sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 8

Tak jak myślałam dotarłam w 10 minut. Otworzyłam już lekko zardzewiałe, metalowe drzwi. Weszłam po cichu do budynku i zaczęłam się rozglądać za moją koleżanką. Usłyszałam jak coś przebiegło koło mojej nogi, kątem oka zobaczyłam że to był szczur. Wzdrygnęłam się. Jak ja nie lubię szczurów i myszy. Nagle coś huknęło. Szybko się odwróciłam. To była Carmen. Zamknęła drzwi to dla tego był taki huk. Spojrzała na mnie z pogardą.
-Cześć, czemu chciałaś się spotkać?- zapytałam wytężając wzrok, bo w tych ciemnościach nic nie mogę dostrzec.
-Ja, nie chciałam on chciał- powiedziała i wskazała kogoś za moimi plecami. Odwróciłam się. Stał za mną mężczyzna jakoś tak po 20 ale przed 30. Może 29, 27 jakoś tak. Podszedł do mnie i przeszył mnie wzrokiem.
-Dobra robota Carmen, możesz już iść- zwrócił się do Carmen.
-Wolę zostać i pomóc ci, chcę widzieć wszystko- powiedziała dumnie. Pokiwał potakująco. Zaczynam się martwić co oni chcą zrobić. Skądś kojarzę tego gościa. Odwróciłam się w stronę Carmen.
-Co tu jest grane?-szepnęłam. Zmrużyła oczy, wygląda tak tajemniczo.
-Nic, Maddie nic.-upewniła mnie, ale to nie brzmiało zapewniająco. Usłyszałam kroki za sobą nie zdążyłam się odwrócić, a już ten ktoś przyłożył mi wilgotny ręcznik o specyficznym zapachu. zaczęło mi się kręcić w głowię, czułam się tak sennie. chyba zasnęłam.
***Oczami Niall'a***
Maddie nie ma już od godziny a jest już dość ciemno. Postanowiłem do niej zadzwonił, wyszedłem i wybrałem jej numer. Pierwszy sygnał, drugi sygnał wreszcie słyszę głos w słuchawce.
-Halo?-pytam- Maddie to ty?
-Nie to nie Maddie- powiedział jakiś męski głos. Przestraszyłem się. Gdzie ona może być i najważniejsze z kim?
-W takim razie z kim rozmawiam- próbowałem udawać opanowanego.
-To nie jest ważne kim jestem.-oznajmił obojętnie.
-Skąd masz ten telefon?-zapytałem zniecierpliwiony.
-Masz ładną siostrzyczkę. Stęskniłeś się za nią?
-Gdzie ona jest?
-Jest obok mnie. Nie może rozmawiać bo śpi i ma wypchane usta.
-Co ty jej robisz?- głos mi się załamał.
-Ja nic- powiedział.
-czego od niej chcesz.
-Ja od niej nic ale od was.
-Czego?
-Pieniędzy, jeżeli nie dacie mi 25 tysięcy do końca tego tygodnia i jeżeli powiecie coś policji, zabiję ją.-po tych słowach rozłączył się. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Moja siostra jest porwana. Wszedłem do domu cały w łzach, zawołałem chłopaków żeby zeszli na dół, zjawili się po sekundzie. Gdy zobaczyli w jakim stanie się znajdują od razu się zmartwili. Wiedzą że z byle powodu nie płaczę, nie trzęsę się ze strachu i zmartwienia. Chyba że chodzi o kogoś z bliskich.
-Co się stało-zapytał w końcu Louis.
-Maddie... Ona została porwana-wyjąkałem. Wszystkim mina zrzedła jeszcze bardziej.
-Skąd wiesz?-dopytywał Harry.
-Zadzwoniłem do niej, bo od godziny jej nie było w domu a powiedziała że za pół godziny wróci bo idzie się spotkać z koleżanką.-zacząłem. Opowiedziałem im całą historię, o jego bez namiętności w głosie i że strasznie się o nią martwię.
-Trzeba to zgłosić na policję-zarządził Liam.
-Nie-krzyknąłem- nie, bo powiedzieli jeżeli powiemy coś policji albo nie zapłacimy im wyznaczonej sumy do końca tego tygodnia to ją zabiją.
Przełknąłem głośno ślinę.
-Musimy znaleźć te pieniądze, złożymy się, zadzwonię jeszcze do taty i Grega.-zaproponowałem.
-Dobry pomysł, to idźmy sprawdzić ile mamy na kontach.-zarządził Zayn. Wszyscy potaknęliśmy i pognaliśmy na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz