Skończyłyśmy mecz, noga już nie boli. Wygrałyśmy 3:2. Podziękowałyśmy dziewczynom za udany mecz, odwróciłam się w stronę kibiców, pomachałam wszystkim kibicom i moim bliskim, odwróciłam się w drugą stronę. Po chwili wiedziałam że to zły pomysł bo ktoś rzucił w moją głowę pluszakiem. Upadła na ziemię, dobrze mu tak. Podniosłam go i spojrzałam na niego. Podniosłam wzrok i skierowałam się do szatni jak moje koleżanki.
Przebrana wyszłam z szatni z torbą w jednej ręce i pluszakiem w drugiej. Szłam korytarzem w stronę wyjścia gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Ile razy będę dzisiaj turbowana? Mam tego powoli dość. Spojrzałam na tego kogoś i zobaczyłam dziewczynę. Na twarzy miała kolory naszej drużyny. Spojrzała na mnie i zaczęła piszczeć. Zatkałam jedno ucho, to samo do którego Niall krzyknął mi w kuchni.
-Przepraszam, uwielbiam twoją drużynę, i ciebie.-powiedziała podekscytowana.
-Spoko, ale następnym razem zachowuj się trochę ciszej- powiedziałam pokazując ręką ,, trochę mniej". Dziewczyna spojrzała na moją rękę w której trzymam pluszaka który mnie uderzył.
-Widzę że wzięłaś mojego misia którego ci rzuciłam. Myślałam że go wyrzuciłaś.
-Nie, nie wyrzuciłam. Uderzyłaś mnie nim w głowę nie masz za dobrego cela.- zażartowałam wytykając jej misiem. Zaśmiała się.
-Przepraszam trochę nie wyszło...
Pokiwałam głową porozumiewawczo.
-Tak w ogóle jak masz na imię?-zapytałam po chwili.
-Veronica, ty nie musisz się przedstawiać znam cię. Głównie z gazet, wiem kiedy masz urodziny, jaki jest twój ulubiony kolor- wyliczała Veronica.
-Ok, może się zaprzyjaźnimy.-zaproponowałam. W jej oczach można było dostrzec szczęście i podekscytowanie.
-Było by cudownie.-pokiwała energicznie głową, cud że się jej jeszcze nir urwała.
-Dobra ja muszę iść, brat czeka-powiedziałam i chciałam jej oddać misia ale ona go odepchnęła.
-Nie, jest twój.
-Dziękuję
Wyszłam z budynku i skierowałam się do samochodu w którym już wszyscy czekali.
Wsiadłam i wszyscy zaczęli mi gratulować meczu, podziękowałam i poprosiłam żebyśmy już odjechali bo jestem poobijana. Tata i Greg pojechali do domu bo powiedzieli że jutro pracują i muszą się wyspać, nie rozumiem ich przecież jest dopiero 13:00. Ruszyliśmy. Gdy dojechaliśmy poszłam do łazienki się umyć. Po 20 minutach prysznica ubrałam się w to i zeszłam na dół z książką. Weszłam do kuchni, napiłam się i wyszłam na taras. Usiadłam na kładce i zaczęłam czytać. Gdy zaczęło się ściemniać weszłam do domu, do sypialni. Położyłam książkę na łóżku. Weszłam do łazienki umyć ręce. Gdy z niej wyszłam zobaczyłam na łóżku samolot z papieru, podniosłam go i na lewym skrzydle było napisane to: ,,Odwiń samolocik", zrobiłam jak było napisane. To nie był samolocik tylko list zaczęłam czytać:
,, Czekam na ciebie o 18:00 w opuszczonym budynku nie cały kilometr od twojego domu
Carmen"
Po przeczytaniu spojrzałam na zegarek. 17:35. Dojdę tam w 10 minut. Schowałam list do tylnej kieszeni. Co ona chce? Nigdy się z nią nie spotykałam po meczu. Zdziwiła mnie trochę. Zeszłam na dół do kuchni zjeść coś. Przy lodówce zastałam Niall'a jedzącego kabanosy. Zakradłam się po cichu do niego i krzyknęłam:
-ZOSTAW TEŻ COŚ DLA MNIE.
Odskoczył od lodówki z kabanosem w buzi, gdy mnie zobaczył odetchnął z ulgą.
-Uff, to tylko ty.
-Ranisz- zażartowałam.
-Ojj, przepraszam-przeprosił i mnie przytulił.
-Nie nie szkodzi wybaczam ci- ponownie zażartowałam i oboje się zaśmialiśmy. Wyjęłam kabanosa z paczki i zaczęłam jeść.
-Niallerku za chwilę wychodzę spotykam się z Carmen.
-Dobrze, baw się dobrze- Jezu zabrzmiał jam jeden z rodziców. Przeraża mnie. zjadłam i wyszłam z domu.
--------------------------------------
Taki sobie, szczerze mówiąc to na telefonie koleżanki wyszła mi lepsza wersja i wgl. Ale będzie dobrze. W następnym rozdziale będzie się działo na razie coś takiego. Swoje opinie piszcie w komentarzach. Pa pa.
Nadal nie ma nic o mnie ;( / Ala
OdpowiedzUsuń