***oczami Harry'ego***
Właśnie szedłem z Louis'em dołączyć do Liama i Zayna, gdy usłyszeliśmy krzyk. Poszliśmy w stronę źródła dźwięku. Znowu usłyszeliśmy krzyk, alrle tym razem wiedzieliśmy skąd pochodził. Pobiegliśmy do opuszczonego domu, skąd dobiegł krzyk. Musieliśmy odepchnąć ciężkie żelaznr drzwi. Gdy wbiegliśmy do domu, choć trudno było go nazwać domem o mało co nie upadłem. Tylko oddychaj Harry, tylko oddychaj Harry-powtarzał mój mózg. Na podłodze leżała Maddie, była strasznie poobijana na jej ciele powstała masa siniaków. Wokół niej była kałuża. W głębi duszy modliłem się żeby to nie była krew.-Boże- szepnąłem sam do siebie i podbiegłem do niej. Sprawdziłem puls, nic nie czuję. Wziąłem ją na ręce i powiedziałem do Louisa:
-znajdź tego faceta i się nim zajmij.
Wybiegłem przed budynek i zadzwoniłem do Liama żeby po nas przyjechał. Zayn wysiadł i dołączył do Louisa. Po pięciu minutach Liam wiózł nas do szpitala. Patrzyłem na Maddie i myślałem. Myślałem co do niej czuję. Co jej będzie? Czy będzie miała większe problemy ze zdrowiem. Gdy wysiedliśmy wpadliśmy do szpitala. Zayn podbiegł do recepcji prosząc o lekarza, Liam pojechał po Nialla i Louisa który został w tym budynku a ja zostałem sam z Maddie na rękach. Do oczu napłynęły mi łzy. Gdy przybiegli lekarze z noszami, położyłem ją na noszach najdelikatniej umiałem. Szedłem za nimi, ale już w pewnym momencie nie mogłem iść dalej. Usiadłem na krześle i schowałem twarz w rękach. Nie płakałem, byłem wściekły. Ten facet musi ponieść konsekwencje. Man nadzieję że Louis udupił tego gościa. Zdenerwowany wyjąłem telefon z kieszeni. I wybrałem numer do Louisa. Odebrał po dwóch sygnałach.
-Halo?
-cześć Louis. Znalazłeś tego gościa?
-nie, gdy weszliśmy to uciekł. Ale daleko nie ucieknie. W jego biurku znalazłem inhalator.
-dobra robota Boo Bear.-mógłbym się założyć że się uśmiechnął, a nawet zaśmiał.
-a co z Maddie?-zapytał.
-nie wiem, właśnie idzie jej lekarz wszystkiego się dowiem, będę was informował cały czas dopóki nie przyjedziecie.
-ok. To pa.
-pa-rozłączyłem się, i schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni.
- przepraszam-zaczepiłem lekarza-czy z Madeline wszystko w porządku?
-przepraszam nie mogę panu udzielić informacji. Śpieszę się, jesteśmy w trakcie reanimacji. Jak wszystko się skończy poinformuję pana.-Dobrze, dziękuję.
Wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni telefon i zadzwoniłem do Liama. Powtórzyłem mu to co powiedział mi lekarz. Odpowiedział że będą za pięć minut, bo są korki. Usiadłem na krześle i wyjąłem swojego iPhone'a. Wszedłem w galerię i utworzyłem album pt ,,Maddie".
***Oczami Maddie***
Chodziłam pomiędzy żywopłotami w białej sukience. Moje gołe nogi dotykały betonowej posadzki. Szłam tak przez dłuższy czas. W pobliżu nie było żywej duszy. Nagle moją uwagę przykuł mały promyk światła, który desperacko chce przedostać się pomiędzy roślinami. Nie pewnie podeszłam do promyka. Nagle ściana odsunęła się łącznie z promykiem. coś mną wstrząsnęło. chciałam podbiec do promyka. Zapytać się co ja tu robię. kim on jest, gdy nagle znowu coś mną wstrząsnęło. Upadłam na kolana, przyłożyłam otwartą dłoń do klatki piersiowej która się unosiła i opadała w zaskakująco szybkim tempie.
Otworzyłam oczy. Nabrałam łapczywie powietrza. Rozejrzałam się po sali, nade mną stali lekarze w białych kitlach.
-Mamy ją-odpowiedział jeden z lekarzy. Większość wyszła a do sali weszła pielęgniarka.
-Czy wie pani jak się pani nazywa?-zapytał ten sam lekarz.
-chyba tak-powiedziałam podnosząc się na łokciach. Lecz po chwili tego żałowałam. Opadłam z powrotem na poduszki. Głowa mi pęka.
-Spokojnie. Proszę powiedzieć jak się pani nazywa-powtórzył lekarz.
-Madeline Sparks.
-dobrze-powiedział i wpisał coś w papiery-a wie pani jak się pani tu znalazła?
-W szpitalu?-kiwnął głową w odpowiedzi- nie wiem.
Coś mi świta ale nie wiem co. Przyłożyłam wnętrzem dłoni do skroni, poczułam plaster na łuku brwiowym i opatrunek na moim czole.
-Co mi się właściwie stało?
-Przyczyny nie znamy, ale myślimy że pani upadła i uderzyła się w głowę dość mocno. A teraz zadam pani kilka pytań o wykluczenie wstrząsu mózgu.-kiwnełam głową- boli panią szyja lub głowa?
-Boli mnie szyja, głowa mniej ale boli.
-Ok, ma pani zawroty głowy, mdłości, denerwuje panią światło lub dźwięk? Albo nie pamięta pani co się działo przed upadkiem?
-Zawrotów nie mam, mdłości raczej nie, denerwuje mnie światło. I nie pamiętam co się działo wcześniej.
-Mhm. Dobrze. Damy pani środek nasenny. Prawdopodobnie ma pani wstrząs mózgu pierwszego stopnia, ale nic nie jest potwierdzone.
-Ok.
Lekarz wziął strzykawkę z blatu i wstrzyknął coś we mnie. Środek rozszedł się po moich żyłach w pewnym momencie zrobiłam się bardzo senna. Zasnęłam. Tym razem znalazłam się w zamku. Byłam ubrana w suknię balową w kolorze ecru (blado żółty wpadający w biel), stałam w jakimś pokoju a raczej apartamencie. Odwróciłam się i zobaczyłam lustro. Podeszłam do niego. W odbiciu zauważyłam tiarę. Zdjęłam ją niepewnie i wpatrywałam się w nią. Włożyłam ją z powrotem na głowę i podziwiałam suknię. Była cudna, wyglądała na balową i ślubną w jednej. nagle do drzwi ktoś zapukał. Podeszłam do nich chwiejnym krokiem i je otworzyłam. Na korytarzu stała jakaś dziewczyna z dzieckiem na rękach. podała mi je i powiedziała:
-Matki z królestwa chcą abyś ty zajmowała się ich dziećmi wasza wysokość-powiedział, podała mi dziecko, ukłoniła się i wyszła zamykając za sobą drzwi. Dziewczynka na moich rękach uśmiechnęła się do mnie pogodnie. Jak tu nie kochać takich małych bobasów. Spojrzałam głęboko w jej zielone oczęta. Utonęłam w nich tak samo jak w oczach Harry'ego, naokoło może się palić ja chcę zatrzymać tą chwilę na zawsze. Usiadłam w fotelu z dziewczynką na rękach. na swojej sukieneczce było wyszyte jej imię.
,,Diana"
Jakie śliczne imię. Bawię się z nią do momentu w którym ona zaczyna płakać. Od razu pomyślałam że jest głodna, więc wyszłam z pokoju i skierowałam się w prawą stronę. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie idę. Natrafiłam na jadalnię. W której był ogromny prostokątny stół i mahoniowe krzesła z wszytą czerwoną poduszką-czyli niedaleko jest kuchnia. Podeszłam do drzwi i znalazłam się w kuchni. Były właśnie przyrządzane różnego rodzaju dania. Jedna z kucharek gdy mnie zobaczyła, szybkim krokiem do mnie przybiegła i ukłoniła się. Wyglądała na młodą dziewczynę, nie wiele młodszą ode mnie.
-Czy macie mleko dla tego dziecka?-zapytałam beznamiętnie.
-Tak, oczywiście wasza wysokość.-co oni mają z tą wasza wysokość. Boże... Dziewczyn podeszła do blatu i wzięła butelkę z mlekiem. Przez okno wpadły promienie światła.
-czy mogę wyjść na dwó z tym dzieckiem-zapytałam odbierając mleko od dziewczyny.
-Oczywiście, wasza wysokość.
-zaprowadź mnie na dół.-rozkazałam. kucharka zdjęła fartuch i poprowadziła mnie na dół. Otworzyła wielki mahoniowe drzwi a moim oczom ukazał się przepiękny ogród.
-Czy to nie wspaniały ogród-zapytałam stawiając pierwsze kroki na trawie w moich pantoflach.
-Tak.-odpowiedział wzdychając. Zdjęłam pantofle ze stóp.-to ja mogę zostawić waszą wysokość?
-Tak, dziękuję.
Zauważyłam huśtawkę, podeszłam do niej z Dianą na rękach i usiadłam. Wyciągnęłam rękę z mlekiem i zaczęłam karmić Dianę. jest taka słodka. Chciałabym mieć takie dziecko w przyszłości.
Otwieram oczy, nie byłam już w zamku ani ogrodzie z Dianą na rękach. Teraz byłam w szpitalu. A obok mnie na krześle siedział jakiś chłopak z burzą loków. Przestraszona wyrwałam swoją dłoń jego uścisku. Podniósł głowę, w jego oczach zauważyłam smutek i nadzieję.
-Maddie, jak się cieszę że już się obudziłaś-oznajmił uradowany.
-A miałam się nie obudzić-wzruszył ramionami.-Tak w ogóle jak się nazywasz, przypomnij mi...
-Naprawdę mnie nie pamiętasz?
-Trochę...
-Boże-szepnął sam do siebie- Jestem Harry Styles, mieszkam z wami jestem twoim przyjacielem.
-Aha. Mam brata?
-tak ma na imię Niall Horan, masz tatę Robbi'ego i drugiego brata o wiele starszego Grega.
-To wspaniale, zawsze chciałam mieć braci, są starsi?
-Tak.
Jedno pytanie cały czas mnie dręczy. Czemu jestem w szpitalu i czy wiedzą co się stało wcześniej.
-Czemu znalazłam się w tym szpitalu?-zapytałam po chwili milczenia. Nagle jego twarz przybrała inny wyraz, jakby coś sobie przypomniał o czym wolałby zapomnieć.
-Tak zostałaś porwana. Zaczęliśmy cię szukać...
-Kto zaczął szukać?-wtrąciłam.
-Ja, Louis, Zayn, i Liam.-uprzedził moje pytanie bo zaczął tłumaczyć kto to jest.-My wszyscy mieszkamy z tobą i twoim bratem. Jesteśmy tak jakby wielką rodziną. A wracając do tematu twojego porwania to Ja i Louis znaleźliśmy cię w opuszczonym budynku. A właśnie, pójdę po Niall'a i resztę-oznajmił i wyszedł. Po chwili do sali weszła cała ich piątka. Blondyn do mnie podbiegł i się na mnie rzucił, mówiąc jak się cieszy że się obudziłam. Zdezorientowana spojrzałam na Harry'ego który ruszał ustami "mówiąc" :,, To twój brat". Wszystko stało się jasne. Niepewnie odwzajemniłam uścisk.
-Boże Maddie. Nie wiesz jak bardzo się martwiłem. Spałaś dwa dni.-Co??!!
-Wow, tak dużo? Nie do wiary. -oznajmiłam-lekarz, chyba dał mi środek usypiający dla konia, chyba.-zażartowałam. Każdy się zaśmiał. Nagle mój 'brat' się odkleił usiadł koło mnie na łóżku. Posunęłam się żeby miał miejsce. Harry do niego podszedł i powiedział,:
-Maddie ma zanik pamięci, nie pamięta nikogo. Gdy mnie zobaczyła była przestrasza i zdezorientowana. Więc cię nie pamięta-oznajmił. W oczach Niall'a zobaczyłam smutek i zażenowanie.
-Pójdę porozmawiać z lekarzem oznajmił Niall i wyszedł a za nim Liam i Zayn. Została z Harrym i Louis'em jeżeli nie myli mnie pamięć.
-Louis, podobno nie znalazłeś tego faceta, prawda?-zapytałam przenoszą cswój wzrok na Louis'a. Wytrzeszczył oczy jak żaba którą ktoś zgniata butem.-Co się tak paczasz? Zadałam ci pytanie.
-Pamiętasz moje imię.-wypuściłam głos z irytacją i przewróciłam teatralnie oczami.-Tak, nie znalazłem go, bo uciekł. Ale-sięgnął do tylnej kieszeni spodni-mamy jego inhalator.
-To wspaniale. Prędzej czy później będzie musiał kupić nowy, więc będziemy chodzić do aptek, i sprawdzali kto ostatnio kupił inhalator. Albo po prostu oglądali nagrania z kamer.
-Skąd ty to wiesz?-zapytali zdziwieni.
-A miałam nie wiedzieć? To oczywiste.-znowu przewróciłam oczami. Wzruszyli ramionami.
-----------------------------------------
Postaram się jeszcze jutro coś dodać, strasznie długo mi się pisze. I jeszcze napisłam roozdział na telefonie koleżanki a ona wysłała mi go dopiero dzisiaj. Więc hieno następnym razem miej internet...
Ten wpis jest super, rozbraja mnie. Do następnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz