. Mam plan.
-Przepraszam- burknęłam cicho. Na jego twarzy momentalnie pojawił się uśmiech zadowolenia. postawił mnie na ziemi tak że ja stałam przodem do niego,a on tyłem do basenu. Przybliżyłam się do niego.
-Nigdy-szepnęłam i popchnęłam go do wody. Wpadł do wody, gdy się wynurzył wyglądał na bardzo zdezorientowanego. Szybkim krokiem wyszłam z hali i poszłam do kuchni, gdzie siedzieli chłopaki i robili omlety które ja miałam robić. Usiadłam na stołku i odetchnęłam z ullgą.
-Gdzie Harry?-zapytał Louis siadając obok mnie.
-kąpie się- oznajmił z cwanym uśmieszkiem. Nikt nie wiedział o co chodzi, spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem. Już miałam im tłumaczyć gdy do kuchni wszedł przemoczony Harry.-Chyba już rozumiecie co miałam na myśli kąpie się.
   Wstałam gdy zobaczyłam że idzie w moją stronę, chłopaki zaczęli się śmiać a ja zaczęłam uciekać na taras, nie wiem co mnie tam ciągnie, że tam pobiegłam. Wparowałam na taras i zaczęłam biegać po tarasie żeby uciec Harry'emu. W połowie drogi do łąki potknęłam się i upadłąm na ziemię. Harry do mnie podszedł, kucnął i zaczął mnie...łaskotać. Mój słaby punkt. Zaczęłam się wiercić po trawie jak oszalała, a on wciąż kazał mi, się przeprosić.
-Prze...przepra...szam-wyjąkałam śmiejąc się.
-Przeprosiny przujęte- powiedział wstając, podał mi swoją rękę a ja podałam mu moją i wstałam. Nie spodziewanie wziął mnie na ręce jak pannę młodą i zaniósł do domu. Weszliśmy wszyscy zwrócili się w naszą  stronę. położył mnie na kanapie w salonie i zawołał chłopaków:
-Chłopaki chodźcie połaskoczemy Maddie, to jej słaby punkt.
Wszyscy jak na zawołanie przyszli, nie miałam czasu ani możliwości ucieczki. Podeszli i zaczęli mnie łaskotać, nie mogłam wyrobić ze śmiechu, ale początek dnia...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Załamujecie mnie...
Jak widzę ilość wyświetleń, a ilość komentarzy to mam ochotę zrzucić się z wieżowca.
Jeżeli przeczytałeś/łaś daj znak w postaci komentarza. Proszę.
A i chcę was uprzedzić że gdy skończy się wolne to rozdziały będą się pojawiały rzadziej, bo mam masę obowiązków m.in. szkoła muzyczna i podstawowa. Ale staram się to robić dość regularnie.
Pozdrawiam Ass.

piątek, 27 grudnia 2013

Mam takie pytanie:Czy rozdziały mają być długie czy krótkie jak rozdziały 1, 2, 3?
I jeszcze jedna wielka prośba: PROSZĘ KOMENTUJCIE!!!!! To motywuje naprawdę, piszcie swoje opinie i myśli o moim blogu, jak ktoś ma propozycje to niech pisze w komentarzach.
Rozdział 3
Ten rozdział dedykuję hienie, na zawsze NPPS!!!
Obudziłam się w moim pokoju wyczerpana wczorajszym dniem. Wzięłam do ręki aparat i postanowiłam pooglądać zdjęcia z ogniska. Pierwsze zdjęcie jakie zobaczyłam było to na którym śpiewamy, na następnym leżymy na ziemi oglądając gwiazdy, następne to w którym robimy grupowego przytulasa niestety z Emmą ale jak żyć to żyć. Było jeszcze dużo zabawnych zdjęć, najbardziej mnie rozśmiesza to na którym jem marchewkę a Louis chce mi ją zabrać, pamiętam jakby to było wczoraj. Biegałam z marchewką w jednej ręce, nie mógł mnie dogonić, ale zmęczona bieganiem trochę zwolniłam, a on mnie złapał i przewiesił przez ramię i zaczął się kręci dookoła własnej osi ze mną na ramieniu. Ja oczywiście krzyczałam żeby mnie puścił ale on wtedy przyśpieszał. Gdy dał sobie siana z kręceniem mnie wziął mnie na ręce i powiedział żebym oddała mu marchewkę, niechętnie mu ją oddałam a on mnie puścił, pamiętam to. Spojrzałam na zegarek. 8:50. Nie mam nic do roboty. Wstałam poszłam do garderoby i wyjęłam szarą bluzę, pod nią wybrałam to, a na nogi to. Poszłam do łazienki się przebrać i umyć zęby.
 Wyszłam z łazienki i skierowałam się na dół, do kuchni po butelkę wody, sięgnęłam do lodówki i wyciągnęłam małą butelkę napiłam się i ją schowałam. Poszłam na korytarz założyć moje air maxy.
Wyciągnęłam z kieszeni mojej bluzy Mp3 i włączyłam muzykę. Nie znam dokładnie tej okolica,ale gdy jechaliśmy z lotniska widziałam park, tam się udam. Było dość ciepło jak na Londyn. Zwiedziłam cały park biegając. Po Godzinie postanowiłam wrócić do domu. Weszłam po cichu na korytarz, słyszałam w kuchni głosy. Zdjęłam buty i weszłam do kuchni, zobaczyłam siedzącego Niall'a przy wysepce wokół niego stała reszta, miał schowaną twarz w rękach, jakby płakał.
-Hej wszystkim! Co się stało?- zapytałam kładąc mp3 na blacie. wszyscy w jednej chwili odwrócili się w moją stronę. Mieli takie dziwne, przerażone i tym bardziej zabawne miny. Niall podniósł głowę i spojrzał na mnie.
-Maddie-krzyknął i rzucił się w moją stronę- gdzie ty byłaś, zamartwialiśmy się o ciebie.
-Biegałam, tak się przestraszyłeś że mnie nie ma?-zapytałam z troską w głosie.
-Noo. Nigdy więcej tak nie rób, albo nas o tym uprzedzaj. Tak się cieszę że nic ci nie jest.-oznajmił i wtulił się we mnie mocniej. Po chwili podeszli do nas chłopaki i też mnie przytulili a raczej nas nie wiem jak to ująć. Gdy się od siebie odkleiliśmy powiedziałam:
-Idę wziąć prysznic,a potem możemy sobie zrobić maraton filmowy, co wy na to?
-Ok-odpowiedzieli chórem znowu.
-Wy tak zawsze mówicie chórem- zapytałam unosząc brew do góry.
-Czasami, gdy mamy taką samą opinię-odpowiedział Liam. Zauważyłam że Zayn  się  nie odzywa w moim towarzystwie. A może mnie nie lubi? Albo to są moje urojenia, albo po prostu nie ma nic do powiedzenia. Nie rozumiem tego człowieka.
        Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w to. Chłopaki wybrali jakiś film.
- Co to za film?-zapytałam siadając pomiędzy Louisem a Harrym a przede mną siedział Niall.
-Oglądamy Naznaczony- odpowiedział Harry z cwanym uśmieszkiem.
-Jak będę się bała nie zawaham się krzyczeć- ostrzegłam śmiejąc się. Film się zaczął , na każdych strasznych momentach chowałam się w koszulkę Hazzy lub Louisa. W trakcie filmu zaczęłam się bawić włosami Nialla, aż w pewnym momencie wyskoczyła straszna twarz w telewizorze, wydałąm z siebie stłumiony krzyk i pociągnęłam Nialla za włosy a on syknął z bólu.
-Przepraszam cię Niallerku nie chciałam po prostu się przestraszyłam- usprawiedliwiłam się.
-No dobrze , ale jesteś mi winna żelki- odpowiedział znając życie pewnie uśmiechając się triumfalnie. Reszta filmu minęła jak wcześniej, czyli albo wtulona w kogoś lu szarpiąc Nialla za włosy. Takim sposobem jestem winna Niall'owi już 5 paczek żelków i dwa Snikersy, ale wymagania...

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 2
Lot minął mi dość spokojnie chociaż bardzo się bałam, nawet nie wiem jakim cudem usnęłam w locie. Wyszłam z samolotu i skierowałam się do kawiarni, bo Pan Smith powiedział że mój brat ma przyjechać po mnie o 18:00, a jest 17:45. Mam jeszcze 15 minut. Usiadłam przy stoliku i zamówiłam cappucino i ciasto marchewkowe, bardzo lubię marchewki i ciasto marchewkowe. Po 5 minutach przyszła kelnerka i dała mi moje zamówienie. Podziękowałam i zaczęłam jeść. Jeju nigdy nie jadłam tak dobrego ciasta marchewkowego (oczywiście od mojego, bo każdy się zachwyca moim), ale kawa też nie jest najgorsza.
   Po zjedzeniu zapłaciłam i udałam się w stronę wyjścia, jest 17:58. Jeszcze dwie minuty. Postanowiłam usiąść na ławce przy wyjściu, otwierające się drzwi powodowały  lekki powiew wiatru, mimo że niedługo lato to w Londynie nadal jest trochę chłodno.
18:00. Wstałam żeby się rozejrzeć i zobaczyłam chłopaka z moim imieniem na kartoniku. Podeszłam do niego.
-Cześć, Jestem Maddeline, ale dla przyjaciół Maddie.- powiedziałam.
-Cześć jetem Niall, przyjechałaś z Mullingar,tak?- zapytał niepewnie.
- Tak, przyjechałam tu do kuzyna, bo moja mama umarła- wytłumaczyłam.
- To dobrze się składa bo ja jestem Niall, więc chodź do domu, poznasz moich lokatorów-ciągnął- ale uważaj bo są strasznymi bałaganiarzami więc się nie przestrasz. Poznasz też moją dziewczynę Emmę.
- To ty masz dziewczynę?- zapytałam zdziwiona. On na to parsknął śmiechem.
-Uznam to za TAK-odpowiedziałam lekko zmieszana.
       Jazda minęła dość szybko jak na korki. W pewnym momencie samochód zatrzymał się przed domem. Taa, dom przy tym to... to  jak cela w więzieniu. Wysiedliśmy z samochodu, skierowałam się do bagażnika po walizki. Wyjęłam jedną a torbe założyłam na ramię. Zamknęłam bagażnik, a mój bagaż zniknął. Rozejrzałam się i zobaczyła Niall'a idącego do drzwi z moją walizką.
-Nie musiałeś brać mojej walizki-powiedziałam dobiegając do niego.
-Wiem, ale chciałem być miły, a dzisiaj wieczorem robimy ognisko zapoznawcze.
-Ale fajne, też takie robiłam z sąsiadami i przyjaciółmi.-oznajmiłam-kurczę, ale w co ja się ubiorę?-tym razem powiedziałam to cizej.
-załóż coś ładnego, może być sukienka bo Emma też będzie w sukience. Ale nie musisz.
-Ok. Dzięki.
 Weszliśmy do domu i Niall zapytał się czy chcę coś zjeść, a ja odpowiedziałam że nie bo jadłam ciasto ,marchewkowe.
- No to widzę że Louis cię bardzo polubi-powiedział puszczając do mnie oczko.
-Dlaczego?
- Bo on uwielbia marchewki, paski, szelki i chodzić bez skarpet.-oznajmił i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech.
-Ja też lubię większość z tych rzeczy.
-Który dzisiaj jest tak w ogóle?- zapytałam nagle.
-15 czerwca, a co?
-Bo 1 lipca mam półfinały  mojej ligi-oznajmiłam. A on wytrzeszczył oczy.
- Moment. Ja chyba czegoś nie jarzę. To wasza liga KLPNwI(kobieca liga piłki nożnej w Irlandii. [wymyśliłam]) to twoja?
-Nooo.-odpowiedziałam a on jakby zobaczył jakiś cud.
-Ale my ją uwielbiamy, nigdy cię nie widziałem, na jakiej pozycji stoisz?-zapytał odwracając głowę w moją stronę.
-Stoję na ataku, trener uważa że jestem najlepsza z całej drużyny bo wydaję z siebie 110% i zazwyczaj wygrywamy, trenerzy niektórych dtużyn chcą żebym przeszła do ich drużyn, ale trener wie że nie odejdę chyba że by mnie uprowadzili i zmusili-zażartowałam.
-aaa, to już wszystko jasne.
-Hmm, podobno mamy jeszcze brata i tatę-powiedziałam.
- Noo tak, zapomniałem. Jest jeszcze starszy brat Greg i tata Bobbie. Ale ich zazwyczaj nie ma w domu. Oni nie mieszkają tutaj oni mieszkają gdzie indziej. Greg ma rodzinę, a tata ciągle w innych krajach, ale powiedzieli że postarają się przyjechać jutro cię poznać.-oznajmił. to by wyjaśniało czemu przyjechał po mnie Niall,a nie Greg lub "tata".
-Może cię oprowadzić, chciałabyś zobaczyć swój pokój, salon, ogród i inne pokoje?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Ok, przy okazji się rozpakuje.
    Ruszyliśmy.
- to jest nasz salon- powiedział,a moim oczom ukazał się salon.
-WOW-to jedyne słowo które udało mi się powiedzieć, na co on się zaśmiał
-dobra tu jest kuchnia- powiedział a ja zobaczyłam piękną kuchnię. Powtórzyłam swoją odpowiedź a on znowu się zaśmiał. Bez słowa idziemy na piętro, wchodzimy do siłowni, halę z basenem. Weszliśmy na korytarz. i widzę sześć drzwi. Na pierwszych jest napis ,,Louis" na przeciwko drzwi z napisem ,,Liam", następnych ,,Niall", na przeciwko z napisem ,,Zayn". Na następnych ,,Harry", a na przeciwko z napisem ,,Maddie". W pewnej chwili Niall się odzywa.
-Nie wiedzieliśmy jak ci urządzić pokój więc poprosiliśmy Emmę, mam nadzieję że ci się spodoba.
-Nie przejmuj się, wystarczy że będzie łóżko i okno- uspokoiłam go,a on jakby się rozluźnił. Otworzyła drzwi i zobaczyłam moją sypialnię.
-Jezu-powiedziałam zaskoczona.
-Nie podoba ci się wiedziałem-powiedział zawiedziony.
-Chyba oszalałeś-zaczęłam- nawet nie śmiałam marzyć o takim pokoju zwłaszcza z garderobą i własną łazienką-weszłam, i zaczęłam się rozglądać i opadłam na łóżko- ta Emma to chyba ma styl, tylko tą półkę na książki trzeba zapełnić.-powiedziałam wskazując na pustą półkę.
-Tak ma styl, lubisz czytać?-zapytał z dziwną miną tak jak WTF.
-Noo, mogliby mnie zamknąć w bibliotece z aparatem, farbami, płótnem lub pustymi ścianami-zażartowałam. już nic się nie odezwał. Oznajmiłam że idę po walizki, ale on się upierał żeby ją,  wnieść, ostatecznie się zgodziłam. W pewnym momencie mnie olśniło.
-Czemu nie ma reszty współlokatorów?- zapytałam wchodząc na górę.
- Pojechali na zakupy po produkty na ognisko.
-A tak w ogóle, to o której jest ognisko?
- O 20:00 jakoś tak.
   Mamy jeszcze półtorej godziny.
-to ja idę się rozpakować i się szykować.
-Mhm-mruknął prawie nie słyszalnie. Wpadłam do pokoju jak poparzona. Weszłam do łazienki i postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel.
    Po kąpieli weszłam do garderoby i zaczęłam szukać sukienki. Po 10 minutach myślenia wybrałam. Nagle ktoś zapukał, poprawiłam szlafrok i powiedziałam:
-proszę.
    Do pokoju wszedł Nialler i zapytał się gdzie jestem, odpowiedziałam że w garderobie. Wszedł do garderoby, podszedł do mnie i przytulił. Lekko zmieszana odwzajemniłam uścisk.
-Czemu mnie przytulasz?-zapytała z dezorientacją w głosie.
-Bo nie zrobiłem tego wcześniej, gdy się poznaliśmy. Wiedz, że już traktuję cię jak siostrę.-oznajmił.
-ja ciebie też traktuję jak brata.
    Gdy się odkleiliśmy od siebie Niall wyszedł. A ja poszłam do łazienki umalować się, zakręcić włosy na lokówkę i przebrać się.
     Jestem gotowa. Sprawdziłam która godzina na moim wisiorku-zegarku, mam jeszcze 10 minut do 20:00. Lecz nagle usłyszałam krzyki z dołu.
-Maddie chodź na dół wszyscy są- rozpoznałam głos Nialla
-juuż-odkrzyknęłam. Zeszłam na dół ubrana w to. Zobaczyłam jakichś chłopaków. pierwszy od lewej był obcięty na jeża, ale mi to nie przeszkadza, następny miał grzywkę uniesioną do góry z białym pasemkiem, następny był mój braciszek, następny miał koszulkę w paski,czerwone spodnie i szelki w paski a ostatni miał burzę loków na głowie.
-Cześć jestem Maddie-przywitałam się.
-Cześć, ja jestem Liam.
-Jestem Zayn
-Niall'a znam-powiedziałam
-Hejka, ja jestem Lous, ale dla przyjaciół BooBear i Lou.
-Ja jestem Harry-przedstawił się. Nagle mój braciszek wtrącił:
-Maddie, ślicznie wyglądasz. Jak by co to Emma przyjedzie za pół godziny, bo ma sesję.
  Na moją twarz wdarł się rumieniec.
-Dzięuję ty też świetnie wyglądasz... tak samo jak wszyscy.- uśmiechnęłam się ciepło-może chodźmy rozpalić ognisko.
-ok-odpowiedzieli chórem, oni tak zawsze? Przerażające.
Usiedliśmy dookoła ognska, kiedy mi do głowy wpadł pewien pomysł widziałam w pokoju Niall'a gitarę.
-poczekajcie chwilę, za moment przyjdę.-powiedziałam i udałam się do domu po gitarę, gdy nagle rozbrzmiał się dzwonek do drzwi, krzyknęłam że otworzę. Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz i je otworzyłam. W drzwiach stała dziewczyna ubrana tak. Gdy mnie zobaczyła mina jej zrzedła.
-Pewnie jesteś nową sprzątaczką chłopaków, ale żeby się tak ubierać do pracy? Powinni cię zwolnić-powiedziała to tak bez uczuciowo że mnie zemdliło.
-Emma jak myślę. Nie nie jestem żadną sprzątaczką, ani kucharką. Jestem siostrą Niall'a.
-aaa no to siema-powiedziała obojętnie.
-Są już na dworze czekają na ciebie-powiedziałam tak samo jak ona. Cicho mruknęła w odpowiedzi. Odeszła. Wreszcie. Jezu, myślałam że nigdy nie pójdzie, ale ona mnie irytuje szkoda że Niall jest tak w nią zapatrzony. Pewnie urzyła na niego eliksiru miłości, bo ja nigdy bym nie pokochała a tym bardziej lubiła taką żmiję jak ona. Żmija... żmija jest mnie jadowita niż ona. Więc jak postanowiłam już wcześniej poszłam po gitarę. Wzięłam ją i zeszłam na dół. Podeszłam do chłopaków, zobaczyłam jak Niall przytula Em, zrobiło mi się nie dobrze.
-Już jestem-powiedziała siadają pomiędzy Harrym a Louis'em.
-Grasz na gitarze?- zapytał zdziwiony Niall.
-Nooo.
-ciągle mnie zaskakujesz-odpowiedział z uśmiechem.
- Tylu rzeczy o mnie jeszcze nie wiesz.-odpowiedziałam- dobra ja zacznę kto będzie znać ten zacznie śpiewać ze mną.Ok?
-ok-odpowiedzieli chórem. ZNOWU. To przerażające! Zaczęłam grać pierwsze dźwięki tej piosenki i zaczynam śpiewać.(tutaj masz słowa do tej piosenki). Po chwili dołączył się Harry, potem Louis, Zayn, Niall, Liam i Emma. To były magiczne cztery minuty.
Rozdział 1
Obudziłam się o 9:00 mam jeszcze cztery godziny dopóki komisarz po mnie przyjedzie. Wstałam z łóżka które stoi w pokoju gościnnym, i skierowałam się do kuchni, w której zastałam moja koleżankę robiącą jajecznicę. Jest dość w dobrym nastroju, no tak przecież zakwalifikowałyśmy się do półfinałów w Londynie, przynajmniej będę miała jakieś zajęcie na parę tygodni. Usiadłam na krzesełku przy wysepce i przyglądałam się poczynaniom mojej przyjaciółki. Dziewczyna w pewnym momencie się odwróciła z patelnią w ręku, gdy mnie zobaczyła krzyknęła przestraszona. oczywiście ja zaczęłam się śmiać.
-Wystraszyłaś mnie- mówi szybko oddychając- nie zakradaj się tak jeszcze ktoś na zawał zejdzie w twoim towarzystwie.
  Zaśmiałyśmy się.
-Przepraszam, myślałam że wiedziałaś że tu stoję.
-Dobra, dobra, a teraz weź talerz i jedz bo za chwilę jedziemy cię spakować.-powiedziała podając mi talerz z jedzeniem. Wzięłam go i poszłam do salonu na kanapę by zjeść. Jadłyśmy w ciszy, po zjedzeniu niewieilkiej ilości jedzenia poszłam do kuchni włożyć go do zmywarki, a po chwili przyszła do kuchni Berka i powtórzyła moją czynność.
-Ja idę na górę się odświeżyć i ubrać-powiedziałam idąc w stronę schodów prowadzących na górę.
-Ok. Ja zajmę łazienkę tutaj na dole.- odpowiedziała idąc w stronę łazienki.
       Po umyciu się założyłam to. Zeszłam na dół i zobaczyłam Berkę ubraną tak.
-gotowa- zapytała mnie w końcu.
-tak, możemy jechać. Tylko się napiję.
   Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową twierdząco. Napiłam się i skierowałam się do przedsionka żeby założyć buty.

     Spakowana czekam na komisarza z Berka stojąc przed moją klatką. wreszcie przyjechał.
-Dzień dobry- przywitał się z nami.
-dzień dobry-odpowiedziałyśmy jednocześnie.
-No to trzeba się szykować za 2 godziny ma pani samolot, a na lotnisko jedzie się dość dłuugo.
-ok. Tylko pożegnam się z moją przyjaciółką- oznajmiłam i odwróciłam się do Berki. Przytuliłam ją najmocniej jak tylko umiałam
-Do zobaczenia, niedługo przyjedziecie do Londynu na półfinał, i się zobaczymy- powiedział ścierając ręką łzę z policzka. Odkleiłyśmy się od siebie.
- Do zobaczenia.- powiedziała. A ja zaczęłam iść w stronę samochodu pana Smith'a. Wsiadłam do niego. Spojrzałam na Berkę, która się trochę rozkleiła, tak samo jak ja. pomachałam jej na dowiedzenia.
 i ruszyliśmy.

środa, 25 grudnia 2013

Przepraszam ale zdjęcie bohaterki się nie udało więc macie jej zdjęcie tutaj. Opis jest ten sam ale ona nie ma kolczyka w nosie (na razie).
Pozdrawiam i proszę polecajcie mojego bloga innym.

wtorek, 24 grudnia 2013

Bohaterowie

Napiszę coś o bohaterach, wiem że trochę późno ale niw mogłam się zdecydować
Uwielbia grać w piłkę nożną i ogólnie uprawiać sport, chce chodzić do szkoły fotograficznej jej najlepszą przyjaciółką jest Beronika którą zna od podstawówki. Ma niebieskie oczy. Swoje emocje przelewa na płótno lub ściany.(maluje). Nie ma chłopaka, ma 17 lat lecz swoje 18 urodziny ma w lipcu. ma poczucie humoru, tak samo jak Berka.
Beronika Mary Smith(nie ma związku z komisarzem Ken'em)
Dziewczyna tak samo jak Maddie lubi grać w piłkę nożną ale jej hobby to modeling, ma chłopaka Beck'a ale żadko się z nim widuje. Ma 18, 19 urodziny ma 20 listopada.
Ma 19 lat, 13 stycznia skończy 20, PODOBNO kocha Beronikę ale zdradzał by ją na każdym kroku, ma brązowe włosy chodzi na siłkę i dorabia jako sprzedawca w sklepie ze sportowym sprzętem. Ma siostrę Emmę(straszną jędzę) która mieszka w Londynie.
Straszna jędza, może mieć każdego, jest strasznie pyskata, ma przyjaciółkę Amber która jest jej odzwierciedleniem nie znosi rywalek, pozna Maddie ale się znielubią.
chyba każdy ich zna ale powiem, że mieszkają w Londynie każdy lubi piłkę nożną.
Veronica Valentine
Mega wariatka. Pozna Maddie  podczas półfinałów. Jej hobby to fotografowanie.
Razem z Maddie będą najlepszymi przyjaciółkami. Uwielbia lody truskawkowe, waniliowe i czekoladowe. Lubi wymyślać innym ksywki.
Perrie Edwards
Pozna Maddie dzięki Zayn'owi, będą spędzały ze sobą dużo czasu. kocha zwierzęta. Jej marzeniem jest pojechać na Fiji na wakacje.
------------------------------------------------------------------
Piszę bohaterów teraz bo zapomniałam i nie miałam pomysłu a teraz jakoś mnie tak natchnęło.
Proszę komentujcie, chcę wiedzieć czy ktoś to czyta i czy to ciągnąć!
PROSZĘ!!!!!

niedziela, 22 grudnia 2013

prolog

Prolog
-Madie! Chodź Beronika już jest- krzyknęła moja mama z korytarza. Ale nerwy prawie zjadłam wszystkie paznokcie, ale w zasadzie nie wiem dlaczego się denerwuje przecież to nie pierwszy i nie ostatni mecz.
-Już idę- odkrzyknęłam zbiegając po schodach. Szybko pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam już wcześniej naszykowaną przez moją mamę wodę z lodówki. Schowałam ją do torby i podeszłam do Berki i przywitałam się z nią całusem w policzek.
-Cześć kochana, 
-denerwujesz się?- zapytała mnie przyjaciółka. Bez wahania jej odpowiedziałam.Tak się denerwuję że prawie pozjadałam sobie wszystkie paznokcie-obie się zaśmiały. Założyłam swój płaszcz, podniosłam torbę i już miałyśmy wychodzić gdy mój telefon zabrzęczał
-,, Po meczu idziemy na miasto, idziesz z nami, Berka też jest zaproszona- Clara”
szybko wystukałam odpowiedź:
,,Ok.”
-Mamo, po meczu idziemy z dziewczynami na miasto więc nie czekaj aż wrócę w razie czego to dzwoń. No doba to pa pa- pożegnałam się z mamą i dałam jej całusa w policzek. Szybkim krokiem poszłyśmy do auto mojej przyjaciółki i ruszyłyśmy.
-Też jestem zaproszona?-zapytała Berka.
-No jasne, Clara napisała że też Cię zaprasza- odpowiedziałam.
-Gdy się denerwujesz zachowujesz się jak Mariolka crazolka (czyt:krejzolka).- Nie odpowiedziałam jej tylko się zaśmiałam i głośno westchnęłam.
-Przebrane weszłyśmy z całą drużyną na boisko na rozgrzewkę. Minęła ona dość szybko bo nikt się nie sprzeciwiał trenerowi.-
-Mecz zleciał mi dość szybko, wygrałyśmy 3-0, tym samym kwalifikując się do półfinałów w Londynie. Szybko napisałam wiadomość do mamy o naszym zwycięstwie, odpisała mi że się cieszy. Relacje między mną a moją mamą są dość dobre ale i nie najlepsze, często kłócimy się o błahostki które zazwyczaj kończą się na łaskotkach.
-Właśnie wyszłyśmy z kawiarni gdy mój telefon zadzwonił.
-Numer nieznany. Odebrałam i usłyszałam męski lekko zachrypnięty głos mężczyzny.
-Dobry wieczór, przepraszam że przeszkadzam jestem komisarz Ken Smith, chcemy panią poinformować że pani matka nie żyje-zaczęłam się trząść gdyby nie ławka na którą usiadłam leżałabym teraz na ziemi. Wszystkie koleżanki do mnie podeszły trochę przestraszone moim zachowaniem
-Jak to nie żyje?- pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Miała wypadek, przechodziła przez pasy i potrącił ją samochód zmarła na miejscu.
-I co dalej? Co mam zrobić, nie dam rady sama, w mojej pracy za mało mi płacą abym pokryła wszystkie rachunki i wydatki-rozpłakałam się na dobre.
-Proszę się uspokoić-zaczął- niech pani przenocuje jedną noc u jednej z koleżanek my się wszystkim zajmiemy. Zadzwonimy do pani jutro i o wszystkim panią poinformujemy.
-Dobrze, jak coś będzie wiadomo to proszę mnie poinformować. Dobra noc.
-Dobra noc.
-Rozłączyłam się.
-Co się stało Madie?-zapytała Berka. Nie miałam siły o tym opowiadać ale zebrałam w sobie choć 1% , wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
-Moja mama... ona nie żyje- znowu się rozpłakałam. Dziewczyny nic się nie odezwały tylko mnie przytuliły. Tego mi trzeba było, odrobina czułości i zrozumienia. Nie chcę od nich współczucia, nie potrzebuje go, przecież to nic nie da.
-Tak nam przykro-zaczęła Monica- co teraz zrobisz?
-Nie wiem, pan Smith powiedział abym tą noc przespała u jednej z koleżanek-otarłam łzy z policzków- Berka mogę u ciebie przenocować.
-No jasne, nie mam nic przeciwko, moich rodziców nie ma więc dom jest pusty- oznajmiła. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy do domu mojej przyjaciółki. W samochodzie było strasznie cicho, nie mogłam wytrzymać tej ciszy ona wypalała mi uszy, w innych przypadkach cieszyłabym się nią ale teraz... teraz wolałabym porozmawiać lub czegoś posłuchać nawet kazań mojej byłej mamy. Leniwie wyciągnęłam rękę w stronę radia by włączyć jakąś fajną piosenkę. Leciała właśnie moja ulibona piosenka Katy Perry ,,roar”. Zaczęłam śpiewać a po czasie dołączyła do mnie Berka. Po skończonej piosence zaczęłyśmy się śmiać. Choć na chwilę zapomniałam o jej śmierci. Ona by chciała żebym zapomniała, tylko że nie potrafię zapomnieć(jak na razie).
Dotarłyśmy pod jej dom. Wzięłam swoją torbę i poszłyśmy w stronę drzwi frontowych. Berka zwinnie przekręciła kluczyk w zamku i otworzyła mi drzwi. Podziękowałam jej i weszłam do środka w stronę salonu. Dziewczyna podała mi moje ulubione kapcie w króliczki, od razu je założyłam na stopy, ale ciepłe.
- Może, obejrzymy jakiś film? Może komedię?-zapytała siadając na kanapie obok mnie.
-Ok, może romantyczną?- dziewczyna w odpowiedzi pokiwała potwierdzająco głową. Wstała i podeszłą do szafki pod telewizorem i wyjęła jakiś film. Poszła do kuchni zrobić popcorn. Usiadła obok mnie z miską i zaczęłyśmy oglądać.W połowie filmu zadzwoniła mój telefon,numer nieznany-znowu.
-Halo?
-Dobry wieczór, tutaj znowu komisarz Ken Smith. Wiemy gdzie będzie pani mieszkała. Wyjedzie pani do Londynu do ojca i dwóch braci.- oznajmił spokojnie. CO??!! Ja mam ojca i do tego rodzeństwo? Dlaczego mama mi nie powiedziała?
-Dobrze ja jestem u mojej koleżanki, na którą muszę być jutro gotowa?-zapytałam nerwowo bawiąc się suwakiem od bluzy.
-Przyjedziemy po panią jutro o 13:30, ale proszę być przygotowaną już o 13:00.
-Dobrze ja będę w domu się pakowała- oznajmiłam wchodząc do salonu. Omówiliśmy jeszcze szczegóły jak to będzie i życzyliśmy sobie dobrej nocy. Rozłączyliśmy się. Beronika do mnie podeszła i zapytała się co teraz, a ja jej wszystko wytłumaczyłam.
- To ja cię jutr odwiozę do domu i pomogę ci się spakować,ale na razie może połóżmy się spać

Zapowiedź

Przeciętna dziewczyna, mądra utalentowana sportowo i muzycznie,jej hobby to fotografowanie. Jej marzeniem jest zdać do szkoły fotograficznej i wygrać mecz jej ligi. Ale po kwalifikacjach, dostaje telefon i zostaje poinformowana o śmierci jej matki. Zostaje wysłana do Londynu do ojca i swoich dwóch braci, o których nie miała pojęcia że istnieją.
Czy spodoba jej się życie w Londynie? Czy znajdzie miłość, a może wręcz przeciwnie? Czy spełnią się jej marzenia?
Ona wie jedno: trzeba walczyć o to,co się kocha.
----------------------------------------------------
Na razie zapowiedź, dzisiaj lub jutro postaram się dodać prolog, nawet nie wiem po co piszę tą notkę i tak pewnie nikt tego nie przeczyta, no ale...