czwartek, 30 stycznia 2014

________________________________________________________
NIall's POV
Na łóżku leżała Emma a obok niej jakiś chłopak. Ciśnienie mi skoczyło. Zacisnąłem dłonie w pięści słysząc jak mi się przemieszczają kości. Wszedłem głębiej do sypialni i zatrzasnąłem drzwi z hukiem. Emma wstała cała przerażona. Dopiero gdy zorientowała się że to tylko ja spojrzała na siebie. Była naga, szybko sięgnęła po kołdrą, odkrywając chłopaka który już od niedawna nie spał. Przyglądał się nam uważnie. Chciałem ich zabić wzrokiem, najpierw tego chłoptasia. Wkurzał mnie-mało powiedziane zamordowałbym go gołymi rękoma. 
-Co! To! Ma! Znaczyć?!-wrzasnąłem akcentując każde słowo. Na jej twarzy dostrzegłem zażenowanie. 
-Miałam ci powiedzieć. Ale nie wiedziałam jak. Wybacz. O założyłeś garnitur.-zauważyła.
-Tak na naszą rocz... Nie zmieniaj tematu!-krzyknąłem. Wkurzony skierowałem się do drzwi żeby wyjść. Nie chcę jej znać. 
-Gdzie idziesz?-zapytała idąc przez chwilę. Odwróciłem się w jej stronę.
-Do domu-odpowiedziałem od niechcenia. Tak naprawdę nie zamierzałem iść do domu tylko do hotelu. Muszę przemyśleć wszystko co się przed chwilą stało. Nie czekając na jej odpowiedź wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Wsiadłem do swojego samochodu zatrzaskując drzwiami.  Oparłem ręce na kierownicy i przez chwilę rozmyślałem. Jak to ona nie wiedziała jak mi to  powiedzieć? Mówi się normalnie, że albo to koniec związku, albo mówi się o co złego zrobiła i prosi o wybaczenie. Jaka w tym filozofia? Może mi się ułoży, z tą myślą pojechałem do hotelu.
Zayn's POV:
  No to się rozchorowałem. Byłem na dwóch randkach z Perrie. Perrie jest wspaniała. Nawet nie marzyłem o takiej cudownej dziewczynie... Jeszcze nie chodzimy tak oficjalnie, lecz zakochałem się w niej po uszy. Kocham ją- mogłem spokojnie stwierdzić. ona raczej też mnie kocha, lecz pewności nie mam. Ona zajmuje każdą wolną myśl w mojej głowie. Na pewno się z niej zakochałem. Leżałem sobie na łóżku rozmyślając o Perrie, gdy nagle do pokoju weszła Maddie.
-Cześć-przywitała się. Miała trochę niewyraźną minę.
-Cześć-odwzajemniłem przywitanie- co cię do mnie sprowadza?-zapytałem po chwili.
-Louis mówił że masz o czymś ze mną porozmawiać-odpowiedziała bez trosko. Właśnie jak nią o to zapytać? Chwilę się zamyśliłem jak sprecyzować pytanie. już po chwili wiedziałem jak ją o to zapytać.
- W szpitalu poznałem taką jedną wspaniałą dziewczynę.
-To chyba dobrze.-odpowiedziała nie pewnie że coś źle zrozumiała.
-Właśnie. Mam pytanie...-zaciąłem się- Jak ja mam to zrobić.
   Szczerze to za bardzo dobrego pytania to ja nie ułożyłem. Maddie po chwili namysłu odpowiedziała:
-Kochasz ją tak?-kiwnąłem potwierdzająco głową- mój były chłopak oznajmił mi miłość poprzez piosnkę i bukiet róż. Ale osobiście wolałam piosenkę.
-Dzięki Maddie jesteś wspaniała. Olśniłaś mnie. A tak w ogóle... nie wspominałaś nam nic o twoim byłym chłopaku. Jak miał na imię?
 -Drake-mruknęła. Po jej wyrazie twarzy było można stwierdzić że nie jest jej łatwo o nim mówić. chyba ją musiał naprawdę zranić.
-Czemu nie jesteście razem?-palnąłem bez zastanowienia. Po jej policzku poleciała beztroska łza. Szybko ją starła, żebym nie zauważył. Lecz po chwili jakby nic się nie stało odpowiedziała:
-Umarł.
   I w tym momencie się rozpłakała. Wstałem z łózka w ekspresowym tempie i do niej podszedłem. Przytuliłem ją.
-Przepraszam, nie wiedziałem.
-Nic nie szkodzi, nie wiedziałeś-uśmiechnęła się niemrawo. 
-jak nie chcesz nie musisz już noc o nim mówić.
-Ale chcę, muszę to z siebie wyrzucić jak najszybciej.
   Kiwnąłem głową, że rozumiem. Usiedliśmy na łóżku. Maddie usiadła po turecku na pościeli ja zaś wskoczyłem z powrotem pod kołdrę. Zaczęła opowiadać w jaki sposób się poznali i jak umarł. Po opowiedzianej historii po prostu ją przytuliłem. Odetchnęła w moich ramionach. chyba się uciszyła że w końcu komuś o mu powiedziała. Nie wiedziałem że tyle przeszła w życiu. Ja na jej miejscu już bym miał zrytą psychikę. Jak ona to wszystko przetrwała? W pewien sposób ją podziwiam.
   Po tym jak Maddie wyszła z mojego pokoju i już miałem zasypiać gdy do mojego pokoju wparował Harry. Czy oni nie potrafią pukać?
-Czego?-zacząłem nieprzyjemnie, bo bądź co bądź miałem właśnie iść spać. 
-Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Co?-zapytałem podejrzliwie że znowu coś wykąbinował.
-Dobra nie wiem jak to powiedzieć, ale powiem prosto z mostu...-wziął głęboki wdech- chyba się zakochałem-odpowiedział na jednym oddechu.
-To chyba dobrze-zabrzmiałem jak Maddie niedawno- kto jest tą szczęściarą?
-Maddie-szepnął niesłyszalnie.
-Kto?
-Maddie-powtórzył trochę głośniej ale znowu go nie usłyszałem.
-Mów głośniej kto?
-Maddie!-prawie krzyknał. Zamarłem. Zakochał się w Maddie. Ciekawe czy ona też to czuje? 
-Ona o tym nie wie. Jak ja mam to jej powiedzieć?-zapytał z nadzieją w głosie. On naprawdę się zakochał. O mój Boże.
-Był u mnie niedawno i powiedziała że jej były, który już nie żyje, wyznał jej miłość w piosence którą sam napisał i dał jej bukiet róż. Tylko ona nie lubi z kwiaciarni, woli polne róże.
-Da się załatwić-mruknął pod nosem- Dzięki. Jak się czujesz?
-Może być. A teraz możesz wyjść bo miałem iść właśnie spać-bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Kiwnął głową i wyszedł. Wreszcie mogę iść spać.
Harry's POV:
Czyli powinienem napisać piosenkę i dać bukiet róż. Teraz to brzmi tak jakby od niechcenia, ale ja naprawdę ją kocham. Tylko nie wiem czy ona czuje to samo? Poszedłem do swojego mijając Maddie która szła na dół, obdarzyłem ją uśmiechem, który ona odwzajemniła. Wszedłem do pokoju i... zapaliłem światło. Usiadłem na łóżku i zacząłem pisać piosenkę.
____________________________________________________
Dziś byłam z koleżanką po plakat w kinie, na szczęście go dostałyśmy i miałyśmy wracać autobusem o 18:31. Wcześniej byłyśmy na lodach (wiem że zima, ale co YOLO), czekałyśmy na autobusem i gdy przyjechał, oddaliliśmy się jeszcze bardziej od centrum miasta, i dopiero jakieś 5 kilometrów od naszego osiedla zatrzymał się i powiedział: ,, Dalej nie jadę" Z Ewą(tak miała na imię koleżanka) całą drogę bluźniłyśmy, nigdy się tak nie nabluzgałyśmy. Było ciemno i w ogóle było jakoś tak mrocznie i ... zabawnie. Dotarłam do domu zmarźnięta. Na szczęście mam plakat!
Pozdrawiam czytelników mojego bloga.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 15

Wreszcie w domu!! Padam na nos. Wchodząc do domu o mało co się nie przewróciłam o stopień, bo nie zauważyłam go przez torby które niosłam. Złapałam się szybko poręczy, a Niall nie mógł się przestać śmiać. Odwróciłam się w jego stronę i popchnęłam go jednym palcem. Zachwiał się tak że musiał przytrzymać się poręczy. Zaczęłam się z niego śmiać, po chwili on też zaczął się śmiać. Weszliśmy do domu w butach bo nie dalibyśmy sobie rady z tymi torbami je zdjąć. Weszliśmy do kuchni o położyliśmy torby na podłodze. Weszłam do salonu, chłopaki jeszcze coś oglądali.
-Cześć, w kuchni macie jedzenie-oznajmiłam, przywitali się i poszli do kuchni. Wzięłam swoje torby i poszłam do swojego pokoju. Skierowałam się do garderoby i zaczęłam rozpakowywać rzeczy które kupiłam. Ale fajne są te ubrania, gdyby nie Niall stałabym jeszcze w pierwszym sklepie i wybierała pomiędzy czarną sukienką a kremową z koronką, poszedł na kompromis-jak zwykle. Po rozpakowaniu usiadłam na łóżku z laptopem na nogach. Wreszcie się odprężę. Jest nowy odcinek mojego ulubionego serialu.
**Niall's POV**
Dzięki Maddie miałem ubranie na rocznicę, Emma to uwielbia jak wyglądam elegancko. Nie wiem dlaczego. Wziąłem resztę toreb i poszedłem do swojego pokoju. Schowałem garnitur do szafki i resztę ubrań tak żeby się nie pogniotły. Cieszę się że poszedłem z Maddie do sklepu, warto było na nią wydać te pieniądze. Spojrzałem na zegarek 16:00. Wow ale długo byliśmy na zakupach. Do spotkania z Emmą mam jeszcze dwie godziny. Za chwilę będę musiał się szykować na rocznicę. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i umyć włosy. Zdążę. Po umyciu włosów, założyłem dresy żeby nie zamoczyć garnituru. Wysuszyłem włosy i skierowałem się do garderoby, wyjąłem garnitur i zacząłem się w niego ubierać. Gdy już miałem zapinać koszulę ktoś zapukał do mojego pokoju. 
-Proszę-powiedziałem nie przestając zapinać koszuli.
-Cześć Niall-usłyszałem głos Maddie. Spojrzałem w jej stronę, stała przed drzwiami nie pewnie. Uśmiechnąłem się serdecznie. Odwzajemniła uśmiech.
-Co ty robisz zaśmiała się i podeszła do mnie. zaczęła rozpinać mi koszulę.
-Ej dobrze było.
  nic nie powiedział tylko się zaśmiała.
-Krzywo zapinałeś-zaśmiała się. Zaczęła zapinać od nowa, tym razem dobrze. Westchnąłem tylko. Czasami gdy się stresuję, potrafię robić różne dziwne i śmieszne rzeczy, ręce mi się wtedy trzęsą, jąkam się, zacinam w połowie zdania. Gdy Maddie skończyła zapinać westchnęła i powiedziała:
-gotowe.
-Dziękuję, gdyby nie ty to bym poszedł w krzywo zapiętej koszuli-zaśmialiśmy się. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami-Kocham cię-szepnąłem.
-ja Ciebie też-odpowiedziała i się przytuliliśmy- pamiętaj nie ważne co będzie, zawsze będę przy tobie, kochać cię i... nie wiem co jeszcze. Nie pozwolę by odeszła kolejna osoba którą kocham.
-Ja też zawsze będę przy tobie, i zawszę będę cię bronił i kochał. Jesteś i zawsze będziesz moją młodszą siostrzyczką.
 Szczerze-wzruszyłem się. ona chyba się nawet rozpłakała, nie wiem. Odsunąłem ją od siebie, z dwóch powodów, po pierwsze- ubrudzi mi garnitur, a po drugie- musi pomóc mi się ogarnąć.
-Dobra dość tych czułości, rozmarzę sobie makijaż-potarła kciukiem miejsce gdzie właśnie rozmazał się jej tusz-muszę pomóc ci się przygotować, bo jak zauważyłam sam nie dasz sobie rady.-zaśmiała się. Chociaż miała trochę racji. Gdy już gotowy do wyjścia wyglądałem dość dobrze. Maddie poprawiła jeszcze krawat i gotowy. Uśmiechnęła się.
-Wyglądasz tak... dojrzale-uśmiechnęła się szerzej.
-Wiem-uśmiechnąłem się, zrobiła minę typu ,, jak mogłeś zranić mą duszę?!". Podeszłam do niej, położyłem swoją dłoń na jej ramieniu i spojrzałem głęboko w oczy-dziękuję.
-Nie ma za co. Emma jest szczęściarą że ma takiego chłopaka.
-Dziękuję.
  Pożegnaliśmy się i pojechałem do domu Emmy tam gdzie byliśmy umówieni. Wszedłem do jej domu, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Nie mogłem jej znaleźć w kuchni, poszedłem do salonu-nie było jej. Poszedłem do sypialni. Nacisnąłem klamkę i po chwili już tego żałowałem. To co w środku zobaczyłem... przekraczało wszystkie moje najśmielsze oczekiwania...
_________________________________________________________________
Jak myślicie co zrobiła Emma? Co będzie się działo dalej? Ja to wiem...
 W sobotę byłam z koleżanka na filmie ,, Believe" o Justinie Bieberze. Prawie cały czas płakałyśmy. Dzisiaj poszłyśmy do ta baba za kasą powiedziała że dopiero biuro otwierają w poniedziałek. Byłyśmy w kinie o 16:02. Pytamy się czy biuro jest otwarte i czy możemy wziąć plakaty, a ona nam mówi: ,, Biuro jest do 16:00". Tak się wkurzyłyśmy, telepałyśmy się autobusem 15 minut na próżno, a ona co?! Zamyka nam biuro przed nosem. Byłyśmy w open cafe, piłyśmy gorącą czekoladę, i ogólnie dużo się śmiałyśmy. O 17:01 miałyśmy autobus powrotny. Więc poczekałyśmy na mrozie te 10 minut. Gdy przyjechał (był wieczór) musiałyśmy w nim siedzieć z 20 minut lub dłużej. Gdy byłyśmy pod lasem zostałyśmy tylko my i jakaś starsza pani. Było dość strasznie, ale jutro idziemy znowu po plakaty, tylko że tym razem wcześniej. Pozdro, ale się rozpisałam papa.

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 14

włącz to
***Następny dzień rano, Lux jest w domu ze swoją mamą***
Wczorajszy dzień mogę zaliczyć do udanych, spędziłam dużo czasu z Lux, Harry. Ale chłopaki jeszcze nie powiedzieli mi to co chcieli. Nawet o tym nie wspominali. Dziwnie się zachowują. Ale nie przejmuję się tym.  Znudzona leżeniem usiadłam na łóżku, i rozmyślałam. Wczoraj nie dość że chłopaki nie powiedzieli tego co chcieli to jeszcze nie oprowadzili mnie po domu. Spojrzałam na zegarek. 12:04. Wreszcie mogę powiedzieć że się wyspałam. Dawno chyba się nie wyspałam. Bo w szpitalu co chwilę budzili mnie na badania. Normalnie wytrzymać nie mogłam. Wiem że zanim trafiłam do szpitala spałam bardzo krótko, bo albo miałam trening, albo musiałam pobiegać by utrzymać swoją sylwetkę w formie. Właśnie ostatnio wcale nie biegałam z tego z mi wiadomo, więc prawdopodobnie przytyłam. Poszłam do łazienki potykając się o różne rzeczy do których nie przywiązywałam większej uwagi. Gdy już dotarłam do pomieszczenia, zaczęłam ją przeszukiwać. Nie miałam większego celu, miałam nadzieję znaleźć wagę. Jest, znalazłam ją pod półką na podłodze. Weszłam na nią. Boże ważę 62 kilo. Aż wstyd z pokoju wychodzić. Ale Niall musiał mnie utuczyć przez te kilka dni. Wcześniej ważyłam 56 i już wtedy uważałam że jestem za gruba. Nie jestem anorektyczką, bardziej martwię się o moje stare ubrania że w nie nie wejdę. muszę dziś iść na domową siłownię. Ubrania... albo będę cały dzień chodziła w pidżamie lub założę jakąś sukienkę albo prześcieradło. Zeszłam na dół (jakoś) i skierowałam się na dół. Dziwne na dole całkiem sprawni się poruszam mniej więcej wiem gdzie co jest. W kuchni zobaczyłam chłopaków którzy właśnie jedli jajecznicę.
-Cześć-przywitałam się ziewając. Jestem zmęczona, może to przez to że pogodziłam się z prawdą.
-Cześć, zrobić ci jajecznicę?-przywitał się i przy okazji zapytał Harry.
-Nie, dzięki. Zrobię sobie płatki i jogurt.-odpowiedziałam-Wy też się nie wyspaliście?
-Trochę-odpowiedział Harry. Reszta pokiwała głowami. Wyglądali jakby nad czymś głęboko myśleli. Jak tak to nie będę im przeszkadzała. Jakoś odnalazłam miskę, płatki a jogurt w lodówce. Zrobiłam sobie "danie" i skierowałam się do salonu, żeby tam w spokoju zjeść i obejrzeć wiadomości. Ledwo zdążyłam usiąść na kanapie a chłopaki weszli do salonu i usiadli obok mnie na kanapie i fotelu. 
-Maddie, musimy z tobą poważnie porozmawiać-zaczął Louis. Oho Louis jest poważny, coś się stało. Nie przerywałam mu a on mówił dalej- Tylko pamiętaj to tajemnica, nikomu nie możesz powiedzieć.-wziął głęboki wdech-jesteśmy w jednym z najgroźniejszych gangach w Londynie.-To mnie zamurowało. W pierwszym momencie nie mogłam im uwierzyć/
-Zabijacie ludzi?-przerwałam.
-Tak. nie zabijamy ludzi którzy niczym nie zawinili.
-Ok. A czemu mi to mówicie-dążyłam temat. Ta rozmowa nie wydawała mi się męcząca, raczej wręcz przeciwnie, interesowała mnie.
-Pamiętasz jak powiedziałaś w szpitalu jak moglibyśmy znaleźć tego faceta?- tym razem odpowiedział Harry. Kiwnęłam głową-właśnie, wtedy Louis wpadł na pomysł że mogłabyś być w tym gangu.
-Czemu właśnie ja?
-Jesteś wysportowana, inteligentna, rozumiesz co się do ciebie mówi. W poważnych sprawach zachowujesz powagę. Dużo mam ci jeszcze wymieniać?-wyliczał Louis.
-Ok. Możecie dać mi jakiś czas na zastanowienie się? Czy mam teraz odpowiedzieć?
-Nie spiesz się. Jak będziemy mieli akcję to cię poinformujemy.-odpowiedział Niall. Kiwnęłam głową. Wzięłam miskę i skierowałam się do kuchni. Włożyłam ją do zmywarki. Poszłam na górę po mp3, żeby móc to wszystko sobie przemyśleć. Wiem że pielęgniarka zabroniła mi się w jakiś sposób przemęczać ale siłownia i sport to dla mnie odskocznia w której mogę sobie pomyśleć o różnych sprawach. Inni mają żyletki a ja mam siłownię. Wolę się przemęczać niż okaleczać. Przebrałam się w strój w którym zazwyczaj biegam. W zasadzie nie wiem gdzie jest siłownia. Ale Harry mi wszystko opowiadał gdzie co jest, więc nie powinnam się zgubić. Chociaż kto wie przecież to ja Madeline Sparks więc wszystko może się stać. Po pięciu minutach dotarłam na siłownię. Myślałam że znalezienie jej będzie łatwe, jednak się myliłam. Ale już w niej jestem, więc mogę zacząć. Zaczęłam na bieżni, najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Dopiero teraz do mnie dotarło co powiedzieli mi chłopcy. To już wszystko jasne, czemu są tacy bogaci. Ale nie rozumiem jednego, skoro należą do jednego z najgroźniejszych gangów, to czemu są tak pozytywnie nastawieni. Może robili dobrą minę do złej gry. Albo po prostu tacy są. Nie wiem wszystko się wyda w najbliższym czasie. To nie głupi pomyśl. Tylko musiałabym rzucić szkołę, może znaleźć pracę. Mam już ustaloną odpowiedź i nic jej nie zmieni, chyba. Na siłowni zostałam jeszcze z godzinę i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się w to i zeszłam na dół do salonu gdzie siedzieli chłopcy i coś oglądali. Stanęłam obok, wszystkie pary oczu zwróciły się w moją stronę, jak ja nie lubię takich momentów jak ktoś na mnie patrzy. Tak... nie normalnie. Nie przyzwyczaiłam się do tego.
-Namyśliłaś się?-zapytał zaciekawiony Louis. Kątem oka zobaczyłam że na twarzy Naill'a maluje się zmartwienie, ręce mu się trzęsą. Biedaczek.
-Tak. Chcę wam powiedzieć że chcę do was dołączyć.-po tych słowach wszyscy zrobili się tak jakby rozluźnieni. Niall wyszedł z domu na taras-Co mu się stało-zapytałam pół szeptem,
-Nie był przekonany co do tego pomysłu.-Pokiwałam porozumiewawczo głową, poszłam do Niall'a. Przymknęłam szklane drzwi na taras. Mimo że jest lato to dzisiaj jest dość chłodno, albo po prostu mi jest zimno. To bardzo prawdopodobne bo zawsze byłam zmarźluchem. Podeszłam powoli do Niall'a. Usiadłam obok niego na trawie i objęłam go ramieniem.
-Czemu wyszedłeś?-zapytałam po chwili. Odwrócił głowę tak że teraz patrzył mi prosto w oczy.
-Boję się.
-Czego?-powiedziałam lekko się śmiejąc.
-Że cię stracę. Przecież jesteś moją młodszą siostrą, powinienem cię chronić a nie narażać.
-Niall. Przecież ja jestem w zasadzie pełnoletnia. Za tydzień mam 18 urodziny. Będę ponosiła odpowiedzialność za swoje czyny.
-Całkiem zapomniałem o twoich urodzinach. Przez to, co ci się przydarzyło, całkiem straciłem rachubę czasu.
-Nic się nie stało. Przecież jeszcze ich nie ma. A ty kiedy masz urodziny, chcę wiedzieć kiedy mam być przygotowana.-oznajmiłam z uśmiechem na twarzy. Uśmiechnął się lekko i odpowiedział.
- 13 września-wziął oddech i kontynuował-mam pomysł, dawno nie spędziliśmy dnia razem, może pójdziemy na przykład na spacer, zakupy.
-Może zakupy, ostatnio przytyłam i muszę odświeżyć swoją garderobę.-zaśmiałam się nawet nie wiem z czego, Niall też się zaśmiał z niewiadomego powodu. I już po chwili leżeliśmy na trawie śmiejąc się. Jednak głupawka jest rodzinna. Gdy już przestaliśmy się śmiać, wstaliśmy, otrzepaliśmy siebie na wzajem. Gdy weszliśmy chłopaki oglądali jakiś film. Więc nie chcąc im przeszkadzać ominęliśmy ich tak żeby im nie zasłaniać. Weszliśmy już normalnie po schodach i zatrzymaliśmy się przed drzwiami do pokoju Niall'a.
-Widzimy się na dole za 5 minut-zarządził Niall. Pokiwałam głową i pobiegłam do swojego pokoju, wzięłam swój portfel, telefon i gumę do żucia. To wszystko spakowałam do małej torebki zapinaną na magnetyczny guzik do którego jest przyszyta mała czarna kokardka. Była ze mną prawie wszędzie, na harcerstwie (byłam druhną), na wycieczkach , na pierwszej randce, kiedy poznałam Drake'a-całe życie. Rozmyślając tak o tej torebce w ogóle nie pilnowałam czasu. Rzuciłam szybkie spojrzenie na  zegarek stojący na biurku. Już muszę schodzić. Zbiegając po schodach o mało co się nie zabiłam, zeskoczyłam z ostatniego schodka. W salonie stał już gotowy Niall i oglądał przez chwilę telewizor. Podeszłam do niego odwrócił się w moją stronę nie odwracając głowy od telewizora, przerażony krzyknął:
-Jezu Maddie, nie strasz mnie tak, jesteś jak kot w ogóle cię nie słychać.
  Zaśmiałam się. Mruknęłam ciche ,, sorry" i skierowałam się do ganku. Założyłam swoje air maxy założyłam na głowę kapelusz, poprawiłam spódniczkę i byłam gotowa do wyjścia.
-Jesteś gotowy?-zapytał stając przed schylonym Niall'em który poprawiał coś przy butach. Wyprostował się.
-Tak, skąd masz ten kapelusz? Nigdy wcześniej go nie widziałem-wpatrywał się w mój kapelusz.
-Wyciągnęłam z szafki, zapomniałam o nim.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie odpowiedział, nawet nie spodziewałam się odpowiedzi, jeszcze krzyknęłam chłopakom że wychodzimy i nie wiemy kiedy będziemy. Jazda minęła dość sprawnie chociaż były jakieś korki ale mniejsze. Niall zaparkował przed centrum handlowym.
-Do jakiego sklepu najpierw?-zapytał Niall wchodząc do galerii. Szczerz mówiąc nie wiem co mu odpowiedzieć.
-Może ty zdecyduj. Ja nie mam pojęcia od którego zacząć-wziął mnie za rękę i poprowadził do jakiegoś sklepu z ubraniami. Powiedział mi że podobno tu kupowałam większość ubrań. Wzruszyłam ramionami.
Cały dzień na zakupach minął bardzo miło, Niall oczywiście chciał za mnie płacić, za każdym razem gdy wyjmowałam portfel wyprzedzał mnie i płacił. Nie przeszkadzało mu to że potem na niego krzyczałam że mam pieniądze. Twierdził że taki jest przywilej starszych braci. Mhm, na pewno.
W sumie kupiłam (dobra Niall mi kupił) 3 sukienki, 4 T-shirty, 2 pary jeansów i oczywiście Niall uparł się na buty. Miał dylemat między czarnymi Vans'ami a miętowymi air maxami. W końcu poszedł na kompromis i kupił mi obie pary. Jeszcze kupił mi wiele innych rzeczy typu: spódnice, kosmetyki, małą podręczną torebkę, bieliznę (to aj kupiłam, on w tym czasie był w toalecie) no i jakieś akcesoria. Niall'owi pomogłam wybrać co ma sobie kupić na randkę z Emmą. mimo że nie lubiłam Emmy to pomogłam kupić Niall'owi ubranie wyglądał... tak... poważnie.  Powiedział że ot ważna uroczystość-rocznica.
-Maddie, jesteś głodna-z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Niall'a.
-No.-odpowiedziałam rozglądając się za Mc'Donaldem lub KFC.
-To chodź-pociągnął mnie za rękę. Zachwiałam się od ciężaru torb-no chodź-pospieszył mnie Niall. Jak on tak może? Ja mam z pięć toreb i on trochę więcej i dla niego to jest lekkie? Ja się pytam! Weszliśmy do jakiejś azjatyckiej restauracji. Co?! To jego na to stać? Ale ja głupia, no przecież. Pewnie ta knajpa jest zastraszana przez ,,nasz" gang i dla tego ma zniżkę i pieniądze.
-Mam na dzieję że lubisz azjatycką kuchnię?
-nigdy nie jadłam azjatyckiego jedzenia, ale z tych zapachów sądzę że jest pyszne.-zauważyłam.
-Tak, jest pyszne.-zaśmiałam się na widok miny Niall'a. Zajęliśmy 2 osobowy stolik i zamówiliśmy jedzenie. Nie wiedziałam co wybrać więc Niall za mnie wybrał. Ufam mu. Powiedziałam że miał wybrać coś łagodnego bo od ostrych płaczę. Oczywiście na ten fakt się zaśmiał. Gdy przynieśłi nam nasze zamówienia oniemiałam.
-Niall, ja wczoraj ćwiczył z półtorej godziny a ty mi tu coś takiego odstawiasz?-zapytałam z wyrzutem. Talerz był ogromny, a na nim jakieś mięso, ryż i sałatka. Ale było przyprawione jakimiś przyprawami. Nie zjem tego...dzisiaj. chyba zajmie mi to tydzień, bez pomocy Niall'a. Moje podejrzenia spełniły się gdy po zjedzeniu połowy mięsa nie mogłam nic w siebie wcisnąć.
-Niall, pomóż mi. Nie zjem tego-spojrzał na mnie zrezygnowanym wzrokiem.
-Ja też już się najadłem.-oznajmił odsuwając od siebie talerz. On miał coś innego ale nie wiem co. Oświeciło mnie.
-Można wziąć to na wynos?
-Raczej tak.
Niall zawołał kelnera i poprosił o rachunek i o spakowanie resztek. Gdy kelner przyniósł zapakowane jedzenie i rachunek, wręcz wyrwałam mu go z ręki. wow, nie zła sumka. Nagle sprzed oczu zniknął mi kawałem papieru. Niall mi go wyrwał.
-Hej!-powiedziałam-ja chcę chociaż zapłacić za obiad. Wyjęłam portfel i zapłaciłam. Niall wziął jedzenie i poszliśmy do samochodu.
________________________________________
Długo nic nie pisałam, bo byłam u koleżanek na noc, albo one u mnie i nie miałam dostępu do bloga. Może nie każdy wie o co chodzi w tym opowiadaniu więc wszystko wyjaśnię.
1. Maddie była w szpitalu tydzień, wiem nie napisałam tego.
2. Zayn jeszcze nie był na randce z Perrie bo się rozchorował.
3. Żebyście się nie pogubili, Maddie ma zanik pamięci i wybaczcie jeżeli napiszę coś że ona to pamięta.
Dziękuję, Nie zdążyłam dodać zdjęcia.

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 13

Pochyłą czcionką będę pisała myśli i wspomnienia.
____________________________________________________________
***Oczami Harry'ego***
Zdziwiłem się gdy Maddie powiedziała ,,Nas", już sobie kogoś znalazła? A może z tą Veronicą przyjedzie/ Za chwilę się dowiem.  Oznajmiłem chłopakom że jadę po Maddie. Nie wspominałem im nic o ,,nich", nie chcę żeby się zamartwiali, albo wymyślali jakieś bajeczki. Wsiadając do samochodu uderzyłem się w głowę. Kurwa, ja to mam szczęście... Odpaliłem samochód i ruszyłem. Jazda minęła spokojnie, bez większych korków i utrudnień. Gdy podjechałem pod szpital zauważyłem Maddie z jakąś dziewczynką. Podjechałem do nich i otworzyłem okno.
-Cześć, podwieźć was?-zapytałem z cwanym uśmieszkiem.
-Nie poczekamy na taksówkę.-odpowiedziała z sarkazmem. Otworzyła drzwi od tyłu i wsiadła z dziewczynką. Gdy już siedziały spojrzałem w lusterko by je zobaczyć. Maddie uśmiechała się do niej i do mnie na zmiaanę.
-Harry, to jest Lux. Lux to jest Harry to z  nim mieszkam i jeszcze z czwórką wariatów.
-Cześć Harry-powiedziała pieszczotliwie Lux. O Jezu ale ona fajna.
-Cześć Lux. Ile masz lat?-zapytałem wjeżdżając na ulicę.
-Nie całe cztery lata. A ty?
-19. Ale ciii to tajemnica-zaśmiałem się. Resztę drogi większą uwagę przykuwałem do dziewczyn niż do drogi. Jak dotarliśmy do domu wyszedłem pierwszy a zaraz po mnie dziewczyny. Weszliśy do domu, gdzie chłopaki rzucali się żelkami. Niall by na to nie pozwolił. znam go. Spojrzałem na Maddie, a ona otworzyła buzię z oburzeniem kierowała groźne spojrzenie w chłopaków.
-Chłopaki!! Czemu rzucacie się żelkami?!-próbowała przekrzyknąć wrzaski chłopaków. Ale na marne, Podeszła do mnie i powiedziała mi na ucho swój plan. Podeszła do Lux i jej powtórzyła. 
***Oczami Niall'a***
Chłopaki krzyczeli i rzucali się przeterminowanymi żelkami które Maddie sobie kupiła i schowała. Ahh, moja krew. Nagle do pokoju weszła załzawiona dziewczynka. Płakała. Louis widząc ją podbiegł do niej i zapytał:
-Co się stało? Jak się tu dostałaś?
-Szukam mojej mamusi-zaczęła głośniej płakać.
-Ciii spokojnie-uspokajał ją.-Pomożemy ci szukać mamy.
 Nagle do pokoju weszli roześmiani Harry i Maddie.  Dziewczynka odbiegła od Louis'a i przytuliła się do nóg Maddie. Teraz już nie płakał a raczej się śmiała. 
-Dobra robota Lux, jesteś wspaniałą aktorką-powiedziała do małej która się od niej odsunęła i przybiły sobie piątki. Harry też przybił im po piątce. O co tu chodzi?
-No wreszcie się uspokoili-powiedział spokojnie Harry.
-Co tu się dzieje?-zapytałem zdezorientowany.
-Przyjechaliśmy a wy rzucaliście się jedzeniem i nawet nie zwróciliście na nas uwagi.-odpowiedziała Maddie biorąc Dziewczynkę na ręce.-Tak właściwie to jest Lux. opiekuję się nią. To z nią rozmawiałam w szpitalu pamiętacie ją?
-Jak moglibyśmy jej nie pamiętać-odpowiedział z irytacją w głosie Louis. Ale to bardziej zabrzmiało na przekomarzanie się niż prawdziwa irytacja. Dziewczyny skierowały się do kuchni. 
-Gdzie jest Zayn?-zapytał Harry.
-Chyba u siebie. Źle się czuł, chyba.-odpowiedziałem.
-aha.
***Oczami Maddie***
To nie był jeden z lepszych moich planów ale się uspokoili. Wyjęłam z lodówki wodę i nalałam do dwóch szklanek.
-Lux chcesz wodę z sokiem czy samą wodę?-zapytała zwracając się do Lux.
-Z sokiem.-odpowiedziała po krótkim namyśle. Czyli dwie z sokiem.
-Chcesz zrobić sobie piknik na dworze koło jeziora?-zapytałam.
-Tak-odpowiedział podekscytowana. Wyjęłam tacki  i po łożyłam na nich szklanki z napojami. Zrobiłam jeszcze po kilka kanapek i wyjęłam ciasteczka. 
-Harry. Możesz tu przyjść na chwilkę?!-krzyknęłam. Nie uzyskałam odpowiedzi bo Harry zjawił się błyskawicznie- Możesz pomóc Lux wyjść na taras i jej przez chwilę popilnować ja idę po koc.
-Ok. To chodź Lux. Wziął tackę  i wyszli. Ja śmignęłam na górę po koc. Kurczę nie pamiętam gdzie mogę znaleźć koc. Znalazłam drzwi z moim imieniem, otworzyłam je i zobaczyłam piękny pokój. Nowe okno. Wzięłam koc w łóżka i zeszłam na dół. Przez drzwi na taras zobaczyłam bawiących się na trawie Harry'ego i Lux. Harry ją gonił a Lux uciekała. Weszłam na taras i rozłożyłam koc i jedzeni. Nagle wpadła na mnie Lux dysząc i starając się mówić:
-Ratuj przed Harrym.
 Wstałam i zaczęłam biec z Lux za rękę uciekając przed Harrym. Kiedy Lux już za mną nie nadążała wzięłam ją  na plecy i zaczęłam z nią uciekać. Odwróciłam się by sprawdzić gdzie jest Harry. Ups jest nie daleko. Lux cały czas się śmiała, ja też. Nagle poczułam że  nie mam Lux na plechach odwróciłam się Lux leżała na ziemi obok Harry'ego cały czas się śmiali. Opadłam obok nich i też zaczęłam się śmiać. Jak się uspokoiliśmy wstałam pomogłam wstać reszcie i ruszyliśmy w stronę koca.
-Mogę się dołączyć?-zapytał Harry śmiesznie unosząc brwi. Zaczęłam udawać że się zastanawiam.
-Hmm. Ok.-uśmiechnął się-ale...-mina mu zrzedła- musisz zapytać Lux.
Lux mogę się dołączyć-Lux poszła w moje ślady i też udawała że się zastanawia.
-Hmm. Ok.
  Zaśmialiśmy się. Przypomniało mi się jak byłam z moim chłopakiem na pikniku.
-Maddie mam coś dla ciebie-oznajmił Drake i wręczył mi małe pudełeczko.
-Nie trzeba było, dziękuję-podziękowałam i pocałowałam go w policzek. Wzięłam pudełeczko i ostrożnie otworzyłam. W środku znajdował się wisiorek z sercem.
-Kocham Cię-powiedział. Do oczu napłynęły mi łzy.
-Ja Cibie też-po tych słowach pocałowaliśmy się. Chcąc zachować tą chwilę wyciągnęłam aparat z pokrowca i zrobiłam nam zdjęcie. Zachód słońca. Wstaliśmy i uwieczniłam nasz pocałunek zdjęciem.
Wyszło wspaniale. Nigdy go nie zapomnę.
Wszystkich kogo kochałam odeszli. Jakoś się już przyzwyczaiłam że to co dobre kiedyś odejdzie.To było nasze ostatnie zdjęcie razem. DO tej pory mam ten wisiorek. Tylko że zamiast zdjęcia Drake'a jest Niall'a. Za bardzo cierpię gdy na nie patrzę. Drake umarł w wypadku. Ja w tym czasie miałam trening. Jechał samochodem i pijany kierowca w niego wjechał. Umarł w szpitalu. Miał za duże obrażenia.
-To będziemy musiały podzielić się kanapkami-oznajmiła wyjmując kanapki z tacki.
-Damy radę.-odpowiedziałam. Policzyłam je. 4.
-Na razie po jednej-uprzedziłam rozdając kanapki.-Wszystkie są z czymś innym.
-Ja mam z serem-powiedziałam.
-Ja z szynką.-odpowiedziała Lux
-Ja mam z nutellą-odpowiedział Harry.
-Mogę Nutellę ja ci dam szynkę-zaproponowała Lux.
-Ok.
  Wymienili się i zaczęliśmy jeść. Ja już byłam najedzona po pierwszej. Więc oddałam swoją Harry'emu. Tym razem Harry miał z sałatą i pomidorem, a Lux z serkiem almette. Nalałam wody do jeszcze jednego kubka dla Harry'ego. Po skończonym jedzeniu wpadli chłopaki na taras. Podeszli do nas, a ja zapytała Lux:
-Lux pamiętasz imiona chłopaków?
-Nie za baldzo.
-to jest Niall, mój brat-zaczęłam wskazując na chłopków po kolei. Potem był Louis i Liam. Nigdzie nie było Zayn'a.-Gdzie jest Zayn?
-Powinien być u siebie w pokoju. Źle się czuł-wytłumaczył Niall. Dobra niech się wykuruje. Jakby czegoś potrzebował to zadzwoni lub po prostu zejdzie na dół. Resztę wieczoru spędziliśmy naprawdę miło. W pewnej chwili gdy zachodziło słońce chłopaki wpadli na pomysł żeby rozpalić ognisko. Z Lux i Harry'm pojechaliśmy do sklepu po pianki, kiełbaski itp. Za daleko nie mieliśmy do sklepu więc poszliśmy na pieszo. Trzymaliśmy Lux za ręce i co jakiś czas podnosiliśmy ją. Mała cały czas się śmiała. Gdy weszliśmy do sklepu skierowaliśmy się do działu z mięsem. Wybrałam najlepszej jakości kiełbaski i wrzuciłam do koszyka.
-Maddie mogę iść do zabawek?-zapytała Lux.
-Dobrze. Ale się nie zgub.-ostrzegłam ją. Pokiwała głową i odeszła. Z Harrym poszliśmy w pobliże zabawek żeby mieć małą na oku, akurat obok pluszaków były słodycze. Sięgnęłam po pianki i włożyłam je do koszyka. Nagle Harry zbliżył swoją twarz do mojego ucha.
-Jak wrócimy i Lux pojedzie musimy cię o czymś poinformować a raczej zapytać.-wyszeptał tajemniczo.
-ok-odpowiedziałam niezręcznie. Poszliśmy po Lux i do kasy, bo wszystkie przekąski były wybrane. Nie przejmowałam się tym co chłopaki chcą mi powiedzieć. Bardziej skupiałam się na Harrym i przede wszystkim Lux. Wracając było już dość ciemno. Nagle poczułam wibracje w kieszeni spodni, wyjęłam telefon i odebrałam.
-Halo?
-Dobry wieczór. Tu mama Lux, czy Lux przeszkadza?-zdziwiło mnie jej pytanie, takie nie typowe pytanie.
-Nie ależ skąd. Za chwilę będziemy robić ognisko. Lux jest zachwycona i w ogóle nie sprawia kłopotu-odpowiedziałam.
-To dobrze. Czy mogłaby zostać u ciebie do 22:30 bo mam nocną zmianę?
-oczywiście nie ma problemu. A mam takie małe pytanie. Czy Lux jest na coś uczulona?
-Nie. Nie ma uczuleń.
-To dobrze. Dziękuję.
-do widzenia.
-Do widzenia.
   Rozłączyłyśmy się. Opowiedziałam wszystko Lux że zostanie do późna. Dotarliśmy do domu i skierowaliśmy się do kuchni żeby pomóc w przygotowaniu jedzenia.
-Lux chcesz się przebrać?-zapytałam kucając twarzą do niej.
-Tak! Tylko że ja nie mam ubrań.-zmartwiła się.
- Nie przejmuj się coś ci wykombinuję-puściłam jej oczko i poszłam na górę, zostawiając Harry'ego samego w kuchni.
  Kombinowałam z ubraniem dla Lux aż w końcu wybrałam dla niej już za małą sukienkę na mnie.
A ja ubrałam się w to (zamiast litów baleriny).
-Ślicznie wyglądasz-skomplementowała mnie Lux.
-Dziękuję. Ty też ślicznie wyglądasz-odpowiedziałam komplementem- gotowa?
-Tak.
  Złapałam ją za rękę i zeszłyśmy na dół na taras. Gdy weszłyśmy przez szklane drzwi chłopaki zaczęli na nas patrzeć. Wszyscy w tym samym czasie powiedzieli 'WOW'. Zaśmiałyśmy się.
-Chłopcy-westchnęłam. Podeszliśmy do ławeczek które chłopcy zdążyli rozłożyć. 
-No Lux, nie źle wyglądasz.-powiedział Louis siadając obok niej.
-Dziękuję. Ty też wyglądasz nie najgorzej-odpowiedziała udając obojętność.
-Dziękuję-odpowiedział "obrażony" Louis. Na co się zaśmiałam.
-No dobla. Dobrze wyglądasz-odpowiedziała Lux.
-Oh, dziękuję-odkrzyknął uradowany Louis i dał jej buziaka.
-Fujj.-powiedział Lux. Zaśmialiśmy się.  Po chwili doszli do nas chłopaki. Wzięliśmy kiełbaski i nabiliśmy na patyki. Nam opiekali chłopcy. Świetnie się bawiliśmy, gdy było już ciemno Lux weszła na stół i zaczęła tańczyć. Trzymałam ją za ręce żeby nie spadła ale przy okazji tańczyłam.
Gdy skończyła się piosenka do której tańczyła, poprosiła żebym ją zdjęła ze stołu. Chłopcy zaczęli klaskać. Akurat leciała wolna piosenka opadłam zmęczona na krzesło. Lux tańczyła właśnie z Louisem, reszta stała przy ognisku i opiekała kolejną porcję kiełbasek. Tylko nie było z nimi Harry'ego.  Nagle podszedł do mnie Harry i powiedział wyciągając rękę:
-Mogę prosić?
-Oczywiście-podałam mu swoją rękę i wstałam. Objął mnie rękami w talii a ja swoje położyłam mu na karku. Pogrążyliśmy się w muzyce. Oparłam głowę ramię Harry'ego i kiwaliśmy się w wolnym tempie piosenki. W jego towarzystwie czuję się wspaniale.
___________________________________________________
Postaram się jutro wstawić rozdział w którym będzie się dużo działo. 
Czytasz=komentujesz.
Pozostaw po sobie znak że przeczytałeś

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 12 cz.2

***Oczami Maddie***
NIESTETY obudziła mnie pielęgniarka żebym przeniosła się na swoje łóżko, bo muszę iść na ostatnie badanie. Ale nigdzie nie znalazłam Lux, pielęgniarka mi wytłumaczyła że już jest w domu. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i poszłam kuśtykając na swoje.
-Dzisiaj zdejmujemy pani bandaż.
-Wreszcie-burknęłam nakrywając się kołdrą.
-musi pani się oszczędzać. Wiem że pani jest w drużynie piłkarskiej, ale musi pani na jakiś czas wziąć od niej wolne.
   Po tych słowach zatkało mnie. Czemu ona mi to mówi. Nie pamiętam za dużo z meczów. Wiem że mieliśmy kwalifikacje do Londynu i... dalej film mi się urywa. W razie czego do mnie zadzwoni Berka lub trener. Po badaniach i zdjęciu bandaży miałam podpisać wypis. 
-Proszę podpisać tu-instruował lekarz. Szybkim ruchem podpisałam.-dziękuję. Jest pani wolna.
-Dziękuję.
    Wreszcie wolna. Kierując się do wyjścia wpadłam na jakąś dziewczynę. Podniosłam głowę i zobaczyłam dziewczynę która była lekko zdezorientowana.
-Cześć. Sorry-przeprosiłam
-Nic się nie stało, też dzisiaj chodzę z głową w chmurach.
-Cieszę się że nie jestem sama-zaśmiałyśmy się. Zakłopotana wyciągnęła rękę w moją stronę.
-Veronica.-przedstawiła się.
-Madeline ale mów mi Maddie.Skądś cię kojarzę. Ale nie wiem skąd.
-Poznałaś mnie na półfinałach. Rzuciłam w ciebie pluszakiem.
-aha. Może wybierzemy się na lody?-zaproponowałam.
-Jasne. Teraz?
-Nie koniecznie, jak ci nie pasuje to możemy kiedy indziej.
-nie mi to pasuje.
-To chodźmy. 
   Ruszyłyśmy przez park. Nagle mój telefon się rozdzwonił*. Wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam na wyświetlaczu Harry.Przeprosiłam Veronicę i odebrałam
-Halo?-zaczęłam.
-Maddie! -tak krzyknął że musiałam odchylić słuchawkę od ucha- Gdzie ty jesteś?
-Jestem w parku z Veronicą idziemy na lody.
-Czemu nas nie poinformowałaś?-zapytał już spokojniejszy-Niall tutaj od zmysłów odchodzi.
-Przepraszam, po prostu zapomniałam. Jak będę chciała wracać to do ciebie zadzwonię, bo nadal nie pamiętam gdzie mieszkamy, Ok?
-Ok, o cześć.
-Mhm, cześć-rozłączyłam się. Podeszłam do Veronici, a ona zaczęła mówić:
-powinnaś mieć jakąś ksywkę, krótką, łatwą w wymowie i może jakąś fikuśną?
-skąd ten pomysł-zapytałam rozbawiona, nawet sama nie wiem czym.
-Tak po prostu.
-aha, to jak już wymyślisz to daj mi znak.-pokazałam jej kciuk do góry. Gdy zauważyłam budkę z lodami podbiegłam do niej a Veronica zaraz za mną. Gdy byłam dzieckiem prawie codziennie jadłam lody. Zawsze lubiłam śmietankowe i waniliowe. Ludzie nie znają różnicy między waniliowymi a śmietankowymi. Waniliowe- są robione z wanilii a śmietankowe- ze śmietany i mleka, ale to nie znaczy że waniliowe są robione bez mleka i śmietany.
-Ja poproszę 3 gałki waniliowe, truskawkowe i może ciasteczkowe.-wydyszałam odpowiedź. Veronica złożyła zamówienie zaraz po mnie prawie takiem same tylko zamiast ciasteczka wzięła czekoladę. Gdy dostałyśmy swoje desery wybrałyśmy się na pierwszy lepszy plac zabaw na ławeczkę. Jadłyśmy swoje lody gdy nagle podbiegłą do mnie mała dziewczynka. Poznałam ją od razu.
-Lux!-krzyknęłam, oddałam lody Veronice i przytuliłam dziewczynkę. Wzięłam ją na kolana i odebrałam od mojej towarzyszki lody.
-Lux co tu robisz?-zapytałam wpatrując się w nią.
-Moja mama mnie tu przywiozła.-odpowiedziała dumnie. Spojrzałam na Veronicę na jej twarzy malowało się zdezorientowanie. więc postanowiłam jej wszystko wytłumaczyć.
-Veronica to jest Lux, poznałam ją w szpitalu, spędzałam z nią dużo czasu.
-Miło mi-przywitała się Veronica i podała Lux rękę. Dziewczynka podała jej swoją przyjaźnie się uśmiechając. Pogadałyśmy z Lux jeszcze chwilę gdy podeszła do nas jakaś pani.
-To moja mama-wyszeptała Lux. Postawiłam Lux na ziemię i wstałam. Kobieta która podeszła przywitała się:
-Dzień dobry. Mam nadzieję że Lux się nie narzucała za bardzo-popatrzyła na dziewczynkę z wyrzutem.
-Nie, ależ skąd. My się znamy bo w szpitalu ze sobą rozmawiałyśmy i się bardzo polubiłyśmy.-oznajmiłam.
-to dobrze, nawet nie znam twojego imienia.
-Madeline, ale można mi mówić Maddie.
-To dobrze Maddie-powiedziała z naciskiem na moje imię-wiedzę że naprawdę się polubiłyście. Słuchaj, mam dzisiaj dużo pracy może chciałabyś się zająć się Maddie do końca dnia? Zapłacę ci.
 No to mnie zatkało. 
-Oczywiście, nie mam nic przeciwko. To proszę dać mi swój numer, i w razie potrzeby zadzwonię.-ta oferta nie jest taka zła, spędzę dużo czasu z Lux i jeszcze mi za to zapłaci. Teraz brzmię trochę chamsko, no ale nie zła oferta.
-dobrze, tu masz moją wizytówkę-podała mi swoją wizytówkę- To do zobaczenia, ufam ci.-powiedziała na odchodne.
-Do widzenia.
  Veronica spojrzała na mnie z podziwem nie wiem o co jej chodzi ale nie mam zamiaru o to pytać. Usiadłam z powrotem na ławkę wzięłam uradowaną dziewczynkę na kolana.
-ale się cieszę, spędzę z tobą cały dzień. Będziemy się bawić cały dzień.-zaczęła się coraz bardziej nakręcać ale na chwilę zrzedła jej mina- a ty w ogóle masz dom?
Zaśmiałam się razem z Veronicą.
-Tak mam. Mieszkam z bratem i fajnymi chłopakami. polubisz ich.-odpowiedziałam-chcesz liza?-zapytałam kierując loda, a raczej końcówkę loda, w stronę Lux Dziewczynka energicznie pokiwała głową i wzięła liza. Nagle Veronica podskoczyła z miejsca. Chyba sobie coś przypomniała.
-Kurw...czę-  pohamowała się w porę bo Lux by usłyszała brzydkie słowo-zapomniałam że dzisiaj przyjeżdżają moi kuzyni. Muszę iść. Poradzisz sobie?-zapytała spoglądając na mnie z pytającym wzrokiem.
-Tak dam radę, Zdzwonimy się. To cześć.
-Cześć, Pa Lux.-pożegnała się i oddała swojego loda Lux-ja już nie mogę-powiedziała i puściła oczko. Uradowana dziewczynka wzięła loda i zaczęła go lizać.
-Chcesz iść do mojego domu poznać moich przyjaciół i braci?-zapytałam po chwili.
-Tak!-odkrzyknęła dziewczynka z resztkami lodów czekoladowych w kącikach ust. Zaśmiałam się pod nosem. wyjęłam telefon i wystukałam numer do Harry'ego. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Halo?
-Cześć, Możesz po nas przyjechać?
-Po WAS?
-Tak po NAS-odpowiedziałam z takim samym naciskiem na ostarnie słowo.
-gdzie jesteście?
- W parku. Możemy wyjść przed szpital.
-Ok za pięć minut będę.
____________________________________________
*-Maddie ma telefon bo chłopaki jej przywieźli.
________________________________________________
 Zastanawiam się czy nie zrobić tak że do każdego rozdziału dodawać zdjęcie, mówiące o wydarzeniach w rozdziale. Swoje opinie piszcie w komentarzach. Tak samo jak macie zastrzeżenia.Jak myślicie co będzie dalej? Hę? Proszę komentujcie, to daje mocnego kopa do pisania, dodawajcie się do obserwatorów, polecajcie innym itp.
Koffciam.
Olcia



































Rozdział 12 cz.1 - Dedykacja dla Ali, mojej kumpelki oraz hienie z którą wczoraj byłam w manufakturze ;*

***Oczami Zayn'a***
Wychodziłem z chłopakami ze szpitala gdy wpadłem na pewną dziewczynę. Wyglądała jak dziewczyna z moich marzeń, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna lekko odskoczyła ale gdy mnie zobaczyła też oniemiała.
-Cześć-zacząłem onieśmielony jej urokiem.
-Cześć-odwzajemniła niepewnie.
-Przepraszam-powiedzieliśmy w tym samym czasie, na co się zaśmialiśmy. To takie urocze kiedy się śmieje. Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy się na kawę jutro o 15:00. Chyba będę musiał podpytać się Maddie jak postępować w obecności pięknej dziewczyny.  Gdy dogoniłem chłopaków od razu zaczęli mi gratulować takiej piękności. To co do niej poczułem w tamtym momencie... nie potrafię opisać tego słowami. Teraz mam pewność że się zakochałem. To wspaniałe uczucie.
*** Oczami Maddie***
Jak chłopaki pojechali pogadałam jeszcze chwilę z Lux i musiałam iść na swoje łóżko bo zabierali ją na badania. Poczułam owładniającą senność, bez zastanowienia się postanowiłam pójść spać.
   Tym razem nic mi się nie śniło, na moje nie szczęście obudziłam się w nocy. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam że Lux się wierci, wydaje z siebie pojękiwania przerywane szlochem. Bez zastanowienia wyszłam z łóżka i podbiegłam do jej łóżka. Złapałam ją za ramiona i próbowałam ją obudzić jednak moje działania były na marne bo się nie budziła. Przytuliłam ją i wydawała się że już się uspokoiła. Odsunęłam ją od siebie i opuściłam na łóżko. Już nie spała. Wpatrywałą się we mnie swoimi pięknymi oczami.
-co ci się śniło?-zapytałam. Lekko się zawiesiła ale po chwili odpowiedziała:
-Nic tylko koszmar...
    Przytuliłam ją, ona nie pewnie odwzajemniła mój uścisk.
-Jesteś jak moja młodsza siostra której nigdy nie miałam. Jeszcze jesteś taka słodziutka jak cukiereczek.
-Ty też jesteś słodziutka.-powiedziała swoim słodkim głosikiem. Obie się zaśmiałyśmy.
-Teraz zaśniesz?-zapytałam po chwili.
-Nie. Musisz poczekać aż zasnę.-odpowiedziała stanowczo jak na swój wiek. Cały czas mnie zadziwia. Usiadłam koło niej na łóżku, objęłam ją ramieniem a ona się we mnie wtuliła.  Ja też zasnęłam.
***Oczami Perrie***
 Ten chłopak na którego wpadłam przed szpitalem cały czas jest w mojej głowie. Chyba się nie... Nie nie zakochałam się. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Najpierw muszę go poznać, porozmawiać, poznać jego zainteresowania i hobby. A on oczywiście moje. Ale nadal nie mogę go wyrzucić z mojej głowy. On zajmuje każdą moją wolną myśl.Z moich zamyśleń wyrwał mnie mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Zayn. O mój Boże, o Mój Boże on do mnie zadzwonił. Spokojnie Perrie, pamiętaj o oddychaniu. Wdech i wdech. Wdech i wydech. Wreszcie się odważyłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
-Halo?-odebrałam. Dobra twoja Perrie, najtrudniejsza część za tobą, podpowiada mi mózg. Wal się mózgu.
-Halo? Perrie? To ty?-zapytał zdezorientowany.
-Tak to ja.
-Oh już myślałem że dodzwoniłem się do kogoś innego.-w słuchawce usłyszałam czyjś krzyk: 
-Zayn. Gdzie są ciastka dla Maddie?
-Nie wiem. poszukaj w szafce!-odkrzyknął Zayn.
-Dobra myśl. Dzięki.
  Zaśmiałam się. Boże ale on ma przyjaciół.
-Przepraszam za niego. To mój przyjaciel Niall. Jego siostra jest w szpitalu i chce ją rozpieszczać.
-Aha. To wszystko wyjaśnia. A tak w ogóle po co dzwoniłeś?
-Przepraszam mieliśmy się jutro spotkać, ale mi nie pasuje. Przepraszam ale musimy załatwić coś z Maddie a to kwestia życia i śmierci. Przepraszam ale nie mogę.
-Spokojnie. Mi też jutro tak sobie pasowało, ale nie miałam okazji zadzwonić....
-aha to fajnie. To może w sobototę?
-Ok. W razie czego się zdzwonimy. Dobra ja muszę kończyć to papa.
-Papa.
   Rozłączyliśmy się.  Rzuciłam telefon na łóżko i zaraz obok niego się położyłam. Krzyknęłam w pościel. Czasami tak mam.

Rozdział 11

-Dobra nieważne.-przerwał zawiedziony Louis. Szczerze miałam już dość tej rozmowy strasznie mnie męczyła. Na szczęście do sali wszedł lekarz z Niall'em, Liam'em i Zayn'em. Lekarz poszedł do mojego łóżka i wziął jakąś teczkę. Przeczytał coś i ją odłożył. My w tym czasie milczeliśmy. W końcu lekarz przerwał ciszę:
-Zabiorę panią na zmianę bandaża.-dopiero teraz zauważyłam bandaż na mojej kostce.
-Dobrze...

 ***Oczami Louis'a***
Nie spodziewałem się że jest tak bardzo sprytna, myślałem że będzie wypytywać o szczegóły planu a tym czasem sama go opracowała. Ta dziewczyna ciągle mnie zaskakuje. Nadawała by się. Jestem strasznie głodny więc postanowiłem pójść do stołówki i zamówić sobie sałatkę, bo chyba tylko to nadaje się do jedzenia-urok szpitalnego żarcia. Ekspedientka podała mi moją sałatkę. Usiadłem do stolika przy oknie. Po chwili doszła do mnie reszta chłopaków, którzy zamówili to co ja. Najwyraźniej nie tylko mi nie przypada do gustu szpitalne żarcie. jedliśmy w ciszy i skupieniu.
-Jak myślicie Maddie lubi żelki?-zapytał Zayn.
-No jasne. Przecież to moja krew-powiedział dumnie Niall. Przyznaję że widziałem ją jak podjadała NIall'owi żelki i jak kupiła sobie kilka paczek żelek i schowała w sekretnym schowku żeby Niall ich nie dorwał. chyba każdy wie co zrobi Niall gdy zobaczy żelki. Nadziałem na widelec kolejną porcję sałaty i włożyłem do buzi. Ale to mdłe.
-Ej Harry, pamiętasz jak Maddie powiedziała jak chcemy znaleźć tego faceta?-zwróciłem się do Harry'ego.
-Nom, to było dziwne i bardzo bystre z jej strony, nie każda dziewczyna jest taka bystra i to po takim wypadku...-zawiesił głos na chwilę- chyba już wiem do czego zmierzasz.
-Właśnie nadawała by się do nas...
-Ej, chłopaki, chyba nie myślicie że Maddie miałaby do nas dołączyć?
-Niall, pomyśl jaką byśmy mieli z tego korzyść: jest bystra, wysportowana, potrafi dogadać, jest dobrą aktorką i co jeszcze mam ci powiedzieć?-wyliczał Liam.  Niall załorzył bezradnie ręce za tył głowy i wypuścił głośno powietrze. Nie dziwię się, ja też jakbym miał młodszą siostrę to bym jej nie puścił na żadną akcje.
-dobra, ale pod warunkiem że Maddie nie będzie miała nic przeciwko-wreszcie się zgodził Niall.
-Nikogo nie będziemy zmuszać-wyjaśnił Zayn. Resztę lunchu zjedliśmy w ciszy. Gdy zjedliśmy już to co mieliśmy zjeść poszliśmy do Maddie i powiedzieliśmy że pojedziemy przywieźć jej piżamę, ubrania i kosmetyczkę. Przy okazji pogadamy z chłpakami o tym jak znajdziemy tego kolesia i kupimy żelki dla nas i Maddie. I jak się uda coś normalnego do jedzenia bo to szpitalne jedzenie nawet dla psa się nie nadaje. Wsiedliśmy do samochodu ja za kierownicą a obok mnie Niall. Na jego twarzy malowało się zmartwienie i troska. Chyba się na nas wkurzył ale wie że to dla jej dobra.   Gdy dotarliśmy Niall pobiegł na górę spakować rzeczy Maddie, a my w tym czasie spakowaliśmy jej książki które rozsiała po całym domu. Niektóre były przeczytane a nie które w ogóle nie zaczęte. Łącznie znaleźliśmy około 10 książek a przeszukaliśmy dopiero parter. Gdy zobaczyłem jeszcze jedną książkę  schyliłem się by ją podnieść i obok niej zobaczyłem naszyjnik z serduszkiem na malutkie zdjęcie. Otworzyłem je i zobaczyłem zdjęcie jakiejś kobiety i Niall'a. Zgaduję że ta kobieta to mama Maddie. Podniosłem książkę i gdy Niall zszedł z torbą ubrań Maddie podałem mu naszyjnik z otwartym serdzuszkiem.
-To jej mama. Pewnie chciałaby go odzyskać.-zaproponował Niall chowając go do kieszeni.
-Tak, masz rację-potwierdziłem. Podzieliliśmy z chłopakami książki na przeczytane i te nie. Wyszło że nie przeczytanych ma tylko 3 z 10. Ale jedna mi się strasznie spodobała, więc ją pożyczyłem. Zacząłem czytać w samochodzie. Chłopaki zaciekle o czymś rozmawiają a ja jestem pogrążony w lekturze. Gdy dotarliśmy do szpitala wyszedłem jako pierwszy z książkami  poszedłem do sali gdzie była Maddie.  Jednak gdy wszedłem do jej sali nikogo tam nie było. Zdezorientowany poszedłem na recepcję i zapytałem gdzie ona jest.
-Madeline jest na sali obserwacji chorych.
-Dziękuję.
    Poszedłem już lekko uspokojony wiedząc gdzie znajduje się Maddie. Chłopaki którzy dopiero weszli do szpitala skierowali się za mną do sali obserwacyjnej. Gdy weszliśmy Maddie siedziała na łóżku jakiegoś dziecka, oboje się śmiali się. Aż miło patrzeć na tak radosną dwójkę. Chyba bardzo się polubili.
***Oczami Maddie***
Po odjeździe chłopaków przenieśli mnie na oddział obserwacji chorych. Poznałam dziewczynkę o imieniu Lux która jest chora na zapalenie płuc. Jej ojciec nie żyje, a mama większość czasu pracuje. Trochę zrobiło mi się jej żal. Ma niecałe 4 lata, nie chciała iść do segmentu dla dzieci bo mówiła (uwaga cytat):,, Nie dobrze mi od tego jaskrawego różu" (koniec cytatu).
Czuję się przy niej jak przy siostrze, mamie lub nawet jak przy przyjaciółce którą znam od zawsze mimo iż to dziecko. Gdy chłopcy przyjechali przywitali się z Lux i mną. Dali mi moje ubrania, kosmetyczkę i książki które zdążyłam sobie kupić. 
-Maddie pożyczyłem jedną książę, chyba się nie gniewasz co?-zapytał Louis.
-Nie no spoko. Nie mam nic przeciwko.-odpowiedziałam bez namysłu. Nagle Niall sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyciągnął mój naszyjnik z sercem.
-O mój Boże. Gdzie ty go znalazłeś? Przeszukałam chyba cały dom i nie mogłam go znaleźć.
-Louis go znalazł pod telewizorem koło książki którą zostawiłaś na podłodze.
-No tak. Dziękuję.-na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec. Lux widząc to wbiła mi palec w policzek i powiedział z uśmieszkiem:
-Awww ktoś tu się zarumienił...
   Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Ta mała wie jak rozśmieszyć innych. Oj chciałabym mieć taką córkę, ale na razie nie myślę konkretnie o rodzinie. Gdy już przestaliśmy się śmiać, chłopaki dali mi moją torbę i oznajmili że  jadą na kebaba.
-Zazdroszczę wam, wy możecie jeść normalne jedzenie a mnie tu faszerują jakimś żarciem dla psów, chociaż psy mają lepsze jedzenie.-zażartowała, chociaż w zasadzie powiedziałam prawdę...
-Ale peszek- powiedział z udawanym współczuciem. Gdy odchodzili zdążyłam krzyknąć:
-Świnie!
   Zayn zdążył pokazać mi jeszcze środkowy palec i wyszedł.

niedziela, 12 stycznia 2014

Życzenia

Dziś 12.01.2014 Zayn Malik ma urodziny. W komentarzach piszcie życzenia dla niego. Myślicie jak je spędzi i z kim je spędzi. Ahhh, nie mogę uwierzyć że nasz Mulat ma już 21 lat...

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 10


   ***oczami Harry'ego***
Właśnie szedłem z Louis'em dołączyć do Liama i Zayna,  gdy usłyszeliśmy krzyk.  Poszliśmy w stronę źródła dźwięku. Znowu usłyszeliśmy krzyk, alrle tym razem wiedzieliśmy skąd pochodził. Pobiegliśmy do opuszczonego domu, skąd dobiegł krzyk. Musieliśmy odepchnąć ciężkie żelaznr drzwi. Gdy wbiegliśmy do domu, choć trudno było go nazwać domem o mało co nie upadłem. Tylko oddychaj Harry, tylko oddychaj Harry-powtarzał mój mózg. Na podłodze leżała Maddie, była strasznie poobijana na jej ciele powstała masa siniaków. Wokół niej była kałuża. W głębi duszy modliłem się żeby to nie była krew.
-Boże- szepnąłem sam do siebie i podbiegłem do niej. Sprawdziłem puls, nic nie czuję. Wziąłem ją na ręce i powiedziałem do Louisa:
-znajdź tego faceta i się nim zajmij.
Wybiegłem przed budynek i zadzwoniłem do Liama żeby po nas przyjechał.  Zayn wysiadł i dołączył do Louisa. Po pięciu minutach Liam wiózł nas do szpitala. Patrzyłem na Maddie i myślałem. Myślałem co do niej czuję. Co jej będzie? Czy będzie miała większe problemy ze zdrowiem. Gdy wysiedliśmy wpadliśmy do szpitala. Zayn podbiegł do recepcji prosząc o lekarza, Liam pojechał po Nialla i Louisa który został w tym budynku a ja zostałem sam z Maddie na rękach. Do oczu napłynęły mi łzy. Gdy przybiegli lekarze z noszami, położyłem ją na noszach najdelikatniej umiałem. Szedłem za nimi, ale już w pewnym momencie nie mogłem iść dalej. Usiadłem na krześle i schowałem twarz w rękach. Nie płakałem, byłem wściekły. Ten facet musi ponieść konsekwencje. Man nadzieję że Louis udupił tego gościa. Zdenerwowany wyjąłem telefon z kieszeni. I wybrałem numer do Louisa. Odebrał po dwóch sygnałach.
-Halo?
-cześć Louis. Znalazłeś tego gościa?
-nie, gdy weszliśmy to uciekł. Ale daleko nie ucieknie.  W jego biurku znalazłem inhalator.
-dobra robota Boo Bear.-mógłbym się założyć że się uśmiechnął, a nawet zaśmiał.
-a co z Maddie?-zapytał.
-nie wiem, właśnie idzie jej lekarz wszystkiego się dowiem, będę was informował cały czas dopóki nie przyjedziecie.
-ok. To pa.
-pa-rozłączyłem się, i schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni.
- przepraszam-zaczepiłem lekarza-czy z Madeline wszystko w porządku?
-przepraszam nie mogę panu udzielić informacji. Śpieszę się, jesteśmy w trakcie reanimacji. Jak wszystko się skończy poinformuję pana.-Dobrze, dziękuję.
   Wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni telefon i zadzwoniłem do Liama. Powtórzyłem mu to co powiedział mi lekarz. Odpowiedział że będą za pięć minut, bo są korki. Usiadłem  na krześle i wyjąłem swojego iPhone'a. Wszedłem w galerię i utworzyłem album pt ,,Maddie".
***Oczami Maddie***
Chodziłam pomiędzy żywopłotami w białej sukience. Moje gołe nogi dotykały betonowej posadzki. Szłam tak przez dłuższy czas. W pobliżu nie było żywej duszy. Nagle moją uwagę przykuł mały promyk światła, który desperacko chce przedostać się pomiędzy roślinami. Nie pewnie podeszłam do promyka. Nagle ściana odsunęła się łącznie z promykiem. coś mną wstrząsnęło. chciałam podbiec do promyka. Zapytać się co ja tu robię. kim on jest, gdy nagle znowu coś mną wstrząsnęło. Upadłam na kolana, przyłożyłam otwartą dłoń do klatki piersiowej która się unosiła i opadała w zaskakująco szybkim tempie.
Otworzyłam oczy. Nabrałam łapczywie powietrza. Rozejrzałam się po sali, nade mną stali lekarze w białych kitlach.
-Mamy ją-odpowiedział jeden z lekarzy. Większość wyszła a do sali weszła pielęgniarka. 
-Czy wie pani jak się pani nazywa?-zapytał ten sam lekarz.
-chyba tak-powiedziałam podnosząc się na łokciach. Lecz po chwili tego żałowałam. Opadłam  z powrotem na poduszki. Głowa mi pęka.
-Spokojnie. Proszę powiedzieć jak się pani nazywa-powtórzył lekarz.
-Madeline Sparks.
-dobrze-powiedział i wpisał coś w papiery-a wie pani jak się pani tu znalazła?
-W szpitalu?-kiwnął głową w odpowiedzi- nie wiem.
Coś mi świta ale nie wiem co. Przyłożyłam wnętrzem dłoni do skroni, poczułam plaster na łuku brwiowym i opatrunek na moim czole.
-Co mi się właściwie stało?
-Przyczyny nie znamy, ale myślimy że pani upadła i uderzyła się w głowę dość mocno. A teraz zadam pani kilka pytań o wykluczenie wstrząsu mózgu.-kiwnełam głową- boli panią szyja lub głowa?
-Boli mnie szyja, głowa mniej ale boli.
-Ok, ma pani zawroty głowy, mdłości, denerwuje panią światło lub dźwięk? Albo nie pamięta pani co się działo przed upadkiem?
-Zawrotów nie mam, mdłości raczej nie, denerwuje mnie światło. I nie pamiętam co się działo wcześniej.
-Mhm. Dobrze. Damy pani środek nasenny. Prawdopodobnie ma pani wstrząs mózgu pierwszego stopnia, ale nic nie jest potwierdzone.
-Ok.
Lekarz wziął strzykawkę z blatu i wstrzyknął coś we mnie. Środek rozszedł się po moich żyłach w pewnym momencie zrobiłam się bardzo senna. Zasnęłam. Tym razem znalazłam się w zamku. Byłam ubrana w suknię balową w kolorze ecru (blado żółty wpadający w biel), stałam w jakimś pokoju a raczej apartamencie. Odwróciłam się i zobaczyłam lustro. Podeszłam do niego. W odbiciu zauważyłam tiarę. Zdjęłam ją niepewnie i wpatrywałam się w nią. Włożyłam ją z powrotem na głowę i podziwiałam suknię. Była cudna, wyglądała na balową i ślubną w jednej. nagle do drzwi ktoś zapukał. Podeszłam do nich chwiejnym krokiem i je otworzyłam.  Na korytarzu stała jakaś dziewczyna z dzieckiem na rękach. podała mi je i powiedziała:
-Matki z królestwa chcą abyś ty zajmowała się ich dziećmi wasza wysokość-powiedział, podała mi dziecko, ukłoniła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Dziewczynka na moich rękach uśmiechnęła się do mnie pogodnie. Jak tu nie kochać takich małych bobasów. Spojrzałam głęboko w jej zielone oczęta. Utonęłam w nich tak samo jak w oczach Harry'ego, naokoło może się palić ja chcę zatrzymać tą chwilę na zawsze. Usiadłam w fotelu z dziewczynką na rękach. na swojej sukieneczce było wyszyte jej imię. 
,,Diana"
Jakie śliczne imię. Bawię się z nią do momentu w którym ona zaczyna płakać. Od razu pomyślałam że jest głodna, więc wyszłam z pokoju i skierowałam się w prawą stronę. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie idę. Natrafiłam na jadalnię. W której był ogromny prostokątny stół i mahoniowe krzesła z wszytą czerwoną poduszką-czyli niedaleko jest kuchnia. Podeszłam do drzwi i znalazłam się w kuchni. Były właśnie przyrządzane różnego rodzaju dania. Jedna z kucharek gdy mnie zobaczyła, szybkim krokiem do mnie przybiegła i ukłoniła się. Wyglądała na młodą dziewczynę, nie wiele młodszą ode mnie.
-Czy macie mleko dla tego dziecka?-zapytałam beznamiętnie.
-Tak, oczywiście wasza wysokość.-co oni mają z tą wasza wysokość. Boże... Dziewczyn podeszła do blatu i wzięła butelkę z mlekiem. Przez okno wpadły promienie światła.
-czy mogę wyjść na dwó z tym dzieckiem-zapytałam odbierając mleko od dziewczyny.
-Oczywiście, wasza wysokość.
-zaprowadź mnie na dół.-rozkazałam. kucharka zdjęła fartuch i poprowadziła mnie na dół. Otworzyła wielki mahoniowe drzwi a moim oczom ukazał się przepiękny ogród.
-Czy to nie wspaniały ogród-zapytałam stawiając pierwsze kroki na trawie w moich pantoflach.
-Tak.-odpowiedział wzdychając. Zdjęłam pantofle ze stóp.-to ja mogę zostawić waszą wysokość?
-Tak, dziękuję.
 Zauważyłam huśtawkę, podeszłam do niej z Dianą na rękach i usiadłam. Wyciągnęłam rękę z mlekiem i zaczęłam karmić Dianę. jest taka słodka. Chciałabym mieć takie dziecko w przyszłości.

Otwieram oczy, nie byłam już w zamku ani ogrodzie z Dianą na rękach. Teraz byłam w szpitalu. A obok mnie na krześle siedział jakiś chłopak z burzą loków. Przestraszona wyrwałam swoją dłoń jego uścisku. Podniósł głowę, w jego oczach zauważyłam smutek i nadzieję.
-Maddie, jak się cieszę że już się obudziłaś-oznajmił uradowany.
-A miałam się nie obudzić-wzruszył ramionami.-Tak w ogóle jak się nazywasz, przypomnij mi...
-Naprawdę mnie nie pamiętasz?
-Trochę...
-Boże-szepnął sam do siebie- Jestem Harry Styles, mieszkam z wami jestem twoim przyjacielem.
-Aha. Mam brata?
-tak ma na imię Niall Horan, masz tatę Robbi'ego i drugiego brata o wiele starszego Grega.
-To wspaniale, zawsze chciałam mieć braci, są starsi?
-Tak.
Jedno pytanie cały czas mnie dręczy. Czemu jestem w szpitalu i czy wiedzą co się stało wcześniej.
-Czemu znalazłam się w tym szpitalu?-zapytałam po chwili milczenia. Nagle jego twarz przybrała inny wyraz, jakby coś sobie przypomniał o czym wolałby zapomnieć.
 -Tak zostałaś porwana. Zaczęliśmy cię szukać...
-Kto zaczął szukać?-wtrąciłam.
-Ja, Louis, Zayn, i Liam.-uprzedził moje pytanie bo zaczął tłumaczyć kto to jest.-My wszyscy mieszkamy z tobą i twoim bratem. Jesteśmy tak jakby wielką rodziną. A wracając do tematu twojego porwania to Ja i Louis znaleźliśmy cię w opuszczonym budynku. A właśnie, pójdę po Niall'a i resztę-oznajmił i wyszedł. Po chwili do sali weszła cała ich piątka. Blondyn do mnie podbiegł i się na mnie rzucił, mówiąc jak się cieszy że się obudziłam. Zdezorientowana spojrzałam na Harry'ego który ruszał ustami "mówiąc" :,, To twój brat". Wszystko stało się jasne. Niepewnie odwzajemniłam uścisk.
-Boże Maddie. Nie wiesz jak bardzo się martwiłem. Spałaś dwa dni.-Co??!! 
-Wow, tak dużo? Nie do wiary. -oznajmiłam-lekarz, chyba dał mi środek usypiający dla konia, chyba.-zażartowałam. Każdy się zaśmiał. Nagle mój 'brat' się odkleił usiadł koło mnie na łóżku. Posunęłam się żeby miał miejsce. Harry do niego podszedł i powiedział,:
-Maddie ma zanik pamięci, nie pamięta nikogo. Gdy mnie zobaczyła była przestrasza i zdezorientowana. Więc cię nie pamięta-oznajmił. W oczach Niall'a zobaczyłam smutek i zażenowanie. 
-Pójdę porozmawiać z lekarzem oznajmił Niall i wyszedł a za nim Liam i Zayn. Została z Harrym i Louis'em jeżeli nie myli mnie pamięć. 
-Louis, podobno nie znalazłeś tego faceta, prawda?-zapytałam przenoszą cswój wzrok na Louis'a. Wytrzeszczył oczy jak żaba którą ktoś zgniata butem.-Co się tak paczasz? Zadałam ci pytanie.
-Pamiętasz moje imię.-wypuściłam głos z irytacją i przewróciłam teatralnie oczami.-Tak, nie znalazłem go, bo uciekł. Ale-sięgnął do tylnej kieszeni spodni-mamy jego inhalator.
-To wspaniale. Prędzej czy później będzie musiał kupić nowy, więc będziemy chodzić do aptek, i sprawdzali kto ostatnio kupił inhalator. Albo po prostu oglądali nagrania z kamer.
-Skąd ty to wiesz?-zapytali zdziwieni.
-A miałam nie wiedzieć? To oczywiste.-znowu przewróciłam oczami. Wzruszyli ramionami. 
-----------------------------------------
Postaram się jeszcze jutro coś dodać, strasznie długo mi się pisze. I jeszcze napisłam roozdział na telefonie koleżanki a ona wysłała mi go dopiero dzisiaj. Więc hieno następnym razem miej internet...
Ten wpis jest super, rozbraja mnie. Do następnego.