Prolog
-Madie!
Chodź Beronika już jest- krzyknęła moja mama z korytarza. Ale
nerwy prawie zjadłam wszystkie paznokcie, ale w zasadzie nie wiem
dlaczego się denerwuje przecież to nie pierwszy i nie ostatni mecz.
-Już
idę- odkrzyknęłam zbiegając po schodach. Szybko pobiegłam do
kuchni. Wyciągnęłam już wcześniej naszykowaną przez
moją mamę wodę z lodówki. Schowałam ją do torby i podeszłam do
Berki i przywitałam się z nią całusem w policzek.
-Cześć
kochana,
-denerwujesz się?- zapytała mnie przyjaciółka. Bez wahania
jej odpowiedziałam.Tak
się denerwuję że prawie pozjadałam sobie wszystkie
paznokcie-obie się zaśmiały. Założyłam swój płaszcz,
podniosłam torbę i już miałyśmy wychodzić gdy mój telefon
zabrzęczał
-,,
Po meczu idziemy na miasto, idziesz z nami, Berka też jest
zaproszona- Clara”
szybko
wystukałam odpowiedź:
,,Ok.”
-Mamo,
po meczu idziemy z dziewczynami na miasto więc nie czekaj aż wrócę
w razie czego to dzwoń. No doba to pa pa- pożegnałam się z mamą
i dałam jej całusa w policzek. Szybkim krokiem poszłyśmy do auto
mojej przyjaciółki i ruszyłyśmy.
-Też
jestem zaproszona?-zapytała Berka.
-No
jasne, Clara napisała że też Cię zaprasza- odpowiedziałam.
-Gdy
się denerwujesz zachowujesz się jak Mariolka crazolka
(czyt:krejzolka).- Nie odpowiedziałam jej tylko się zaśmiałam i
głośno westchnęłam.
-Przebrane
weszłyśmy z całą drużyną na boisko na rozgrzewkę. Minęła
ona dość szybko bo nikt się nie sprzeciwiał trenerowi.-
-Mecz
zleciał mi dość szybko, wygrałyśmy 3-0, tym samym kwalifikując
się do półfinałów w Londynie. Szybko napisałam wiadomość do
mamy o naszym zwycięstwie, odpisała mi że się cieszy. Relacje
między mną a moją mamą są dość dobre ale i nie najlepsze,
często kłócimy się o błahostki które zazwyczaj kończą się
na łaskotkach.
-Właśnie
wyszłyśmy z kawiarni gdy mój telefon zadzwonił.
-Numer
nieznany. Odebrałam i usłyszałam męski lekko zachrypnięty głos
mężczyzny.
-Dobry
wieczór, przepraszam że przeszkadzam jestem komisarz Ken Smith,
chcemy panią poinformować że pani matka nie żyje-zaczęłam się
trząść gdyby nie ławka na którą usiadłam leżałabym teraz na
ziemi. Wszystkie koleżanki do mnie podeszły trochę przestraszone
moim zachowaniem
-Jak
to nie żyje?- pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Miała
wypadek, przechodziła przez pasy i potrącił ją samochód zmarła
na miejscu.
-I
co dalej? Co mam zrobić, nie dam rady sama, w mojej pracy za mało
mi płacą abym pokryła wszystkie rachunki i wydatki-rozpłakałam
się na dobre.
-Proszę
się uspokoić-zaczął- niech pani przenocuje jedną noc u jednej z
koleżanek my się wszystkim zajmiemy. Zadzwonimy do pani jutro i o
wszystkim panią poinformujemy.
-Dobrze,
jak coś będzie wiadomo to proszę mnie poinformować. Dobra noc.
-Dobra
noc.
-Rozłączyłam
się.
-Co
się stało Madie?-zapytała Berka. Nie miałam siły o tym
opowiadać ale zebrałam w sobie choć 1% , wzięłam głęboki
wdech i zaczęłam.
-Moja
mama... ona nie żyje- znowu się rozpłakałam. Dziewczyny nic się
nie odezwały tylko mnie przytuliły. Tego mi trzeba było, odrobina
czułości i zrozumienia. Nie chcę od nich współczucia, nie
potrzebuje go, przecież to nic nie da.
-Tak
nam przykro-zaczęła Monica- co teraz zrobisz?
-Nie
wiem, pan Smith powiedział abym tą noc przespała u jednej z
koleżanek-otarłam łzy z policzków- Berka mogę u ciebie
przenocować.
-No
jasne, nie mam nic przeciwko, moich rodziców nie ma więc dom jest
pusty- oznajmiła. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i pojechaliśmy
do domu mojej przyjaciółki. W samochodzie było strasznie cicho,
nie mogłam wytrzymać tej ciszy ona wypalała mi uszy, w innych
przypadkach cieszyłabym się nią ale teraz... teraz wolałabym
porozmawiać lub czegoś posłuchać nawet kazań mojej byłej
mamy. Leniwie wyciągnęłam rękę w stronę radia by włączyć
jakąś fajną piosenkę. Leciała właśnie moja ulibona piosenka
Katy Perry ,,roar”. Zaczęłam śpiewać a po czasie dołączyła
do mnie Berka. Po skończonej piosence zaczęłyśmy się śmiać.
Choć na chwilę zapomniałam o jej śmierci. Ona by chciała żebym
zapomniała, tylko że nie potrafię zapomnieć(jak na razie).
Dotarłyśmy
pod jej dom. Wzięłam swoją torbę i poszłyśmy w stronę drzwi
frontowych. Berka zwinnie przekręciła kluczyk w zamku i otworzyła
mi drzwi. Podziękowałam jej i weszłam do środka w stronę
salonu. Dziewczyna podała mi moje ulubione kapcie w króliczki, od
razu je założyłam na stopy, ale ciepłe.
-
Może, obejrzymy jakiś film? Może komedię?-zapytała siadając na
kanapie obok mnie.
-Ok,
może romantyczną?- dziewczyna w odpowiedzi pokiwała
potwierdzająco głową. Wstała i podeszłą do szafki pod
telewizorem i wyjęła jakiś film. Poszła do kuchni zrobić popcorn. Usiadła obok
mnie z miską i zaczęłyśmy oglądać.W
połowie filmu zadzwoniła mój telefon,numer nieznany-znowu.
-Halo?
-Dobry
wieczór, tutaj znowu komisarz Ken Smith. Wiemy gdzie będzie pani
mieszkała. Wyjedzie pani do Londynu do ojca i dwóch braci.-
oznajmił spokojnie. CO??!! Ja mam ojca i do tego rodzeństwo?
Dlaczego mama mi nie powiedziała?
-Dobrze
ja jestem u mojej koleżanki,
na którą muszę być jutro gotowa?-zapytałam nerwowo bawiąc się
suwakiem od bluzy.
-Przyjedziemy
po panią jutro o 13:30, ale proszę być przygotowaną już o
13:00.
-Dobrze
ja będę w domu się pakowała- oznajmiłam wchodząc do salonu.
Omówiliśmy jeszcze szczegóły jak to będzie i życzyliśmy sobie dobrej nocy. Rozłączyliśmy się. Beronika do mnie podeszła i
zapytała się co teraz, a ja jej wszystko wytłumaczyłam.
-
To ja cię jutr odwiozę do domu i pomogę ci się spakować,ale na razie może połóżmy się spać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz