sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 4
Dedykuję jak obiecałam mojej przyjaciółce Ali.
włącz to
Obudziłam się w salonie na kanapie, z głową na kolanach Harry'ego, a nogami u Louisa. Podniosłam ostrożnie głowę by nie obudzić Harry'ego który słodko spał i by nie obudzić Louisa który też śpi. Rozejrzałam się po pokoju. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam Niall'a z twarzą w misce pop cornu , Liam'a który śpi wygodnie rozłożony na fotelu ale nigdzie nie mogłam znalęźć wzrokiem Zayn'a. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy pewnie śpi w swoim pokoju w łóżku. Chciałam się odświeżyć więc wyszłam na taras, pierwszy raz widzę tak piękny widok: małe jeziorko, zielony trawnik, ławeczki pod drzewami, huśtawka kilkuosobowa, stoliki pod baldachimem normalnie żyć nie umierać. Jeszcze słonko grzeje to normalnie cud, miód i marchewki. Wyszłam na trawę, moje stopy łaskoczą źdźbła trawy, wiatr wieje mnie przyjemnie łaskocze w skórę. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się w cieple słońca, które mnie grzeje. Poczułam się  nie zwyciężona, szkoda że nie może być tak łatwo w życiu jak teraz. Odchyliłam głowę do tyłu i wypuściłam powietrze z ust. Nagle usłyszałam odchrząknięcie, przestraszyłam się, odwróciłam się i zobaczyłam Zayn'a z założonymi rękami na piersiach.
-O, hej. Nie widziałam cię- wytłumaczyłam.
-Co tu robisz?-zapytał z udawaną obojętnością.
-Chciałam się przewietrzyć i zobaczyłam że jest tak ładnie to postanowiłam tu wyjść i popatrzeć trochę na Londyn- oznajmiłam odwracają się w stronę krajobrazu.
-Aha-mruknął prawie niesłyszalnie.
-Czemu taki jesteś?
-Ale jaki?-zapytał podchodząc do mnie.
-No taki oschły wobec mnie, taki obojętny nic się nie odzywasz. Nie lubisz mnie?
-Nie, po prostu, nie mam nic do powiedzenia i tyle. Nie przejmuj się mną.- powiedział i poszedł w stronę jeziorka. Jak mam się nim nie przejmować skoro będę z nim mieszkała przez większą część życia. Nie mogę tego tak zostawić. Poszłam w jego ślady, weszłam na pomost i usiadłam na nim tak że nogi mi zwisały z pomostu. Zanurzyłam stopy w wodzie, nie jest taka zimna. Przypomina mi jak byłam z moją mamą nad morzem świętować jej awans w pracy. Byłyśmy takie wesołe razem, one mnie rozśmieszała a ja ją. Dla takich chwil warto żyć. W tej chwili usłyszałam plusk. Wstałam i zaczęłam się rozglądać, nigdzie nie widziałam Zayn'a. Spojrzałam na jeziorko i zobaczyłam nieprzytomnego Zayn'a który dryfował na wodzie. Wskoczyłam do wody, jednak się myliłam nie jest ciepła. Przeszłą mnie gęsia skórka. Chwyciłam go za ramię i wyciągnęłam na brzeg.
-Zayn słyszysz mnie?!- zapytałam szturchając jego ramię. Nie odpowiadał. Przyłożyłam policzek do twarzy chłopaka sprawdzić czy oddycha. Nie nie poczułam. Zaczęłam reanimacje.
-Chłopaki!! Chodźcie tu!!-krzyknęłam robiąc Zayn'owi masaż serca. -Chłopaki!!!- krzyknęłam bardziej przerażona. Do oczu napłynęły mi łzy -musisz żyć. Nie możesz umrzeć-tym razem szeptałam. Liam stanął w progu drzwi, szybko pobiegł do domu po chłopaków jak myślę. Nagle Zayn zaczął kaszleć. Czułam się taka radosna, że nic mu nie jest. Podniósł się na lokciach a ja go przytuliłam.
-Boże. Tak się cieszę że nic ci nie jest!
-Uratowałaś mnie?- odsunęłam się od niego i zaczęłam nerwowo bawić się swoimi palcami.
-Tak jakby- powiedziałam ze spuszczoną głową. Wstał podał mi rękę nie pewnie podałam mu swoją. Pociągnął mnie za nią tak że wstałam. Przytulił mnie.
-Dziękuję- szepnął- jestem twoim dłużnikiem.
   Ooooo. jak miło.
-Nie ma za co.
   Wreszcie przyszli chłopaki, co oni tam robili?
-Co tak długo? Wy nie wyobrażacie co się tutaj działo...- zaśmiałam się, spoglądając na Zayn'a który też się zaśmiał.
-Wiesz jak ich się trudno budzi, musiałem wziąć dwie patelnie i uderzać nimi jak talerzami w perkusji- powiedział Liam śmiesznie gestykulując.- A tak w ogóle to co się stało? Czemu jesteście mokrzy?
-Może niech wejdą, przebiorą się bo się jeszcze przeziębią- zauważył Harry.
-Dobry pomysł, przecież Maddie nie chciałaby się rozchorować na mecz.- rzekł Niall. Każdy wytrzeszczył oczy, no tak przecież nikt o tym nie wiedział. Zaczęłam trząść się z zimna.
- Wytłumaczę później, bo zaraz zamarznę- powiedziałam, mimo że już prawie lato i dzisiaj jest dość ciepło to i tak jest wiatr.
-Mhm-powiedzieli razem. Przewróciłam oczami i skierowałam się do domu.
     Weszłam pod prysznic, umyłam ciało żelem po prysznic o zapach truskawki, a włosy szamponem o zapachu arbuzów. Wysuszyłam włosy, nałożyłam makijaż, i ubrałam się w to.
Zeszłam na dół do salonu gdzie chłopaki już siedzieli łącznie z suchym Zayn'em. Usiadłam na fotelu i zaczęłam tłumaczyć, z jakiej drużyny pochodzę, kiedy mam mecz itp. Wszyscy słuchali z zaciekawieniem, nikt ani razu mi nie przerwał, chyba że zadać pytanie.  Po skończonym monologu zaproponowałam śniadanie bo od wczorajszego obiadu nic nie jadłam, a jadłam jabłko i i jogurt naturalny z kukurydzianymi płatkami.
-To wy się idźcie ubrać, a ja się tu zajmę omletami- oznajmiłam wyjmując z szafki patelnię. Niall, Zayn, Liam i Louis poszli na górę się przebrać, chociaż nie wiem czemu Zayn poszedł się przebrać. Harry został ze mną w kuchni, on już wcześniej był ubrany.
-Pomóc ci?-zaproponował, w jego oczach było można zobaczyć nadzieję.
-No jasne- jak mogłabym mu odmówić. Na moją odpowiedź się uśmiechnął, ale miło...
-Wyjmiesz jajka, mąkę, mleko, i nutellę lub co chcesz na naleśniki?
-Ja chcę dżem truskawkowy a ty?-zapytał chowając głowę w lodówce w poszukiwaniu składników.
- Ja też dżem truskawkowy.
  Wyjął wszystkie potrzebne składniki i wsypał do miski mąkę. Uklęknęłam przed szafką i zaczęłam szukać oleju. Mam... Wstałam, odwróciłam się w stronę Hazzy a on mi dmuchnął mąką w twarz.
-Tak się bawisz?-zapytałam zadziornie, to raczej brzmiało jak pytanie retoryczne. Wzięłam miskę z proszkiem i wyrzuciłam całą jej zawartość na czuprynę Hazzy. Zaczęłam się śmiać nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Spojrzał na mnie z miną typu ,, I po co ci to było? Tylko kłopotów narobiłaś". Wziął całą torebkę z mąką i wysypał mi ją całą na głowę, byłam cała w mące. Wyglądałam jak biała dama. Nagle mnie olśniło.
-Zabawne, zabawne. Koń by się uśmiał.
-To od dzisiaj jestem koniem w takim razie.-zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
-Haroldzie, uważaj bo chyba mąka wejdzie ci bardzeij we włosy- powiedziałam i poczochrałam ręką włosy Loczka. Gdy skończyłam a nasypałam trochę mąki wokoło niego, przechylił głowę i założył ręce na piersiach.
-Oj, nie gniewaj się tak, teraz nikt nie zauważy twoich siwych włosów.-zażartowałam. Znowu zaczęłam się śmiać. W jednej chwili straciłam grunt pod nogami, Harry przewiesił mnie przez ramię i zaczął biegać po całym domu. Krzyczałam chłopaków, ale żaden nie raczył ruszyć swoich tyłeczków by mnie "uratować". Wbiegliśmy do hali z basenem (on wbiegł).  Wystawił mnie nad basenem jak małe dziecko.
-Przeproś, bo będziesz dziś pływała po raz kolejny- zagroził a raczej zaszantażował mnie. Mam plan.
-Przepraszam- burknęłam cicho. Na jego twarzy momentalnie pojawił się uśmiech zadowolenia. postawił mnie na ziemi tak że ja stałam przodem do niego,a on tyłem do basenu. Przybliżyłam się do niego.
-Nigdy-szepnęłam i popchnęłam go do wody. Wpadł do wody, gdy się wynurzył wyglądał na bardzo zdezorientowanego. Szybkim krokiem wyszłam z hali i poszłam do kuchni, gdzie siedzieli chłopaki i robili omlety które ja miałam robić. Usiadłam na stołku i odetchnęłam z ullgą.
-Gdzie Harry?-zapytał Louis siadając obok mnie.
-kąpie się- oznajmił z cwanym uśmieszkiem. Nikt nie wiedział o co chodzi, spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem. Już miałam im tłumaczyć gdy do kuchni wszedł przemoczony Harry.-Chyba już rozumiecie co miałam na myśli kąpie się.
   Wstałam gdy zobaczyłam że idzie w moją stronę, chłopaki zaczęli się śmiać a ja zaczęłam uciekać na taras, nie wiem co mnie tam ciągnie, że tam pobiegłam. Wparowałam na taras i zaczęłam biegać po tarasie żeby uciec Harry'emu. W połowie drogi do łąki potknęłam się i upadłąm na ziemię. Harry do mnie podszedł, kucnął i zaczął mnie...łaskotać. Mój słaby punkt. Zaczęłam się wiercić po trawie jak oszalała, a on wciąż kazał mi, się przeprosić.
-Prze...przepra...szam-wyjąkałam śmiejąc się.
-Przeprosiny przujęte- powiedział wstając, podał mi swoją rękę a ja podałam mu moją i wstałam. Nie spodziewanie wziął mnie na ręce jak pannę młodą i zaniósł do domu. Weszliśmy wszyscy zwrócili się w naszą  stronę. położył mnie na kanapie w salonie i zawołał chłopaków:
-Chłopaki chodźcie połaskoczemy Maddie, to jej słaby punkt.
Wszyscy jak na zawołanie przyszli, nie miałam czasu ani możliwości ucieczki. Podeszli i zaczęli mnie łaskotać, nie mogłam wyrobić ze śmiechu, ale początek dnia...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Załamujecie mnie...
Jak widzę ilość wyświetleń, a ilość komentarzy to mam ochotę zrzucić się z wieżowca.
Jeżeli przeczytałeś/łaś daj znak w postaci komentarza. Proszę.
A i chcę was uprzedzić że gdy skończy się wolne to rozdziały będą się pojawiały rzadziej, bo mam masę obowiązków m.in. szkoła muzyczna i podstawowa. Ale staram się to robić dość regularnie.
Pozdrawiam Ass.

2 komentarze:

  1. przeczytałam ;* /hienaaa-weraaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwila, a gdzie jest coś o Jade i Zaynie? Szpital? Kiedy to będzie?

    OdpowiedzUsuń