-Zabiorę panią na zmianę bandaża.-dopiero teraz zauważyłam bandaż na mojej kostce.
-Dobrze...
***Oczami Louis'a***
Nie spodziewałem się że jest tak bardzo sprytna, myślałem że będzie wypytywać o szczegóły planu a tym czasem sama go opracowała. Ta dziewczyna ciągle mnie zaskakuje. Nadawała by się. Jestem strasznie głodny więc postanowiłem pójść do stołówki i zamówić sobie sałatkę, bo chyba tylko to nadaje się do jedzenia-urok szpitalnego żarcia. Ekspedientka podała mi moją sałatkę. Usiadłem do stolika przy oknie. Po chwili doszła do mnie reszta chłopaków, którzy zamówili to co ja. Najwyraźniej nie tylko mi nie przypada do gustu szpitalne żarcie. jedliśmy w ciszy i skupieniu.
-Jak myślicie Maddie lubi żelki?-zapytał Zayn.
-No jasne. Przecież to moja krew-powiedział dumnie Niall. Przyznaję że widziałem ją jak podjadała NIall'owi żelki i jak kupiła sobie kilka paczek żelek i schowała w sekretnym schowku żeby Niall ich nie dorwał. chyba każdy wie co zrobi Niall gdy zobaczy żelki. Nadziałem na widelec kolejną porcję sałaty i włożyłem do buzi. Ale to mdłe.
-Ej Harry, pamiętasz jak Maddie powiedziała jak chcemy znaleźć tego faceta?-zwróciłem się do Harry'ego.
-Nom, to było dziwne i bardzo bystre z jej strony, nie każda dziewczyna jest taka bystra i to po takim wypadku...-zawiesił głos na chwilę- chyba już wiem do czego zmierzasz.
-Właśnie nadawała by się do nas...
-Ej, chłopaki, chyba nie myślicie że Maddie miałaby do nas dołączyć?
-Niall, pomyśl jaką byśmy mieli z tego korzyść: jest bystra, wysportowana, potrafi dogadać, jest dobrą aktorką i co jeszcze mam ci powiedzieć?-wyliczał Liam. Niall załorzył bezradnie ręce za tył głowy i wypuścił głośno powietrze. Nie dziwię się, ja też jakbym miał młodszą siostrę to bym jej nie puścił na żadną akcje.
-dobra, ale pod warunkiem że Maddie nie będzie miała nic przeciwko-wreszcie się zgodził Niall.
-Nikogo nie będziemy zmuszać-wyjaśnił Zayn. Resztę lunchu zjedliśmy w ciszy. Gdy zjedliśmy już to co mieliśmy zjeść poszliśmy do Maddie i powiedzieliśmy że pojedziemy przywieźć jej piżamę, ubrania i kosmetyczkę. Przy okazji pogadamy z chłpakami o tym jak znajdziemy tego kolesia i kupimy żelki dla nas i Maddie. I jak się uda coś normalnego do jedzenia bo to szpitalne jedzenie nawet dla psa się nie nadaje. Wsiedliśmy do samochodu ja za kierownicą a obok mnie Niall. Na jego twarzy malowało się zmartwienie i troska. Chyba się na nas wkurzył ale wie że to dla jej dobra. Gdy dotarliśmy Niall pobiegł na górę spakować rzeczy Maddie, a my w tym czasie spakowaliśmy jej książki które rozsiała po całym domu. Niektóre były przeczytane a nie które w ogóle nie zaczęte. Łącznie znaleźliśmy około 10 książek a przeszukaliśmy dopiero parter. Gdy zobaczyłem jeszcze jedną książkę schyliłem się by ją podnieść i obok niej zobaczyłem naszyjnik z serduszkiem na malutkie zdjęcie. Otworzyłem je i zobaczyłem zdjęcie jakiejś kobiety i Niall'a. Zgaduję że ta kobieta to mama Maddie. Podniosłem książkę i gdy Niall zszedł z torbą ubrań Maddie podałem mu naszyjnik z otwartym serdzuszkiem.
-To jej mama. Pewnie chciałaby go odzyskać.-zaproponował Niall chowając go do kieszeni.
-Tak, masz rację-potwierdziłem. Podzieliliśmy z chłopakami książki na przeczytane i te nie. Wyszło że nie przeczytanych ma tylko 3 z 10. Ale jedna mi się strasznie spodobała, więc ją pożyczyłem. Zacząłem czytać w samochodzie. Chłopaki zaciekle o czymś rozmawiają a ja jestem pogrążony w lekturze. Gdy dotarliśmy do szpitala wyszedłem jako pierwszy z książkami poszedłem do sali gdzie była Maddie. Jednak gdy wszedłem do jej sali nikogo tam nie było. Zdezorientowany poszedłem na recepcję i zapytałem gdzie ona jest.
-Madeline jest na sali obserwacji chorych.
-Dziękuję.
Poszedłem już lekko uspokojony wiedząc gdzie znajduje się Maddie. Chłopaki którzy dopiero weszli do szpitala skierowali się za mną do sali obserwacyjnej. Gdy weszliśmy Maddie siedziała na łóżku jakiegoś dziecka, oboje się śmiali się. Aż miło patrzeć na tak radosną dwójkę. Chyba bardzo się polubili.
-Ej Harry, pamiętasz jak Maddie powiedziała jak chcemy znaleźć tego faceta?-zwróciłem się do Harry'ego.
-Nom, to było dziwne i bardzo bystre z jej strony, nie każda dziewczyna jest taka bystra i to po takim wypadku...-zawiesił głos na chwilę- chyba już wiem do czego zmierzasz.
-Właśnie nadawała by się do nas...
-Ej, chłopaki, chyba nie myślicie że Maddie miałaby do nas dołączyć?
-Niall, pomyśl jaką byśmy mieli z tego korzyść: jest bystra, wysportowana, potrafi dogadać, jest dobrą aktorką i co jeszcze mam ci powiedzieć?-wyliczał Liam. Niall załorzył bezradnie ręce za tył głowy i wypuścił głośno powietrze. Nie dziwię się, ja też jakbym miał młodszą siostrę to bym jej nie puścił na żadną akcje.
-dobra, ale pod warunkiem że Maddie nie będzie miała nic przeciwko-wreszcie się zgodził Niall.
-Nikogo nie będziemy zmuszać-wyjaśnił Zayn. Resztę lunchu zjedliśmy w ciszy. Gdy zjedliśmy już to co mieliśmy zjeść poszliśmy do Maddie i powiedzieliśmy że pojedziemy przywieźć jej piżamę, ubrania i kosmetyczkę. Przy okazji pogadamy z chłpakami o tym jak znajdziemy tego kolesia i kupimy żelki dla nas i Maddie. I jak się uda coś normalnego do jedzenia bo to szpitalne jedzenie nawet dla psa się nie nadaje. Wsiedliśmy do samochodu ja za kierownicą a obok mnie Niall. Na jego twarzy malowało się zmartwienie i troska. Chyba się na nas wkurzył ale wie że to dla jej dobra. Gdy dotarliśmy Niall pobiegł na górę spakować rzeczy Maddie, a my w tym czasie spakowaliśmy jej książki które rozsiała po całym domu. Niektóre były przeczytane a nie które w ogóle nie zaczęte. Łącznie znaleźliśmy około 10 książek a przeszukaliśmy dopiero parter. Gdy zobaczyłem jeszcze jedną książkę schyliłem się by ją podnieść i obok niej zobaczyłem naszyjnik z serduszkiem na malutkie zdjęcie. Otworzyłem je i zobaczyłem zdjęcie jakiejś kobiety i Niall'a. Zgaduję że ta kobieta to mama Maddie. Podniosłem książkę i gdy Niall zszedł z torbą ubrań Maddie podałem mu naszyjnik z otwartym serdzuszkiem.
-To jej mama. Pewnie chciałaby go odzyskać.-zaproponował Niall chowając go do kieszeni.
-Tak, masz rację-potwierdziłem. Podzieliliśmy z chłopakami książki na przeczytane i te nie. Wyszło że nie przeczytanych ma tylko 3 z 10. Ale jedna mi się strasznie spodobała, więc ją pożyczyłem. Zacząłem czytać w samochodzie. Chłopaki zaciekle o czymś rozmawiają a ja jestem pogrążony w lekturze. Gdy dotarliśmy do szpitala wyszedłem jako pierwszy z książkami poszedłem do sali gdzie była Maddie. Jednak gdy wszedłem do jej sali nikogo tam nie było. Zdezorientowany poszedłem na recepcję i zapytałem gdzie ona jest.
-Madeline jest na sali obserwacji chorych.
-Dziękuję.
Poszedłem już lekko uspokojony wiedząc gdzie znajduje się Maddie. Chłopaki którzy dopiero weszli do szpitala skierowali się za mną do sali obserwacyjnej. Gdy weszliśmy Maddie siedziała na łóżku jakiegoś dziecka, oboje się śmiali się. Aż miło patrzeć na tak radosną dwójkę. Chyba bardzo się polubili.
***Oczami Maddie***
Po odjeździe chłopaków przenieśli mnie na oddział obserwacji chorych. Poznałam dziewczynkę o imieniu Lux która jest chora na zapalenie płuc. Jej ojciec nie żyje, a mama większość czasu pracuje. Trochę zrobiło mi się jej żal. Ma niecałe 4 lata, nie chciała iść do segmentu dla dzieci bo mówiła (uwaga cytat):,, Nie dobrze mi od tego jaskrawego różu" (koniec cytatu).
Czuję się przy niej jak przy siostrze, mamie lub nawet jak przy przyjaciółce którą znam od zawsze mimo iż to dziecko. Gdy chłopcy przyjechali przywitali się z Lux i mną. Dali mi moje ubrania, kosmetyczkę i książki które zdążyłam sobie kupić.
-Maddie pożyczyłem jedną książę, chyba się nie gniewasz co?-zapytał Louis.
-Nie no spoko. Nie mam nic przeciwko.-odpowiedziałam bez namysłu. Nagle Niall sięgnął do kieszeni swoich spodni i wyciągnął mój naszyjnik z sercem.
-O mój Boże. Gdzie ty go znalazłeś? Przeszukałam chyba cały dom i nie mogłam go znaleźć.
-Louis go znalazł pod telewizorem koło książki którą zostawiłaś na podłodze.
-No tak. Dziękuję.-na moją twarz wdarł się nie proszony rumieniec. Lux widząc to wbiła mi palec w policzek i powiedział z uśmieszkiem:
-Awww ktoś tu się zarumienił...
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Ta mała wie jak rozśmieszyć innych. Oj chciałabym mieć taką córkę, ale na razie nie myślę konkretnie o rodzinie. Gdy już przestaliśmy się śmiać, chłopaki dali mi moją torbę i oznajmili że jadą na kebaba.
-Zazdroszczę wam, wy możecie jeść normalne jedzenie a mnie tu faszerują jakimś żarciem dla psów, chociaż psy mają lepsze jedzenie.-zażartowała, chociaż w zasadzie powiedziałam prawdę...
-Ale peszek- powiedział z udawanym współczuciem. Gdy odchodzili zdążyłam krzyknąć:
-Świnie!
Zayn zdążył pokazać mi jeszcze środkowy palec i wyszedł.
-Zazdroszczę wam, wy możecie jeść normalne jedzenie a mnie tu faszerują jakimś żarciem dla psów, chociaż psy mają lepsze jedzenie.-zażartowała, chociaż w zasadzie powiedziałam prawdę...
-Ale peszek- powiedział z udawanym współczuciem. Gdy odchodzili zdążyłam krzyknąć:
-Świnie!
Zayn zdążył pokazać mi jeszcze środkowy palec i wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz