niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 14

włącz to
***Następny dzień rano, Lux jest w domu ze swoją mamą***
Wczorajszy dzień mogę zaliczyć do udanych, spędziłam dużo czasu z Lux, Harry. Ale chłopaki jeszcze nie powiedzieli mi to co chcieli. Nawet o tym nie wspominali. Dziwnie się zachowują. Ale nie przejmuję się tym.  Znudzona leżeniem usiadłam na łóżku, i rozmyślałam. Wczoraj nie dość że chłopaki nie powiedzieli tego co chcieli to jeszcze nie oprowadzili mnie po domu. Spojrzałam na zegarek. 12:04. Wreszcie mogę powiedzieć że się wyspałam. Dawno chyba się nie wyspałam. Bo w szpitalu co chwilę budzili mnie na badania. Normalnie wytrzymać nie mogłam. Wiem że zanim trafiłam do szpitala spałam bardzo krótko, bo albo miałam trening, albo musiałam pobiegać by utrzymać swoją sylwetkę w formie. Właśnie ostatnio wcale nie biegałam z tego z mi wiadomo, więc prawdopodobnie przytyłam. Poszłam do łazienki potykając się o różne rzeczy do których nie przywiązywałam większej uwagi. Gdy już dotarłam do pomieszczenia, zaczęłam ją przeszukiwać. Nie miałam większego celu, miałam nadzieję znaleźć wagę. Jest, znalazłam ją pod półką na podłodze. Weszłam na nią. Boże ważę 62 kilo. Aż wstyd z pokoju wychodzić. Ale Niall musiał mnie utuczyć przez te kilka dni. Wcześniej ważyłam 56 i już wtedy uważałam że jestem za gruba. Nie jestem anorektyczką, bardziej martwię się o moje stare ubrania że w nie nie wejdę. muszę dziś iść na domową siłownię. Ubrania... albo będę cały dzień chodziła w pidżamie lub założę jakąś sukienkę albo prześcieradło. Zeszłam na dół (jakoś) i skierowałam się na dół. Dziwne na dole całkiem sprawni się poruszam mniej więcej wiem gdzie co jest. W kuchni zobaczyłam chłopaków którzy właśnie jedli jajecznicę.
-Cześć-przywitałam się ziewając. Jestem zmęczona, może to przez to że pogodziłam się z prawdą.
-Cześć, zrobić ci jajecznicę?-przywitał się i przy okazji zapytał Harry.
-Nie, dzięki. Zrobię sobie płatki i jogurt.-odpowiedziałam-Wy też się nie wyspaliście?
-Trochę-odpowiedział Harry. Reszta pokiwała głowami. Wyglądali jakby nad czymś głęboko myśleli. Jak tak to nie będę im przeszkadzała. Jakoś odnalazłam miskę, płatki a jogurt w lodówce. Zrobiłam sobie "danie" i skierowałam się do salonu, żeby tam w spokoju zjeść i obejrzeć wiadomości. Ledwo zdążyłam usiąść na kanapie a chłopaki weszli do salonu i usiadli obok mnie na kanapie i fotelu. 
-Maddie, musimy z tobą poważnie porozmawiać-zaczął Louis. Oho Louis jest poważny, coś się stało. Nie przerywałam mu a on mówił dalej- Tylko pamiętaj to tajemnica, nikomu nie możesz powiedzieć.-wziął głęboki wdech-jesteśmy w jednym z najgroźniejszych gangach w Londynie.-To mnie zamurowało. W pierwszym momencie nie mogłam im uwierzyć/
-Zabijacie ludzi?-przerwałam.
-Tak. nie zabijamy ludzi którzy niczym nie zawinili.
-Ok. A czemu mi to mówicie-dążyłam temat. Ta rozmowa nie wydawała mi się męcząca, raczej wręcz przeciwnie, interesowała mnie.
-Pamiętasz jak powiedziałaś w szpitalu jak moglibyśmy znaleźć tego faceta?- tym razem odpowiedział Harry. Kiwnęłam głową-właśnie, wtedy Louis wpadł na pomysł że mogłabyś być w tym gangu.
-Czemu właśnie ja?
-Jesteś wysportowana, inteligentna, rozumiesz co się do ciebie mówi. W poważnych sprawach zachowujesz powagę. Dużo mam ci jeszcze wymieniać?-wyliczał Louis.
-Ok. Możecie dać mi jakiś czas na zastanowienie się? Czy mam teraz odpowiedzieć?
-Nie spiesz się. Jak będziemy mieli akcję to cię poinformujemy.-odpowiedział Niall. Kiwnęłam głową. Wzięłam miskę i skierowałam się do kuchni. Włożyłam ją do zmywarki. Poszłam na górę po mp3, żeby móc to wszystko sobie przemyśleć. Wiem że pielęgniarka zabroniła mi się w jakiś sposób przemęczać ale siłownia i sport to dla mnie odskocznia w której mogę sobie pomyśleć o różnych sprawach. Inni mają żyletki a ja mam siłownię. Wolę się przemęczać niż okaleczać. Przebrałam się w strój w którym zazwyczaj biegam. W zasadzie nie wiem gdzie jest siłownia. Ale Harry mi wszystko opowiadał gdzie co jest, więc nie powinnam się zgubić. Chociaż kto wie przecież to ja Madeline Sparks więc wszystko może się stać. Po pięciu minutach dotarłam na siłownię. Myślałam że znalezienie jej będzie łatwe, jednak się myliłam. Ale już w niej jestem, więc mogę zacząć. Zaczęłam na bieżni, najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Dopiero teraz do mnie dotarło co powiedzieli mi chłopcy. To już wszystko jasne, czemu są tacy bogaci. Ale nie rozumiem jednego, skoro należą do jednego z najgroźniejszych gangów, to czemu są tak pozytywnie nastawieni. Może robili dobrą minę do złej gry. Albo po prostu tacy są. Nie wiem wszystko się wyda w najbliższym czasie. To nie głupi pomyśl. Tylko musiałabym rzucić szkołę, może znaleźć pracę. Mam już ustaloną odpowiedź i nic jej nie zmieni, chyba. Na siłowni zostałam jeszcze z godzinę i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się w to i zeszłam na dół do salonu gdzie siedzieli chłopcy i coś oglądali. Stanęłam obok, wszystkie pary oczu zwróciły się w moją stronę, jak ja nie lubię takich momentów jak ktoś na mnie patrzy. Tak... nie normalnie. Nie przyzwyczaiłam się do tego.
-Namyśliłaś się?-zapytał zaciekawiony Louis. Kątem oka zobaczyłam że na twarzy Naill'a maluje się zmartwienie, ręce mu się trzęsą. Biedaczek.
-Tak. Chcę wam powiedzieć że chcę do was dołączyć.-po tych słowach wszyscy zrobili się tak jakby rozluźnieni. Niall wyszedł z domu na taras-Co mu się stało-zapytałam pół szeptem,
-Nie był przekonany co do tego pomysłu.-Pokiwałam porozumiewawczo głową, poszłam do Niall'a. Przymknęłam szklane drzwi na taras. Mimo że jest lato to dzisiaj jest dość chłodno, albo po prostu mi jest zimno. To bardzo prawdopodobne bo zawsze byłam zmarźluchem. Podeszłam powoli do Niall'a. Usiadłam obok niego na trawie i objęłam go ramieniem.
-Czemu wyszedłeś?-zapytałam po chwili. Odwrócił głowę tak że teraz patrzył mi prosto w oczy.
-Boję się.
-Czego?-powiedziałam lekko się śmiejąc.
-Że cię stracę. Przecież jesteś moją młodszą siostrą, powinienem cię chronić a nie narażać.
-Niall. Przecież ja jestem w zasadzie pełnoletnia. Za tydzień mam 18 urodziny. Będę ponosiła odpowiedzialność za swoje czyny.
-Całkiem zapomniałem o twoich urodzinach. Przez to, co ci się przydarzyło, całkiem straciłem rachubę czasu.
-Nic się nie stało. Przecież jeszcze ich nie ma. A ty kiedy masz urodziny, chcę wiedzieć kiedy mam być przygotowana.-oznajmiłam z uśmiechem na twarzy. Uśmiechnął się lekko i odpowiedział.
- 13 września-wziął oddech i kontynuował-mam pomysł, dawno nie spędziliśmy dnia razem, może pójdziemy na przykład na spacer, zakupy.
-Może zakupy, ostatnio przytyłam i muszę odświeżyć swoją garderobę.-zaśmiałam się nawet nie wiem z czego, Niall też się zaśmiał z niewiadomego powodu. I już po chwili leżeliśmy na trawie śmiejąc się. Jednak głupawka jest rodzinna. Gdy już przestaliśmy się śmiać, wstaliśmy, otrzepaliśmy siebie na wzajem. Gdy weszliśmy chłopaki oglądali jakiś film. Więc nie chcąc im przeszkadzać ominęliśmy ich tak żeby im nie zasłaniać. Weszliśmy już normalnie po schodach i zatrzymaliśmy się przed drzwiami do pokoju Niall'a.
-Widzimy się na dole za 5 minut-zarządził Niall. Pokiwałam głową i pobiegłam do swojego pokoju, wzięłam swój portfel, telefon i gumę do żucia. To wszystko spakowałam do małej torebki zapinaną na magnetyczny guzik do którego jest przyszyta mała czarna kokardka. Była ze mną prawie wszędzie, na harcerstwie (byłam druhną), na wycieczkach , na pierwszej randce, kiedy poznałam Drake'a-całe życie. Rozmyślając tak o tej torebce w ogóle nie pilnowałam czasu. Rzuciłam szybkie spojrzenie na  zegarek stojący na biurku. Już muszę schodzić. Zbiegając po schodach o mało co się nie zabiłam, zeskoczyłam z ostatniego schodka. W salonie stał już gotowy Niall i oglądał przez chwilę telewizor. Podeszłam do niego odwrócił się w moją stronę nie odwracając głowy od telewizora, przerażony krzyknął:
-Jezu Maddie, nie strasz mnie tak, jesteś jak kot w ogóle cię nie słychać.
  Zaśmiałam się. Mruknęłam ciche ,, sorry" i skierowałam się do ganku. Założyłam swoje air maxy założyłam na głowę kapelusz, poprawiłam spódniczkę i byłam gotowa do wyjścia.
-Jesteś gotowy?-zapytał stając przed schylonym Niall'em który poprawiał coś przy butach. Wyprostował się.
-Tak, skąd masz ten kapelusz? Nigdy wcześniej go nie widziałem-wpatrywał się w mój kapelusz.
-Wyciągnęłam z szafki, zapomniałam o nim.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie odpowiedział, nawet nie spodziewałam się odpowiedzi, jeszcze krzyknęłam chłopakom że wychodzimy i nie wiemy kiedy będziemy. Jazda minęła dość sprawnie chociaż były jakieś korki ale mniejsze. Niall zaparkował przed centrum handlowym.
-Do jakiego sklepu najpierw?-zapytał Niall wchodząc do galerii. Szczerz mówiąc nie wiem co mu odpowiedzieć.
-Może ty zdecyduj. Ja nie mam pojęcia od którego zacząć-wziął mnie za rękę i poprowadził do jakiegoś sklepu z ubraniami. Powiedział mi że podobno tu kupowałam większość ubrań. Wzruszyłam ramionami.
Cały dzień na zakupach minął bardzo miło, Niall oczywiście chciał za mnie płacić, za każdym razem gdy wyjmowałam portfel wyprzedzał mnie i płacił. Nie przeszkadzało mu to że potem na niego krzyczałam że mam pieniądze. Twierdził że taki jest przywilej starszych braci. Mhm, na pewno.
W sumie kupiłam (dobra Niall mi kupił) 3 sukienki, 4 T-shirty, 2 pary jeansów i oczywiście Niall uparł się na buty. Miał dylemat między czarnymi Vans'ami a miętowymi air maxami. W końcu poszedł na kompromis i kupił mi obie pary. Jeszcze kupił mi wiele innych rzeczy typu: spódnice, kosmetyki, małą podręczną torebkę, bieliznę (to aj kupiłam, on w tym czasie był w toalecie) no i jakieś akcesoria. Niall'owi pomogłam wybrać co ma sobie kupić na randkę z Emmą. mimo że nie lubiłam Emmy to pomogłam kupić Niall'owi ubranie wyglądał... tak... poważnie.  Powiedział że ot ważna uroczystość-rocznica.
-Maddie, jesteś głodna-z moich zamyśleń wyrwał mnie głos Niall'a.
-No.-odpowiedziałam rozglądając się za Mc'Donaldem lub KFC.
-To chodź-pociągnął mnie za rękę. Zachwiałam się od ciężaru torb-no chodź-pospieszył mnie Niall. Jak on tak może? Ja mam z pięć toreb i on trochę więcej i dla niego to jest lekkie? Ja się pytam! Weszliśmy do jakiejś azjatyckiej restauracji. Co?! To jego na to stać? Ale ja głupia, no przecież. Pewnie ta knajpa jest zastraszana przez ,,nasz" gang i dla tego ma zniżkę i pieniądze.
-Mam na dzieję że lubisz azjatycką kuchnię?
-nigdy nie jadłam azjatyckiego jedzenia, ale z tych zapachów sądzę że jest pyszne.-zauważyłam.
-Tak, jest pyszne.-zaśmiałam się na widok miny Niall'a. Zajęliśmy 2 osobowy stolik i zamówiliśmy jedzenie. Nie wiedziałam co wybrać więc Niall za mnie wybrał. Ufam mu. Powiedziałam że miał wybrać coś łagodnego bo od ostrych płaczę. Oczywiście na ten fakt się zaśmiał. Gdy przynieśłi nam nasze zamówienia oniemiałam.
-Niall, ja wczoraj ćwiczył z półtorej godziny a ty mi tu coś takiego odstawiasz?-zapytałam z wyrzutem. Talerz był ogromny, a na nim jakieś mięso, ryż i sałatka. Ale było przyprawione jakimiś przyprawami. Nie zjem tego...dzisiaj. chyba zajmie mi to tydzień, bez pomocy Niall'a. Moje podejrzenia spełniły się gdy po zjedzeniu połowy mięsa nie mogłam nic w siebie wcisnąć.
-Niall, pomóż mi. Nie zjem tego-spojrzał na mnie zrezygnowanym wzrokiem.
-Ja też już się najadłem.-oznajmił odsuwając od siebie talerz. On miał coś innego ale nie wiem co. Oświeciło mnie.
-Można wziąć to na wynos?
-Raczej tak.
Niall zawołał kelnera i poprosił o rachunek i o spakowanie resztek. Gdy kelner przyniósł zapakowane jedzenie i rachunek, wręcz wyrwałam mu go z ręki. wow, nie zła sumka. Nagle sprzed oczu zniknął mi kawałem papieru. Niall mi go wyrwał.
-Hej!-powiedziałam-ja chcę chociaż zapłacić za obiad. Wyjęłam portfel i zapłaciłam. Niall wziął jedzenie i poszliśmy do samochodu.
________________________________________
Długo nic nie pisałam, bo byłam u koleżanek na noc, albo one u mnie i nie miałam dostępu do bloga. Może nie każdy wie o co chodzi w tym opowiadaniu więc wszystko wyjaśnię.
1. Maddie była w szpitalu tydzień, wiem nie napisałam tego.
2. Zayn jeszcze nie był na randce z Perrie bo się rozchorował.
3. Żebyście się nie pogubili, Maddie ma zanik pamięci i wybaczcie jeżeli napiszę coś że ona to pamięta.
Dziękuję, Nie zdążyłam dodać zdjęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz