niedziela, 22 grudnia 2013

prolog

Prolog
-Madie! Chodź Beronika już jest- krzyknęła moja mama z korytarza. Ale nerwy prawie zjadłam wszystkie paznokcie, ale w zasadzie nie wiem dlaczego się denerwuje przecież to nie pierwszy i nie ostatni mecz.
-Już idę- odkrzyknęłam zbiegając po schodach. Szybko pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam już wcześniej naszykowaną przez moją mamę wodę z lodówki. Schowałam ją do torby i podeszłam do Berki i przywitałam się z nią całusem w policzek.
-Cześć kochana, 
-denerwujesz się?- zapytała mnie przyjaciółka. Bez wahania jej odpowiedziałam.Tak się denerwuję że prawie pozjadałam sobie wszystkie paznokcie-obie się zaśmiały. Założyłam swój płaszcz, podniosłam torbę i już miałyśmy wychodzić gdy mój telefon zabrzęczał
-,, Po meczu idziemy na miasto, idziesz z nami, Berka też jest zaproszona- Clara”
szybko wystukałam odpowiedź:
,,Ok.”
-Mamo, po meczu idziemy z dziewczynami na miasto więc nie czekaj aż wrócę w razie czego to dzwoń. No doba to pa pa- pożegnałam się z mamą i dałam jej całusa w policzek. Szybkim krokiem poszłyśmy do auto mojej przyjaciółki i ruszyłyśmy.
-Też jestem zaproszona?-zapytała Berka.
-No jasne, Clara napisała że też Cię zaprasza- odpowiedziałam.
-Gdy się denerwujesz zachowujesz się jak Mariolka crazolka (czyt:krejzolka).- Nie odpowiedziałam jej tylko się zaśmiałam i głośno westchnęłam.
-Przebrane weszłyśmy z całą drużyną na boisko na rozgrzewkę. Minęła ona dość szybko bo nikt się nie sprzeciwiał trenerowi.-
-Mecz zleciał mi dość szybko, wygrałyśmy 3-0, tym samym kwalifikując się do półfinałów w Londynie. Szybko napisałam wiadomość do mamy o naszym zwycięstwie, odpisała mi że się cieszy. Relacje między mną a moją mamą są dość dobre ale i nie najlepsze, często kłócimy się o błahostki które zazwyczaj kończą się na łaskotkach.
-Właśnie wyszłyśmy z kawiarni gdy mój telefon zadzwonił.
-Numer nieznany. Odebrałam i usłyszałam męski lekko zachrypnięty głos mężczyzny.
-Dobry wieczór, przepraszam że przeszkadzam jestem komisarz Ken Smith, chcemy panią poinformować że pani matka nie żyje-zaczęłam się trząść gdyby nie ławka na którą usiadłam leżałabym teraz na ziemi. Wszystkie koleżanki do mnie podeszły trochę przestraszone moim zachowaniem
-Jak to nie żyje?- pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Miała wypadek, przechodziła przez pasy i potrącił ją samochód zmarła na miejscu.
-I co dalej? Co mam zrobić, nie dam rady sama, w mojej pracy za mało mi płacą abym pokryła wszystkie rachunki i wydatki-rozpłakałam się na dobre.
-Proszę się uspokoić-zaczął- niech pani przenocuje jedną noc u jednej z koleżanek my się wszystkim zajmiemy. Zadzwonimy do pani jutro i o wszystkim panią poinformujemy.
-Dobrze, jak coś będzie wiadomo to proszę mnie poinformować. Dobra noc.
-Dobra noc.
-Rozłączyłam się.
-Co się stało Madie?-zapytała Berka. Nie miałam siły o tym opowiadać ale zebrałam w sobie choć 1% , wzięłam głęboki wdech i zaczęłam.
-Moja mama... ona nie żyje- znowu się rozpłakałam. Dziewczyny nic się nie odezwały tylko mnie przytuliły. Tego mi trzeba było, odrobina czułości i zrozumienia. Nie chcę od nich współczucia, nie potrzebuje go, przecież to nic nie da.
-Tak nam przykro-zaczęła Monica- co teraz zrobisz?
-Nie wiem, pan Smith powiedział abym tą noc przespała u jednej z koleżanek-otarłam łzy z policzków- Berka mogę u ciebie przenocować.
-No jasne, nie mam nic przeciwko, moich rodziców nie ma więc dom jest pusty- oznajmiła. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy do domu mojej przyjaciółki. W samochodzie było strasznie cicho, nie mogłam wytrzymać tej ciszy ona wypalała mi uszy, w innych przypadkach cieszyłabym się nią ale teraz... teraz wolałabym porozmawiać lub czegoś posłuchać nawet kazań mojej byłej mamy. Leniwie wyciągnęłam rękę w stronę radia by włączyć jakąś fajną piosenkę. Leciała właśnie moja ulibona piosenka Katy Perry ,,roar”. Zaczęłam śpiewać a po czasie dołączyła do mnie Berka. Po skończonej piosence zaczęłyśmy się śmiać. Choć na chwilę zapomniałam o jej śmierci. Ona by chciała żebym zapomniała, tylko że nie potrafię zapomnieć(jak na razie).
Dotarłyśmy pod jej dom. Wzięłam swoją torbę i poszłyśmy w stronę drzwi frontowych. Berka zwinnie przekręciła kluczyk w zamku i otworzyła mi drzwi. Podziękowałam jej i weszłam do środka w stronę salonu. Dziewczyna podała mi moje ulubione kapcie w króliczki, od razu je założyłam na stopy, ale ciepłe.
- Może, obejrzymy jakiś film? Może komedię?-zapytała siadając na kanapie obok mnie.
-Ok, może romantyczną?- dziewczyna w odpowiedzi pokiwała potwierdzająco głową. Wstała i podeszłą do szafki pod telewizorem i wyjęła jakiś film. Poszła do kuchni zrobić popcorn. Usiadła obok mnie z miską i zaczęłyśmy oglądać.W połowie filmu zadzwoniła mój telefon,numer nieznany-znowu.
-Halo?
-Dobry wieczór, tutaj znowu komisarz Ken Smith. Wiemy gdzie będzie pani mieszkała. Wyjedzie pani do Londynu do ojca i dwóch braci.- oznajmił spokojnie. CO??!! Ja mam ojca i do tego rodzeństwo? Dlaczego mama mi nie powiedziała?
-Dobrze ja jestem u mojej koleżanki, na którą muszę być jutro gotowa?-zapytałam nerwowo bawiąc się suwakiem od bluzy.
-Przyjedziemy po panią jutro o 13:30, ale proszę być przygotowaną już o 13:00.
-Dobrze ja będę w domu się pakowała- oznajmiłam wchodząc do salonu. Omówiliśmy jeszcze szczegóły jak to będzie i życzyliśmy sobie dobrej nocy. Rozłączyliśmy się. Beronika do mnie podeszła i zapytała się co teraz, a ja jej wszystko wytłumaczyłam.
- To ja cię jutr odwiozę do domu i pomogę ci się spakować,ale na razie może połóżmy się spać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz