1 lipca. Jezu dziś 1 lipca! Chyba zaraz zwymiotuję z nerwów. Ja na miejscu tych sportowców to bym się chyba pochorowała , jak oni znoszą te nerwy? Może są jakoś przyzwyczajeni. Dzisiaj postanowiłam że nie będę biegać po parku, bo dzisiaj na meczu się nabiegam. Wyszłam z ciepłego łóżka, z którego wolałabym nie wychodzić i skierowałam się do garderoby. Wyjęłam z szafy torbę i zaczęłam w nią pakować potrzebne rzeczy. Każdy chyba spał bo nie słyszałam kroków. Po spakowaniu się zeszłam na dół w piżamie. Podeszłam do lodówki, wyjęłam butelkę wody i zamierzałam wejść na górę gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Postawiłam butelkę na blacie i poszłam otworzyć. w drzwiach stał jakiś mężczyzna a za nim jakiś chłopak. Chyba Robbie i Greg, ale pewności nie miałam.
-cześć jestem, Robbie, ty jesteś Madeline?- zaczął starszy. A jednak miałam rację że to Robbie.
-Tak, ale proszę mówić do mnie Maddie- zaznaczyłam, uchylając drzwi tak żeby mogli wejść-proszę wejść.
-Dziękuję, ale widzę że chyba cię obudziliśmy- powiedział i skwitował mnie wzrokiem.
-Ohh, nie po prostu nie zdążyłam się ubrać- wytłumaczyłam- Czyli od śmierci mojej mamy jesteś moim tatą, a ty- spojrzałam w stronę chłopaka który siedział obok mojego'taty' -moim bratem.
-Tak, przepraszam że się nie przedstawiłem po prostu zapomniałem. Jestem Greg-wytłumaczył się Greg.
-Spoko. Cieszę się że mam dwóch starszych braci i tatę.-oznajmiłam.
-A ja się cieszę że mam młodszą siostrę...
-A ja się cieszę że mam dwóch synów i córkę, tak w ogóle to ile masz lat?-zapytał tata.
-Mam 17 ale 19 lipca kończę 18- wyjaśniłam.
- To dobrze, Niall nam dużo o tobie mówił przez telefon, mówił że jesteś wyjątkowa; śliczna, mądra, wysportowana, utalentowana. Już pierwszego dnia go zaskoczyłaś graniem na gitarze.
Na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec, tata chyba to zauważył bo powiedział:
- chyba miał rację mówiąc że, jesteś skromna i delikatna.
-Chyba mówił o mnie same plusy.
-Nie mówił że jesteś też zadziorna, uparta i czasami złośliwa na swój sposób.
-Uff...
-Niall mówił że masz jakiś mecz tak?-wtrącił Greg.
-O dzięki że mi przypomniałeś- spojrzałam na zegarek 9:30 za godzinę muszę być na boisku mam jeszcze trochę czasu-Tak mam dzisiaj półfinały, za godzinę mam być na boisku, chcecie iść?
-Co za pytanie, oczywiście że tak.- powiedział Robbie tak jakby to było oczywiste. To raczej jest oczywiste że ojciec chce iść zobaczyć mecz swojego dziecka. Muszę się przyzwyczaić, bo moja mama nie chciała oglądać meczów bo nie lubiła piłki nożnej, ale mówiła że zawsze mnie dopingowała.
- To fajne. Może pójdę obudzić Niall'a i poinformować go że przyjechaliście i przy okazji się ubiorę?
-Dobry pomysł.-potwierdził Greg.
Bez słowa weszłam na górę i poszłam do pokoju Niall'a. Najpierw zaczęłam na spokojnie, ale nie reagował, więc poszłam do łazienki i wlałam do pistoletu na wodę(który miał pod łóżkiem) i poszłam go napełnić wodą. Weszłam z powrotem do jego pokoju i zlałam go wodą. Przestraszony wstał i rzucił na mnie groźne spojrzenie.
-Co ty wyprawiasz?
zapytał podchodząc do mnie teraz z uśmiechem.
-Tata przyjechał- oznajmiłam i wyszłam- idź do nich a ja się ubiorę.
Poszłam do pokoju, ubrałam się w to. Związałam włosy w niedbałego koczka i zeszłam na dół. Nagle mój telefon zadzwonił, Beronika. Jezu jak ja dawno z nią nie gadałam. Przeprosiłam wszystkich i poszłam odebrać na taras.
-Cześć kochana. Mogę do ciebie wpaść jeżeli nie masz nic przeciwko?- zapytała jak tylko odebrałam.
- No jasne, Mieszkamy niecałe 5 kilometrów od centrum Londynu.
-Ok dzięki, to do zobaczenia.
Rozłączyła się. Weszłam do domu i zapytałam Niall'a czy ma coś w sprzeciwie. A on powiedział:
-Nie, nie mam to przecież i twój dom.
Po 10 minutach przyszła Berka i weszłam do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-cześć jestem, Robbie, ty jesteś Madeline?- zaczął starszy. A jednak miałam rację że to Robbie.
-Tak, ale proszę mówić do mnie Maddie- zaznaczyłam, uchylając drzwi tak żeby mogli wejść-proszę wejść.
-Dziękuję, ale widzę że chyba cię obudziliśmy- powiedział i skwitował mnie wzrokiem.
-Ohh, nie po prostu nie zdążyłam się ubrać- wytłumaczyłam- Czyli od śmierci mojej mamy jesteś moim tatą, a ty- spojrzałam w stronę chłopaka który siedział obok mojego'taty' -moim bratem.
-Tak, przepraszam że się nie przedstawiłem po prostu zapomniałem. Jestem Greg-wytłumaczył się Greg.
-Spoko. Cieszę się że mam dwóch starszych braci i tatę.-oznajmiłam.
-A ja się cieszę że mam młodszą siostrę...
-A ja się cieszę że mam dwóch synów i córkę, tak w ogóle to ile masz lat?-zapytał tata.
-Mam 17 ale 19 lipca kończę 18- wyjaśniłam.
- To dobrze, Niall nam dużo o tobie mówił przez telefon, mówił że jesteś wyjątkowa; śliczna, mądra, wysportowana, utalentowana. Już pierwszego dnia go zaskoczyłaś graniem na gitarze.
Na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec, tata chyba to zauważył bo powiedział:
- chyba miał rację mówiąc że, jesteś skromna i delikatna.
-Chyba mówił o mnie same plusy.
-Nie mówił że jesteś też zadziorna, uparta i czasami złośliwa na swój sposób.
-Uff...
-Niall mówił że masz jakiś mecz tak?-wtrącił Greg.
-O dzięki że mi przypomniałeś- spojrzałam na zegarek 9:30 za godzinę muszę być na boisku mam jeszcze trochę czasu-Tak mam dzisiaj półfinały, za godzinę mam być na boisku, chcecie iść?
-Co za pytanie, oczywiście że tak.- powiedział Robbie tak jakby to było oczywiste. To raczej jest oczywiste że ojciec chce iść zobaczyć mecz swojego dziecka. Muszę się przyzwyczaić, bo moja mama nie chciała oglądać meczów bo nie lubiła piłki nożnej, ale mówiła że zawsze mnie dopingowała.
- To fajne. Może pójdę obudzić Niall'a i poinformować go że przyjechaliście i przy okazji się ubiorę?
-Dobry pomysł.-potwierdził Greg.
Bez słowa weszłam na górę i poszłam do pokoju Niall'a. Najpierw zaczęłam na spokojnie, ale nie reagował, więc poszłam do łazienki i wlałam do pistoletu na wodę(który miał pod łóżkiem) i poszłam go napełnić wodą. Weszłam z powrotem do jego pokoju i zlałam go wodą. Przestraszony wstał i rzucił na mnie groźne spojrzenie.
-Co ty wyprawiasz?
zapytał podchodząc do mnie teraz z uśmiechem.
-Tata przyjechał- oznajmiłam i wyszłam- idź do nich a ja się ubiorę.
Poszłam do pokoju, ubrałam się w to. Związałam włosy w niedbałego koczka i zeszłam na dół. Nagle mój telefon zadzwonił, Beronika. Jezu jak ja dawno z nią nie gadałam. Przeprosiłam wszystkich i poszłam odebrać na taras.
-Cześć kochana. Mogę do ciebie wpaść jeżeli nie masz nic przeciwko?- zapytała jak tylko odebrałam.
- No jasne, Mieszkamy niecałe 5 kilometrów od centrum Londynu.
-Ok dzięki, to do zobaczenia.
Rozłączyła się. Weszłam do domu i zapytałam Niall'a czy ma coś w sprzeciwie. A on powiedział:
-Nie, nie mam to przecież i twój dom.
Po 10 minutach przyszła Berka i weszłam do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest w 2 częściach bo szłam na sylwestra więc nie miałam czasu.
Życzę wam wesołego i bezpiecznego sylwestra. I szczęśliwego Nowego Roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz